Wyciskarka do cytryn

Wyciskarka do cytryn

Legnica nie została zniszczona przez wojnę, to po wojnie burzono stare kamieniczki, zastępując je w latach 70. blokami. Nie było gorszej architektury niż ta w latach 70. i 80., można ją tylko wyburzać z powodów estetycznych. Stare miasto legnickie jest więc stare w połowie, ładna jest promenada zwieńczona z dwóch stron starymi kościołami. Jest potężny zamek, ale niezintegrowany ze starym miastem, co za pole do popisu dla urbanistów. Lubię pić ładne fragmenty miasta razem z kawą, więc piję kawę, patrząc na katedrę. Czym byłyby polskie miasta bez kościołów? Wyobrażam je sobie całkiem dobrze bez religii, ale bez starych kościołów nie mieszczą się w głowie.

Jechałem do Legnicy z przesiadką, inaczej się nie da; nie znoszę przesiadek w Polsce, bo pociągi się spóźniają i jest stres. Wieczór w bibliotece, zabytkowy budynek, spotkanie wokół mojej książki „Dom pisarzy w czasach zarazy”, bardzo udane. I wszędzie to przerażenie polskiej inteligencji tym, co się dzieje – najazd barbarzyńców, wyłonili się z otchłani tego narodu jak demony.

*

Odchudzam się od dwóch tygodni i odnoszę wielkie sukcesy. Nie da się odchudzić bez poczucia misji, to musi być wojna. Spóźniłem się na śniadanie w hotelu, więc na kawę do pobliskiej pączkarni. Raj pączków, dziesiątki gatunków z rozmaitymi nadzieniami, wszystko pachnie rozkosznie, wszystko się rumieni. A ja patrzę pączkom w oczy i nie odwracam wzroku, nie dam się skusić. Można odnieść sukces w odchudzaniu, jeśli heroiczna odmowa jedzenia sprawia taką przyjemność jak jedzenie.

*

Wracam znowu z przesiadką, teraz we Wrocławiu, i znowu pociąg spóźniony, ale słyszę komunikat, że ten z Krakowa do Berlina ma opóźnienie 120 minut, więc nie narzekam. We Wrocławiu mało czasu, by się przesiąść, nie wiem, z jakiego peronu odjeżdża pociąg. Okropny tłok na wrocławskim dworcu, bo piątek po południu, na tablicy nie ma mojego pociągu, informacji kolejowej nie ma na dworcu, a gdy tak się szamocę, wpadam na napis ze strzałką – kaplica. No tak, do kaplicy to u nas każdy trafi.

Źle zniósłbym tyle godzin podróży, gdyby nie Albert Speer, tak, to ten architekt Hitlera i minister zbrojeń, który z niezwykłym talentem mnożył czołgi, armaty i samoloty, używając do tego milionów robotników przymusowych, też więźniów obozów koncentracyjnych, a przy okazji projektował wielkie budowle dla Rzeszy. Uniknął w Norymberdze kary śmierci, dostał tylko 20 lat, odsiedział je co do roku. Miałem jego „Dzienniki ze Spandau”, pisane po kryjomu, bodaj na skrawkach papieru toaletowego. Niezwykle ciekawy dokument. Straciłem tę książkę. Gdy mi się jakaś bardzo podoba, to chcę się nią podzielić z innymi, pożyczam więc, a ludzie nie oddają. Tak straciłem wojenny tom dzienników Nałkowskiej, który tak uwielbiam. Dzienników Speera nie ma od dawna w księgarniach, a w antykwariatach są wariackie ceny. Chciałem sobie teraz tę książkę przypomnieć. Nie ma tego złego… w zastępstwie pożyczyłem wspomnienia Speera, nie wiedziałem, że istnieją, gruby tom, też fascynująca lektura. Speer jest inteligentny, wrażliwy, a nawet ma empatię. Można powiedzieć, że był dobrym i wrażliwym zbrodniarzem. To jeden z najbliższych ludzi Hitlera, nie przyjaciel, Hitler, może oprócz Ewy Braun, nie miał przyjaciół. Książka pulsuje od niezwykłych faktów, opisów wydarzeń i osób, ciekawe są portrety Hitlera w różnych okresach jego życia, a był z nim Speer związany już w połowie lat 30.

Najciekawsze oczywiście są ostatnie miesiące i dni Hitlera. Speer odwiedza go tuż przed samobójstwem w berlińskim bunkrze. Próbuje zrozumieć nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie. Jak mógł dać się zaczarować Hitlerowi? Dopiero pod koniec wojny zorientował się, że Hitler jest pusty w środku, jest martwy. Dlatego nie ma prawie ludzkich uczuć. Prawie? Rozmawiałem przed laty z Alanem Bullockiem, słynnym biografem Hitlera i Stalina, na moje naiwne pytanie, kto z nich był gorszym potworem, zawahał się powiedzieć, że wedle miar piekielnych chyba jednak Stalin. Niezwykła scena opisana przez Speera, gdy Ribbentrop wrócił z drugiej konferencji moskiewskiej, gdzie przypieczętowano, jak pisze Speer, czwarty rozbiór Polski: „Minister opowiadał Hitlerowi, że jeszcze nigdy nie czuł się tak dobrze jak pomiędzy współpracownikami Stalina. »Jak gdybym był wśród naszych starych towarzyszy partyjnych, mein Führer!«. Mówił to z wielkim entuzjazmem, on, zwykle opanowany”.

*

Beatyfikacja Stefana Wyszyńskiego, zgromadzono relikwie, a też cuda, jako niewierzący widzę to jako czyste barbarzyństwo i kpinę ze zdrowego rozsądku. A nad wszystkim stoi okrakiem Świątynia Opatrzności Bożej, betonowa wyciskarka do cytryn. Symbol polskiego współczesnego Kościoła.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 39/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy