Polityczna i piłkarska gorączka

Polityczna i piłkarska gorączka

Kiedy jeżdżę po Warszawie, rośnie mi serce, że tak pięknieje to miasto wzbogacone o tyle odcieni zieleni. Zbliżyliśmy się do Europy. Polska znormalniała i zmierza energicznym krokiem w dobrym kierunku. Szła. To się kończy. Zewsząd dochodzą meldunki o pacyfikacji kraju, także mediów publicznych. Bywa, że znam wyrzucanych, czasami też nowo nominowanych. Choćby z radiowej Trójki wyrzucono Jerzego Sosnowskiego, kolegę pisarza, utalentowanego radiowca. W puste miejsce wchodzą Grzegorz Górny i Piotr Semka. Grzegorza pamiętam jeszcze jako młodego, zdolnego dziennikarza, dla którego byłem chyba autorytetem. Pracowaliśmy przez chwilę razem w „Życiu Warszawy”. Uczciwy, ale prawicowo nawiedzony, ze skłonnością do myślenia magicznego. Piotr Semka – wygadany cynik. Jurek Pomianowski określił go kiedyś bez litości: on się tylko na skwarki nadaje.

Podobno to, co się dzieje we wszystkich programach publicznego radia, jest wstępem do centralizacji serwisów informacyjnych. Ma być jeden serwis informacyjny dla wszystkich anten publicznego radia. Prosty i skuteczny sposób, by kontrolować wszystkie informacje. Podobnie będzie w telewizji rządowej. Jak w PRL. Takich meldunków z wielu frontów jest bez liku. To się już układa w wyraźny wzór.

Adam Glapiński został szefem Narodowego Banku Polskiego. Zaufany Kaczyńskiego. Pamiętam, był moim gościem w Sztokholmie, w roku bodaj 1991. I byłem nim wtedy przerażony, jego nienawiścią do świata liberalnego.

Generalnie PiS ma w planie wymianę elit. Zadanie karkołomne, również dlatego, że brakuje im ludzi. I nie da się kreować autorytetów, jak mianuje się dyrektorów w państwowych firmach. Będą jednak takie próby. To, że mamy do czynienia z ideologią, widać już choćby po tym, że coraz więcej jest w powietrzu. To też już znamy. Chociaż była instytucja cenzury, wielu spraw nie trzeba było dekretować, ludzie sami wyczuwali, co można, a czego nie. Jak mówić, jak pisać.

A prezes zaczyna wychodzić z ukrycia. Niech już wszyscy widzą, kto tu rządzi. To coś powie o Platformie z trybuny sejmowej – choćby, że chronili złodziei, a teraz chronią terrorystów. A wymiar sprawiedliwości brał w tym udział. Można się domyślić, że trzeba będzie zrobić porządek z wymiarem sprawiedliwości. Kiedy prezes jest podniecony, czerwienieją mu policzki. Widać, że żyje samotnie, brwi mu się krzewią nieuregulowane i bezładnie siwieją. Samotny, zdziwaczały, niewyjeżdżający za granicę. Najbardziej jednak dyktatorskie wystąpienie miał w czasie kolejnej miesięcznicy. Rozkazał, gdzie ma stanąć pomnik jego brata. „Między domem Bez Kantów i Hotelem Europejskim stanie pomnik Lecha Kaczyńskiego. Tu zaraz za pałacem, gdzieś obok kościoła seminaryjnego, stanie pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej”. I tak jest łagodny jak na dyktatora, mógł przecież wyrzucić pomnik księcia Poniatowskiego sprzed Pałacu Namiestnikowskiego i tam postawić brata. Ale tego nie zrobił. Mówił też: „Częścią odbudowy moralnego porządku w ojczyźnie musi być prawda o katastrofie smoleńskiej”. Jaka prawda? Nie to, co ustaliła komisja, czyli to nie wypadek? Zamach. Szczegóły ustali Macierewicz.

Trzech najważniejszych polityków PiS: Kaczyński, Macierewicz Ziobro – mieszanina paranoi i cynizmu. I ta pogarda dla prawa. Wyobraźmy sobie, że prezydent Francji rozkazuje, że pomnik jego brata ma stanąć w historycznym miejscu Paryża. I wskazuje miejsce. Ktoś zupełnie poważnie mi mówi, że mają być podjęte starania, by Lecha Kaczyńskiego beatyfikować.

Hasło prawicy: „Polska kończy z pedagogiką wstydu, nie będziemy się wstydzić przeszłości”. Czyli nie będziemy mówić o tym, co było złe. Za to będzie krzewienie i kultywowanie mitów heroicznych. Jeden wódz, jeden naród. Może wrócimy do szlacheckiego mitu, że pochodzimy od Sarmatów. Niechęć do wszelkich odmienności, też płciowych. Obcy jako ważna i groźna figura. Budzenie w ludziach lęków, by na nich żerować. I pogarda dla demokracji. Ktoś żartem wyliczał, że „PiS boi się muzułmanów, homoseksualistów, Europy, Rosji, kobiet, marihuany, agentów seksualności, antykoncepcji awaryjnej, rozwodów, Jedwabnego, rowerów, internetu, opozycji, wegetarian, Niemców, jogi, własnego cienia”. To będzie dosyć dalekie od hitleryzmu, tu jestem optymistą, ale może być bliskie rządom Franco czy Pinocheta. A najpewniej wyjdzie z tego jakaś ponura groteska.

Piłkarska gorączka w Polsce. Wiele w tym kompleksów, poczucia niższości, stąd siła rządzy wygranej. Media głównie tym się zajmują i dochodzi do zupełnego zdziecinnienia. Do tego mnie doprowadziło nadymanie balonu narodowego, że byłem bliski kibicować Niemcom. Ale nie byłem w stanie. Po remisie z Niemcami Polska jedną nogą wyszła z grupy, co jest sukcesem, nie jest on jednak na razie duży wobec nadziei i oczekiwań.

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy