Byliśmy, jesteśmy…?

Coraz ciekawiej maluje się przed nami Europa, co do której nie będziemy mieć pewności aż do wtorku dnia 10 czerwca, bo tak postanowiła Państwowa Komisja Wyborcza przygotowująca nas do uczestnictwa w referendum. Komisji oczywiście bardzo zależało na tym, żebyśmy do Unii wszyscy i na dodatek godnie weszli, tak samo jak i zależy, byśmy się czuli w tym głosowaniu jak biorący udział w zbiorowej rosyjskiej ruletce. Nie wiadomo będzie do końca, kiedy rewolwer wypali i kogo trafi. Na Litwie i w Czechach frekwencję będzie można kontrolować i przedstawiać na bieżąco wyniki, my głosując, będziemy się czuć mniej więcej tak jak posłanka śledcza Beger, która miesiąc temu tłumaczyła przewodniczącemu Nałęczowi, że źle ją widać, albo jak posłanka śledcza Błochowiak, która swoimi pytaniami też udowadnia, że mogłaby być kimś ważnym w rządzie Andrzeja Leppera, który to rząd zbliża się do nas strasznymi krokami. Ale co kraj to obyczaj, a nam nikt nie obiecywał, poza kampanią wyborczą, że będziemy mieli lekko, łatwo i przyjemnie. Nawet pan wicepremier Kołodko, który jak się okazało, kocha nas reformować, ale nie lubi z nami biegać, ponieważ jego sekretariat poinformował, że w krajowych maratonach uczestniczyć nie będzie.
W pochodzie też pewno nie, ponieważ jeżeli w tym roku dojdzie do skutku, to po raz pierwszy zobaczymy marsz gwiaździsty, w którym gwiazda będzie się wyraźnie rozchodzić, bo nikomu już nie po drodze. Premierowi z prezydentem, części lewicy z jej własnym rządem, Lechowi Nikolskiemu z uśmiechem, a aferom korupcyjnym z wymiarem sprawiedliwości.
W 1976 r. pochód pierwszomajowy w Olsztynie przechodził dostojnym krokiem, w rytm przygrywającej marsze orkiestry strażackiej, koło miejskiego aresztu śledczego, na murach którego jakiś wyjątkowo nadgorliwy instruktor Komitetu Wojewódzkiego Partii wywiesił piętnastometrowej długości transparent z hasłem: \”Byliśmy, jesteśmy, będziemy\” i zanim ktoś z wiadomych służb zorientował się, jak to brzmi w owym miejscu, parę osób się sfotografowało na tym tle na wieczną pamiątkę.
Dzisiaj, gdyby ktoś powiesił go na tym samym miejscu, nie byłoby w tym nic śmiesznego.

Wydanie: 19/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy