Państwo prawa w państwie „samych swoich”

Państwo prawa w państwie „samych swoich”

Niedawno prokuratura, realizując umowę międzynarodową z Białorusią, przekazała temu państwu dane o stanie konta bywającego w Polsce białoruskiego opozycjonisty Alesia Bialackiego.
Z oburzenia zatrzęsły się media, organizacje pozarządowe, partie polityczne od prawicy do lewicy, nawet premier, a na swoim Twitterze oburzył się sam Minister Spraw Zagranicznych!
Jak można było przekazać takie dane Białorusi! Prokuraturze zarzucano bezduszność, bezmyślność, ba, wręcz głupotę i polityczną dywersję. Jeden dziennikarz nazwał nawet działanie prokuratorów prawniczym kretynizmem. Wszyscy wyrażający dziś takie oburzenie jeszcze niedawno mienili się gorącymi zwolennikami apolitycznej prokuratury, a rozdział stanowisk prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości uważali za warunek tej apolityczności. Teraz by chcieli, aby prokuratura przed zastosowaniem prawa uzgodniła z rządem, czy je stosować, czy nie.

Pod naciskiem politycznym, jeszcze niedawno tak potępianym, prokurator generalny zdymisjonował prokuratorów bezpośrednio zaangażowanych w realizację wniosku strony białoruskiej. Zrozumiał widać, że prawo prawem, ale jego realizacja musi być zgodna z polityką, a rząd i politycy, mówiąc dotąd o apolityczności prokuratury, albo sobie żartowali, albo po prostu nie rozumieli, co mówią. Po raz kolejny pokazano, że polityka jest ponad prawem.
Zadaniem apolitycznej prokuratury jest realizacja postanowień umowy międzynarodowej. Prawo międzynarodowe kontraktowe to takie samo prawo jak stanowione prawo wewnętrzne. Umowa międzynarodowa ma tę samą moc wiążącą co ustawa. Dopóki umowa obowiązuje, jej postanowienia muszą być wykonywane i polityka nie ma nic do tego. Takie są reguły państwa prawa.

Jeśli, zdaniem polityków, umowa może zmuszać do działań sprzecznych z polską racją stanu albo godzących w prawa człowieka, trzeba umowę wypowiedzieć. Zadaniem rządu było (i jest nadal!) przeanalizowanie, do jakich działań może nas zmuszać ta obowiązująca umowa z Białorusią, rozważenie, co Polska na wypowiedzeniu takiej umowy może stracić. Zrobienie rachunku strat i zysków i podjęcie decyzji: wypowiadamy umowę lub nie. Jeśli nie wypowiadamy, to nie ma wyjścia. Jej postanowienia muszą być przez apolityczną prokuraturę realizowane. I nie można o to mieć do prokuratury pretensji. Nie może być tak, że w zależności od politycznych (czy jakichkolwiek innych) potrzeb umowa jest realizowana lub nie. Można się spodziewać, że Białoruś będzie teraz identycznie wybiórczo realizowała umowę z Polską. To może rzeczywiście trzeba tę umowę wypowiedzieć, bo nic na tym nie stracimy?
Jeśli w tym konkretnym przypadku nie należało umowy realizować, to obowiązkiem rządu, w szczególności Ministerstwa Spraw Zagranicznych, było uprzedzić o tym prokuraturę, a następnie umowę wypowiedzieć. Zawaliły agendy rządowe, rząd się od odpowiedzialności wywinął i jeszcze przyłączył do chóru potępiających prokuraturę. Zapłaciło stanowiskami dwóch czy trzech prokuratorów legalistów, którzy uwierzyli, że instytucja ta jest naprawdę apolityczna. Teraz już wiedzą, z prokuratorem generalnym na czele, że prawo ma być podporządkowane polityce i stosowane lub nie w zależności od politycznej potrzeby. Dziś tak trzeba stosować umowę międzynarodową, jutro być może kodeks karny. Jaka to w końcu różnica?

Nie słyszałem, by ktoś stanął w obronie prokuratury, a pośrednio w obronie zasad państwa prawa. Nie słyszałem ani jednego takiego głosu ze strony środowisk prawniczych. Smutne.
Takie wybiórcze, swobodne podejście do prawa na wszystkich szczeblach to nasza smutna specjalność. Takie samo podejście mamy do umów międzynarodowych i do obowiązujących procedur, które też nie są niczym innym jak przepisami prawa. Jeśli da się je obejść, to obchodzimy. Bo przecież lepiej wiemy, czy stosować je w danym momencie, czy z jakichś względów nie.
Niedawno nasz samolot miał przewieźć eksponaty na ważną zagraniczną wystawę. Wszystko było, jak się zdawało, zapięte na ostatni guzik. W ostatniej chwili okazało się, że zaplanowany lot odbyć się nie może, bo lotnisko wojskowe, na którym miał lądować samolot, jest w nocy zamknięte. Wówczas nasz urzędnik zadzwonił do zagranicznego kolegi z sugestią, by zwrócił się do swego ministra kultury, żeby ten interweniował z kolei u ministra obrony, aby dla samolotu z eksponatami na wystawę uczyniono wyjątek. Urzędnik zagraniczny zdumiał się niesłychanie: gdybym ja wystąpił z taką prośbą do swego ministra, ten uznałby mnie za wariata. Minister ma namawiać innego ministra do złamania procedur? Czy u was tak się załatwia podobne sprawy?

No niestety, u nas tak się załatwia. I bardzo wątpię, by nawet tragedia smoleńska i raport komisji Millera przekonały kogokolwiek, że procedur (czytaj: przepisów prawa) lekceważyć nie wolno.
Bo filozofia „prawo prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” jest nie tylko filozofią „samych swoich”, ale także filozofią naszych polityków. Albo może nasi politycy są „sami swoi”. Bo swoją drogą niby skąd mieliby być jacyś inni? Mimo wszystko od premiera czy ministra spraw zagranicznych chciałoby się nieco więcej wymagać. A od prawników – nieco więcej odwagi w tłumaczeniu, że prawo musi być prawem. Nawet jeśli to jest w danej chwili niewygodne.

Wydanie: 35/2011

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. krysz
    krysz 9 września, 2011, 18:35

    I z tych wlasnie powodow nie wolno dopuscic do budowy elektrowni atomowej w Polsce. A jesli juz – to zatrudnic tam obcokrajowcow.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. publicyst
    publicyst 11 września, 2011, 16:48

    Demokracja opiera się, tzn. powinna się opierać na stanowionym prawie.
    Opisane przykłady, ale też wiele innych, są dla mnie objawem n i e d e m o k r a c j i.

    Co uprawnia nas, wytykać bliższym i dalszym sąsiadom
    ich „niedemokratyczność” ?!

    Ta ogłupiała i megalomańska polska misyjność nie tylko żenuje, ale mnie osobiście również wk…ia !

    Posprzątajmy najpierw u siebie, nim zaczniemy innym przesuwać gary.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy