Skłonności dyktatorskie

Skłonności dyktatorskie

BEZ UPRZEDZEŃ 

Odbieranie mediów Gusińskiemu i przejmowanie ich przez państwowy Gazprom oglądamy przez stereotyp, który nie tylko mocno tkwi w naszych głowach, ale odpowiada również historycznym realiom Rosji. Walka despotycznej władzy z wolnością słowa niewątpliwie charakteryzowała historię tego kraju. Czy obserwujemy kolejną odsłonę znanego przedstawienia?
Nie odrzucajmy stereotypów z zasady, lecz konfrontujmy je z faktami. Osławiona w całej Europie carska cenzura nie przeszkodziła w pojawieniu się w Rosji wielkiej literatury. Jednocześnie z ogólnym i uzasadnionym poczuciem ucisku myśli powstawały – nie przeznaczone przecież do szuflady – dzieła Puszkina, Gogola, Dostojewskiego, Tołstoja i wielu innych pisarzy i myślicieli wybitnych, pozostających w cieniu tych geniuszy. Jeżeli ograniczenie wolności słowa zawsze szkodzi piśmiennictwu, to do czego by doszła literatura rosyjska w XIX wieku, gdyby nie było cenzury? Napisano by tam drugą Iliadę? Drugą Biblię? Trudno sobie wyobrazić dalej posunięty ucisk twórczości niż ten, który zapanował w czasach radzieckich. Kiedy jednak w Polsce zrobiono w roku 2000 plebiscyt na najwybitniejsze dzieła XX wieku, drugie miejsce na liście, zaraz po arcypowieści Prousta, zajęła powieść radziecka, napisana w czasach stalinowskich. Nie wiem, dlaczego Bułhakow cieszy się takim uznaniem w Polsce. Z artykułu w Magazynie “Gazety Wyborczej” dowiedziałem się – nawiasem mówiąc – że na przedstawieniu jednej z jego sztuk Stalin był obecny 17 razy i wybrał go na autora sztuki o sobie (która się jednak Bułhakowowi nie udała).
Nie to jest jednak dziwne, że geniusze, czy choćby tylko wybitne talenty, potrafią dać o sobie znać w warunkach ucisku. Zastanawia, co się dzieje z geniuszami, gdzie się podziewają, gdy zapanowuje niczym nie ograniczona wolność słowa.
Despota u władzy działa w sposób niesprawiedliwy, zabrania tego, co zabronione być nie powinno, nagradza gorszych, krzywdzi lepszych, nie szanuje rzeczywistości, swoje iluzje narzuca całemu społeczeństwu, prawdę, która nie przynosi mu korzyści, nie rozszerza jego władzy, traktuje z podejrzliwością. Mówi się, i chyba słusznie, że Rosja z przyczyn geograficznych i ludnościowych popadała pod władzę despotów i być może takiej władzy potrzebowała, założywszy, że musiała istnieć. Ale czy poza pałacami rządowymi Petersburga i Moskwy nie było ludzi o skłonnościach despotycznych? W miarę liberalizacji, która w drugiej połowie XIX wieku dość szybko postępowała, coraz większa liczba inteligentów chwytała za pióro i nie o wszystkich można powiedzieć z całą pewnością, że chodziło im o ograniczenie despotyzmu i zaprowadzenie rządów rozumnych. Większa część inteligencji piszącej i czytającej przyjęła zasadę negacji wszystkiego, co robi władza. W tej negacji, w swojej skali i w sferze słów, postępowała tak samo despotycznie, jak despoci rządowi postępowali w sferze realiów: ferowali niesprawiedliwe oceny, nie szanowali rzeczywistości, starali się swoje iluzje narzucić całemu społeczeństwu i pod hasłem “prawdy” głosili niebezpieczne brednie. Istniejącemu porządkowi przeciwstawiali mit Rewolucji i dobrego Ludu.
Próbą jeszcze nie generalną Wielkiej Rewolucji była rewolucja 1905 roku, w wyniku której elita inteligencji rosyjskiej dokonała zwrotu w stronę realizmu. Potrafiła ona doskonale zanalizować mit Rewolucji i wykazać, że kryje się w nim wola nowego despotyzmu.
Domeną inteligencką stało się też w końcu sądownictwo. Dopóki panował realny despotyzm, sądy skazywały niewinnych, jeżeli życzył sobie tego car, gubernator, dowódca żandarmów. Gdy w wyniku liberalizacji sądownictwo stało się w końcu niezawisłe, sędziowie uniewinniali terrorystów.
Możliwe, że konflikt między władzą polityczną a oligarchą medialnym Gusińskim stanowi przejaw odwiecznej walki despotyzmu z wolnością słowa. Stosunki w Rosji poradzieckiej ciągle jeszcze znamionuje tymczasowość, nie wiadomo, co z tego wyniknie i nie wiadomo dobrze, kto tam jest kim. Może się okazać, że telewizja i gazety Gusińskiego broniły Rosji przed dyktaturą w imię wolności i sprawiedliwości. Na razie jeszcze się to nie okazało. Mogliśmy się natomiast przekonać nie raz, a zwłaszcza po zatonięciu “Kurska”, że inteligencja uzbrojona w telewizję i gazety zachowuje się jak zbiorowy despota, nie dopuszczający, w miarę swoich możliwości (a są one większe niż tradycyjna cenzura), do upowszechnienia się konkurencyjnej interpretacji wydarzeń.
Politycy, a zwłaszcza biznesmeni zachodni, widzą rosyjską anarchię i popierają Putina, gdy stara się on wprowadzić trochę porządku. Inteligencja rosyjska natomiast w każdym jego kroku w tym kierunku widzi groźbę dyktatury. Chcieliby prezydenta tak zmarginalizować, jak im się to udało w stosunku do Sołżenicyna.

Wydanie: 17/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy