Szok w prajmtajmie

TELEDELIRKA

W telewizji publicznej oraz prywatnej trwa walka o oglądalność, czyli szał ciał, zasiadających w rozmaitych radach programowych, oraz burza mózgów w szklance wody, poprzedzająca nową, mającą widza rozerwać ramówkę. Tak jakby nieszczęsny widz nie był już dostatecznie rozerwany. Cała akcja przypomina walkę na śmierć i życie pomiędzy Urodzonymi Mordercami a Wielkim Bratem w różnych wcieleniach. Bez względu na to, kto zwycięży, królem i tak zostanie tok i szoł; szczęściem leci z nami pilot. Przy jego pomocy będziemy mogli powiedzieć: pa-szoł won! Cały, mówiąc piękną polszczyzną, prajmtajm jest zajęty przez seriale, reklamę, programy policyjne oraz rozrywkę przez wielkie rozrywające ER. Po niektórych programach rozrywkowych trzeba wezwać Erkę.
Oczywiście, są także dzienniki, ale one bywają na ogół wypadkową wypadków, plus prognoza pogody, przy której ludzie mogą odetchnąć, jeśli akurat nie ma powodzi, nie palą się lasy albo nie zakrywa nieba ciemna chmura dymów, co się prawie nie zdarza.
Ostatnio królem newsów jest Bush. Kiedy zobaczyłam go w krótkiej wojskowej kurtce pilota, wiedziałam, że będzie źle. Kompleks ojca zawisł w powietrzu. Stary Bush, zasłużony podczas wojny pilot, prowadził wojnę z Irakiem, więc syn musi teraz pokazać, że on też jest do tego zdolny. Kompleks ojca najlepsze efekty daje w literaturze; klasycznym przykładem jest Kafka, który pokazał staremu, co potrafi, i został jednym z najlepszych pisarzy świata. Jednak bycie prezydentem, a zwłaszcza prowadzenie wojen, to całkiem inna para kaloszy czy raczej wojskowych butów.
11 września ubiegłego roku to naprawdę traumatyczne przeżycie dla Amerykanów i dla nas także. To, że nie ujęto bin Ladena, to swego rodzaju klęska, gdyby to się udało, pewnie kompleks Busha, nakarmiony zwycięstwem, rozszedłby się po kościach. Należy przypomnieć tylko, że amerykańskie służby już tego nieuchwytnego terrorystę miały w swych rękach, ale wypuściły go, nie przywiązując wagi do jego wagi. To mogło urazić dumę bin Ladena, spowodować i u niego kompleks: Co? Ja nie jestem dla was groźny? No to zobaczycie! Niby osobiste sprawy w skali globalnej się nie liczą, ale wiemy, że mogą zaważyć na naszych losach. By wspomnieć tylko pewnego nieudanego malarza akwarelistę, imieniem Adolf.
Lem w swoich pisanych perełkach ujmuje rzecz krótko. Tym razem mówi o zakrętach polemologii, jakby ktoś nie wiedział, to chodzi o studium konfliktów wojennych. O to, że ktoś kiedyś pomógł Irakowi zyskać przewagę w wojnie z Iranem, dostarczając mu informacji strategicznych z satelity. A były to Stany Zjednoczone. Ktoś pomógł też urosnąć w siłę Saddamowi.
Teraz facet jest niewygodny, a więc Bush wkłada kurtkę pilota, zamieniając się w supermana, robi marsowe miny i chce dać w kość Irakowi, chyba trochę za to, że nie udało się dosięgnąć bin Ladena. Idę w psychologię, bo wojskowe sprawy są dla mnie zbyt skomplikowane, trudno je pojąć, może naprawdę trzeba dosolić Saddamowi, ale ja tak jak prawie wszyscy boję się, że z tego rozpęta się kolejne piekło.
Dlatego nie narzekajmy na brak newsów, bo możemy gorzko pożałować. Dziennikarze to inna rasa. Ten, któremu trafia się 11 września, cieszy się jak nagi w pokrzywach i dziękuje Bogu za dyżur. Bodaj byś żył w ciekawych czasach, oto starozakonne przekleństwo, które dobrze rozumiemy. Nie chcemy dokładać do naszych problemów katastrof globalnych. Chcemy spokojnie oglądać dobre programy w odpowiednim czasie.
A teraz dobre filmy oglądamy o północy, a „Kropka nad i” Moniki Olejnik została zepchnięta z nieba prajmtajmu jak jaki upadły anioł, i potoczyła się w otchłań gorszego czasu, czyli telewizyjnego niebytu, dla tych, co nie mają TVN 24 i chodzą wcześnie spać, bo tak też wstają. Co jest powodem tego dramatycznego kroku? Chodzi o poziom. Zbyt wysoki. Za mądry dla młodego widza, bo tego chce przyciągnąć TV, dając mu w prajmtajmie lekkostrawną paszę, jaką wraz z tanim żarciem przyswaja. I pomyśleć, że kiedyś istniał Teatr Młodego Widza, dziś to chyba byłoby nie do pomyślenia, a może on jeszcze istnieje, tylko myśmy przestali być młodymi widzami? Dziś osoba około czterdziestki to pryk, z którym nie trzeba się liczyć. I tu się mylicie, spece od TV. Żyjemy dłużej i część pryków oraz matron około czterdziestki jeszcze nie straciła roboty, zarabia nawet jakieś pieniądze, więc trzeba się z tą podstarzałą grupą liczyć. Nawet emeryci nabijają oglądalność! Kto wie, czy nie bardziej niż młodzi gołodupcy. Możecie się, władcy wirtualnego świata, przejechać na programach dla młodych i głupich, przecież, do cholery, są też młodzi mądrzy, którzy rozumieją, co się im wykłada.
Ciągle mam w uszach głos pewnego naczelnego, superinteligenta, który dawał teksty mało kształconemu cieciowi, obserwując go przy czytaniu. Gdy cieć z wysiłkiem marszczył czoło, wyrywał mu artykuł, wracał do redakcji i wołał do autora: Spłycić! Gdy jedna z dziennikarek, świeżo po studiach, z głową wypełnioną misją i podobnymi duperelami, zaprotestowała cicho jak myszka, mówiąc: Panie redaktorze naczelny, ja już bardziej nie potrafię, redaktor wnerwiony na maksa stanął nad nią i wrzasnął: Po to zatrudniam inteligentnych ludzi, żeby to potrafili! Posiedzi pani nad tekstem i spłyci go pani!
Cieszmy się więc głupstwami i nie narzekajmy na brak newsów, dopóki, nie daj Bóg, pokaże się odważny redaktor Milewicz i da nam popalić wieściami z irackiego frontu.

 

 

Wydanie: 37/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy