Słowa chytrze zmienione

Słowa chytrze zmienione

Nie jestem zwolennikiem posła Stefana Niesiołowskiego – może kiedyś byłem przez krótką chwilę – ale jego słowne rękoczyny oceniam pozytywnie, gdy są wymierzane w słusznej sprawie. Lubi się go czy nie lubi, trzeba mu przyznać zaletę prostolinijności, a także odwagę posiadania własnych przekonań w stopniu, na jaki pozwala lojalność partyjna. Ponieważ rzeczywistość nie jest prosta, ta prostolinijność prowadzi go czasem do zderzeń, których nie można przewidzieć.
W dniu dzisiejszym, po kilkumiesięcznej abstynencji telewizyjnej, włączyłem telewizor i z miejsca wpadłem na awanturę, której powód dała prostolinijność Niesiołowskiego. Powiedział on uczciwie, że zbrodnia katyńska nie może być kwalifikowana jako ludobójstwo, lecz jako zbrodnia wojenna. Dla ludzi niezepsutych polityką, zdolnych do elementarnych rozróżnień prawnych jest to pogląd oczywisty. W „Przeglądzie” głoszony był między innymi przez Richarda Pipesa, cieszącego się autorytetem naukowym i politycznym profesora Uniwersytetu Harvarda. Za parę lat, gdy zbrodnia katyńska będzie rozpatrzona – wątpię, czy osądzona – przez trybunał międzynarodowy, polscy dziennikarze i politycy dowiedzą się ze zdziwieniem, o ile zainteresowanie ich nie opuści, że takie właśnie jest stanowisko tego trybunału, bo inne być nie może. Trybunał nie będzie mógł zignorować definicji ludobójstwa zawartej w konwencji ONZ uchwalonej 9 grudnia 1948 roku, według której ludobójstwem są czyny dokonane w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich. Trybunał nie będzie się posługiwał polskim ogólnikowym słowem „ludobójstwo”, które służy już tylko do potępiania, a nie prawnego kwalifikowania czynów, lecz angielskim, a właściwie międzynarodowym wyrazem genocide. Wierny przekład na polski powinien brzmieć: narodobójstwo. Oficerowie, czy będzie ich 20 tysięcy, czy milion, nie są narodem ani grupą etniczną, rasową czy religijną. Prezydent Kaczyński twierdzi zgodnie z prawdą, że w Katyniu obok Polaków ginęli Żydzi i Białorusini, obok katolików prawosławni, wyznawcy religii mojżeszowej i protestanci, ale według swojej oryginalnej logiki sądzi, że to, co jego stanowisko podważa, to je w rzeczywistości uzasadnia.
W telewizorze z poglądem Niesiołowskiego uparcie nie zgadzał się Janusz Palikot. Powtarzał raz za razem, że Katyń to było jednocześnie i ludobójstwo, i zbrodnia wojenna, zapewniał, że cała Platforma jest tego zdania, a Niesiołowski popełnił coś gorszego niż błąd, bo zarazem gafę.
Janusz Palikot jest bardzo inteligentny w biznesie, pieniądze prawie same do niego przychodzą, a on je odpycha na cele społeczne i mecenat kulturalny. Ciekawy człowiek, ale trudno o lepszy przykład na to, jak wchodząc do polityki, jednostka traci połowę, a może i więcej, swoich zdolności umysłowych, a także uczciwość intelektualną. Gdyby Palikot tak mylił pojęcia w biznesie, jak myli genocyd ze zbrodnią wojenną, nie płaciłby podatków, lecz żył na koszt podatników. Na fotografii w gazecie było widać, że ma on w domu dużo książek, lecz nie chciało mu się zajrzeć do słownika, żeby sprawdzić, co znaczy słowo ludobójstwo.

Wydanie: 37/2009

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy