Bandyci i polityka

Bandyci i polityka

Solidarnościowe partie i media obchodziły rocznicę Okrągłego Stołu nie po to, by wspominać, lecz by kontynuować zwalczanie dawnego przeciwnika. Jerzy Urban zauważył, że młodym Okrągły Stół miesza się ze stanem wojennym. Nie tylko młodym, również niejednemu z tych, którzy przy tym Stole siedzieli lub blisko się kręcili i dzięki niemu po dziś dzień mają zwolnienie od pracy na serio. Mimo że tamte pozorne narady i pseudoumowy realnie były wielką kampanią przedwyborczą dla „Solidarności” – żadna partia w krajach demokratycznych nie miała nigdy tak potężnej propagandy przedwyborczej, i to robionej głównie środkami przeciwnika – w tych dniach słyszy się przede wszystkim o tym, jak strona partyjno-rządowa chciała drugą stronę oszukać, jak podsłuchiwała jej przywódców i jak zataiła przed opinią publiczną minutę milczenia. Ciągle myślenie toczy się według wzoru: dziecko wprawdzie wyratowane z topieli, ale gdzie czapeczka? Dawna opozycja przeniosła w nowe czasy swoje narowy mentalne, zapiekłe nienawiści, brak poszanowania dla reguł życia w państwie, a przede wszystkim niebotyczną obłudę. Gdy prezydent Kaczyński przedstawia papieżowi czy prezydentowi Francji swoich współpracowników, informując, że wywodzą się „z podziemia”, to w uszach tamtych brzmi to, jakby ich ostrzegał. Fidel Castro nie musiał przekazywać słowami podobnych informacji, bo jego współpracownicy jeszcze wiele lat po rewolucji nosili brody i wąsy zapuszczone w dżungli w czasach partyzantki. Jak wzory „konspiry” przylgnęły do niektórych, świadczy zachowanie Jana Rokity, gdy niemieccy policjanci wyprowadzali go z samolotu Lufthansy: „Policjanci wykręcili mi ręce, skuli kajdankami, przewrócili na podłogę. Nauczony sytuacjami z lat 80. krzyczałem głośno: Ratunku!” („Gazeta Wyborcza” 12 lutego). Nauki pobrane w tamtych latach są widoczne nie tylko w wewnętrznej polityce; Polak bierze je ze sobą także za granicę do Brukseli, Strasburga i do Lufthansy, której jak chce, to nie odróżnia od Luftwaffe. Instrukcja organizacji nielegalnych, jak się zachowywać w razie aresztowania, nadal obowiązuje.
Ludwik Dorn, wypowiadając się o Okrągłym Stole, wygłosił sentencję: „Kiedy siada się do stołu negocjacyjnego z bandytą, nie nazywa się go po imieniu”. Cel uświęca środki, więc można z nim negocjować, ale trzeba wiedzieć, że to bandyta. Podobno partia, której był współzałożycielem, pobiera nauki u Carla Schmitta, a więc Dorn przynajmniej tyle powinien się nauczyć, że utożsamianie wroga politycznego z przestępcą jest barbarzyństwem. Nie istnieje prawo zakazujące bycia wrogiem politycznym. Gdy wróg polityczny został wyodrębniony, to takim samym wrogiem jest ten, kto go wyodrębnił. Nie można spierać się z Ludwikiem Dornem, bo frywolny język i takaż poza chronią go przed krytyką podejmowaną na serio. Pod względem pozy jego przeciwieństwem jest poseł Platformy Obywatelskiej Jarosław Gowin, ale poglądy ma takie same. On także głosi, że umów zawartych przy Okrągłym Stole nie należało dotrzymywać. „Jak to, mamy dotrzymywać porozumień, które zawarliśmy z przestępcami? Z bandytą, który celuje w nas z pistoletu, można się układać wyłącznie po to, aby mu ten pistolet wytrącić z rąk…”.
O ile wiadomo, to przy Okrągłym Stole nikt nie groził pistoletem; gdyby tam byli przestępcy, to puściliby w ruch kije bejsbolowe, zabrali drugiej stronie zegarki, opróżnili portfele i dokonali innych podobnych czynności. Logicy twierdzą, że z fałszu wynika wszystko. Jeżeli Kwaśniewski, Ciosek, Reykowski byli bandytami, to takim samym bandytą jest również Jarosław Gowin. Niezależnie od tego, co twierdzi logika, uprawia on jeszcze to samo rzemiosło co tamci. W tym punkcie pojawia się z reguły pełne fałszywego gniewu oskarżenie, że tamci są bandytami, ponieważ służyli przestępczemu systemowi i stali na przeszkodzie niepodległości. Kroniki kryminalne świata nie zarejestrowały bandytów, którzy pasjonowaliby się sprawami ustroju socjalistycznego lub innego albo przejmowali się podległością albo niepodległością krajów. Często natomiast słyszy się, że w dyktatorskich reżimach lub barbarzyńskich krajach zwolenników takiego lub innego obozu politycznego kwalifikuje się jako bandytów.
Prawią nam, że przed rządami „Solidarności” Polska nie była krajem niepodległym. Nie próbują jednak wytłumaczyć, jak to było możliwe, że kraj podbity, niesuwerenny uzyskał i utrzymał najwartościowsze terytoria, jakie mu przypadły w tysiącletniej historii. Czy nie nasuwa to myśli, że wartość niepodległości jest względna i że nawet w polityce są wyższe od niej cele? Nie są to jednak problemy na rozmiar kapelusza tych, co nie odróżniają polityka wrogiej partii od bandyty.
Na scenie politycznej kręci się wielu ludzi bez przydziału w społecznym podziale pracy. Są oni zmuszeni grać pozornymi walorami: jeden moralnością, drugi „piękną biografią”, trzeci wciela się w wiecznego oskarżyciela, czwarty przybiera hieratyczną pozę kapłana, piąty całą swoją uwagę wytęża na wypatrywanie najbardziej „prestiżowych” przynależności. Do wielkich, podstawowych problemów narodu i państwa myślowego dostępu nie mają. Są to często przebiegli użytkownicy metafor pokrywających niewiedzę lub służących do bezkarnego posługiwania się bardzo konkretnymi insynuacjami.

PS
Na wypadek, że ktoś mógł przeczytać w jakiejś gazecie moją wypowiedź o Okrągłym Stole, zaznaczam, że w paru miejscach była ona zniekształcona i przez to bałamutna.

Wydanie: 7/2009

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy