Good Morning Vietnam

Hanoi po roku zaskakuje. Nie tak jak Pekin, gdzie znikają pod buldożerami całe kwartały i od razu sadzone są tam apartamentowce oraz biurowce. Stolica Wietnamu nadal trzyma fason azjatyckiego miasta. Pęczniejącego, rozrastającego się wkoło niczym brzuch zadowolonego Buddy. Brzuch coraz bardziej pełny, bo i w tym roku Wietnam eksportuje ryż, co jeszcze parę lat temu wydawało się niemożliwe dla zniszczonego wojną kraju. Żywności jest wszędzie w nadmiarze, podobnie jak konsumentów. W zeszłym roku przybyło w 80-milionowym kraju milion dwieście tysięcy nowych obywateli. I chociaż kraj zachwyca ośmioprocentowym wzrostem PKB, ta nadwyżka budzi niepokój władz. Wszechobecne przeludnienie zżera pierwsze oznaki dobrobytu.
Na wsi jest on trzystopniowy. Najpierw w domu bez szyb, z klepiskiem i paleniskiem obok szerokiego łoża pojawia się wiatrak. Potem telewizor marki Sony. Wreszcie lodówka – szczyt dobrobytu. Nie służy ona do przechowywania żywności, bo świeża rośnie i biega wokoło. Lodówka chłodzi jedynie piwo. W mieście oznaką dobrobytu jest nowy skuter, a ostatnio samochód. No i klimatyzator. Jeśli będzie ich przybywać jak w chińskim Szanghaju, niebawem może zabraknąć prądu.
Tania żywność sprzyja taniej sile roboczej. Karne, przyzwyczajone do mrówczej pracy, innowacyjne społeczeństwo, co zdumiewało amerykańskich okupantów, kończy teraz z ekonomiczną partyzantką. Wietnam ma ropę naftową, ale nie ma jeszcze rafinerii. Ma węgiel i już odczuwa dobrodziejstwa aktualnej koniunktury. Szefem Vinacoal jest absolwent Politechniki Gliwickiej. Ma rozwinięty przemysł stoczniowy i już odczuwa dobrodziejstwa koniunktury na statki w tamtym regionie. Zarząd Vinashin to absolwenci Politechniki Gdańskiej. Doradzają im dyrektorzy stoczni z naszego Wybrzeża, z czasów przed twórczą działalnością prezesa Szlanty. Na południu kraju doskonale prosperuje Vifon, firma znana polskim studentom i klientom hipermarketów. Ze smaku chińskich zupek błyskawicznych. Produkowanych w Wietnamie, na bazie technologii japońskiej. W północnej prowincji Bac Ninh powstała specjalna strefa ekonomiczna podobna do słynnych z południa Chin, z okolic Shenshenu i Zhuhai. Tam oprócz uzbrojonych w drogi, wszelkie media, magazyny terenów czekają lśniące nowością apartamenty. Do Hanoi nową autostradą jedzie się pół godziny.
Upał rzeczywiście trudny do zniesienia. Ale ludzie równie gorąco przyjaźni, coraz bardziej kompetentni, władający obcymi językami, zwłaszcza angielskim. Ale nie wolno zapominać o ponadczterotysięcznej grupie absolwentów polskich uczelni, nadal dobrze znających język polski. Aktualnie w wieku dyrektorskim.
Wietnam, znany z ciemniejszych stron, lśni teraz jasnymi. Gospodarz szczytu ASEAN-u, kolejny azjatycki tygrys. Korzystający z danej mu szansy, koniunktury.
Polska wita chłodem. Cóż z tego, że wzrost PKB najwyższy w regionie, cóż z tego, że widać oznaki dobrobytu, kiedy życie polityczno-umysłowe regulują Ałganow, Kulczyk i Giertych. Kiedy szczytem wnikliwości intelektualnej jest rozszyfrowanie terminu „pierwszy”.
W starym dowcipie radzieckim na egzaminie profesor pyta studentkę najpierw o Marksa, potem o Engelsa, a wreszcie o Lenina. Ona zaś twierdzi, że wspomniane nazwiska nic jej nie mówią, wtedy profesor pyta: „A skąd pani jest?”. „Z Piatigrodka”, odpowiada. „Ech, uciec stąd do Piatigrodka”, wzdycha moskiewski uczony. Ech, choćby do Wietnamu.

Wydanie: 46/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy