Jedność

Jedność

Konsoliduje się obóz przeciwników PiS-u pragnący tę partię odsunąć od władzy. Partie dążą do tego, ponieważ pragną zająć miejsce Prawa i Sprawiedliwości. Liczy się głównie Platforma Obywatelska, ale ona po przejęciu władzy chce robić to samo, co robi PiS. Co na tym zyska społeczeństwo? Rokita, Tusk i prawie wszyscy Platformersi, których widać, przed wyborami głośno obwieszczali, że chcą tego samego, co Kaczyńscy, swoją propagandę i swój program przystosowali do planu wspólnego rządzenia, a współzawodniczyć chcieli tylko o to, która partia będzie bardziej ultra, która posunie się dalej w walce z postkomunizmem, która szybciej zlikwiduje wywiad wojskowy, która większą część ludności obejmie lustracją, która więcej „siły” pokaże w stosunkach z Unią Europejską i Rosją; były różnice w sprawie podatków, ale zaledwie parę miesięcy po sformowaniu rządu PO przyjęła PiS-owski projekt podatków, ogłaszając, że chcą w ten sposób zrobić złośliwy figiel rywalom, którzy ten projekt porzucili. Po wyborach przyspieszanych czy w normalnym terminie najprawdopodobniejszą koalicję rządową zawiążą PiS i Platforma. Obie partie wyliżą to, co teraz na siebie napluły. Zerwanie programowe, ideowe nie nastąpiło. Niektórzy sejmowi i senatorscy entuzjaści Kaczyńskich z Platformy zrazili się do PiS-u z powodu Giertycha, inni albo i ci sami z powodu Leppera; gdy ci dwaj zostaną odsunięci, zniknie najważniejszy powód wrogości. Telewizja publiczna jest przykładem, że obie partie mogą współrządzić ku wzajemnemu zadowoleniu; słyszałem w telewizji senatora Platformy Obywatelskiej, który sprzeciwiał się próbom usunięcia pana Wildsteina. Polską nie rządzi PiS, lecz obóz solidarnościowy, w którym Kaczyńscy dzięki swojej ruchliwości na razie wysunęli się na czoło. Mamy solidarnościową władzę polityczną, solidarnościowe media państwowe i prywatne, solidarnościową indoktrynację w szkołach, Kościół poddany solidarnościowym wpływom, lewicę, która nie śmie się sprzeciwić solidarnościowej interpretacji historii i teraźniejszości, młodzież, do której nie dociera ani fizycznie, ani logicznie żadna argumentacja niespójna z solidarnościową dogmatyką. Coraz więcej ludzi ma poczucie zamknięcia: czy zwrócą się w stronę polityki, czy kultury, historii czy stosunków z zagranicą, uroczystości religijnych czy narad programowych lewicy, wszędzie zderzą się z dominacją solidarnościowych mitów. To nie zostało wytworzone przez jedną partię. To jest duch czasu.
Słowa wieszcze. „Gazeta Wyborcza” opublikowała wiele znaczący, choć krótki tekst Czesława Miłosza. Ma on graficzny wygląd wiersza, ale nie jest poezją, raczej notą do rozwinięcia w artykule publicystycznym. Tekst został napisany w 2003 r.; „gorliwi służalcy i dobrze płatni oprawcy nie tylko nie poniosą kary, ale siedzą w swoich willach i piszą pamiętniki, odwołując się do wyroku historii”. Podobnie prawica solidarnościowa uważała bezkarność „służalców” i „oprawców”, czyli ludzi sprawujących władzę w PRL, za stan rzeczy nie do zniesienia i opracowywała swój plan drugiej dekomunizacji, który teraz realizuje. „Minie jedno, może dwa pokolenia, i młodzi odkrywają nieznane ich ojcom uczucie wstydu. Wtedy dla swego buntu będą szukać wzorów w dawno zapomnianej antyimperialnej rebelii”. Nastąpiło to wcześniej, niż przepowiadał wieszcz. Młode pokolenie przejęło wzory powstańcze, innych nie uznaje i nie rozumie, wniosło je do Instytutu Pamięci Narodowej, do „polityki wschodniej”, a do pokoleń starszych zwraca się z jednym pytaniem-niepytaniem: jak wam było nie wstyd?
„Duch czasu” nie jest pustym słowem. To istnieje naprawdę i rządzi umysłami zarówno słabymi, jak mocnymi, a wieszczowie, bywa, pokornie mu służą.
Miłosz był zawsze przeciwnikiem polskiego nacjonalizmu, nie tylko endeckiego. Także mentalność akowska była mu obca, Powstanie Warszawskie uważał za zbrodnię. Sam emigrant, przez emigrację „londyńską” był znienawidzony i ze swej strony odwzajemniał się pogardą. Czasy się zmieniły. W roku 1986 pisał: „Przewrót, który nastąpił za „Solidarności”, to publiczne uświadomienie sobie tego faktu (że Polska była krajem okupowanym), tak że kluczowe miejsce zajmuje Katyń i Powstanie Warszawskie, tudzież całkowita rehabilitacja postawy nieprzejednanych na emigracji. Zegar cofnął się do roku 1944. Kiedy byłem w Warszawie w 1981 roku, miałem uczucie, że starto z tablicy, cokolwiek na niej mazano od tamtego czasu, i niemal gotów byłem uwierzyć neoendekom, że jest tylko jedna partia, narodowa, i że to jej odrodzenie. Niemal”. W roku 2003 zdezaktualizowało się tylko „niemal”. Gazeta, nie pamiętam która, opublikowała list Miłosza do Giedroycia, w którym radzi się, jaką ma zająć postawę wobec tej partii narodowej, jedynej, jaka się liczy.

Wydanie: 42/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy