Pamiętnik IV Rzepy

13.02
Za moimi oknami, na tarasie, taka szklanka, że można stracić wszystkie zęby, tak jak je traci Ludwik Dorn, do niedawna najprawsza ręka pana premiera. Ja wiem, że nie mówi się najprawsza, ale pies ganiał to całe słownictwo, odkąd słyszę ciągle polityków mówiących „półtorej roku” albo „siłom nie wezmom”, szczególnie w wykonaniu naszych najnowszych profesorów. Wczoraj w telewizji było widać gołym okiem, że pan profesor Lepper awansował tym razem z profesora na doktora, został doktorem moskiewskiego instytutu chemii precyzyjnej, i to bez żadnego wykładu. Nad czym więc może pracować nasz precyzyjny chemik? Prawdopodobnie nad tym, ile gie… jest w gie…

14.02
Pan premier nie dość, że jest połamany, to jeszcze rozchwiany emocjonalnie, i to w stylu przypominającym Lecha Wałęsę w swoich najlepszych czasach, czyli jego słynnych „jestem za, a nawet przeciw”, ponieważ w ciągu kilkudziesięciu minut powiedział najpierw: – Trzeba się zastanowić nad tym, czy Dorn nie powinien odejść z rządu. A potem: – Nie widzę powodu, żeby Dorn musiał odejść z rządu. A na koniec dodał:
– Muszę o tym porozmawiać z premierem. Jakby był jeszcze gdzieś jaki drugi, ale zostawmy pana premiera w spokoju, ponieważ w tej chwili przypomina trochę NRD-owskie miotaczki, trochę, bo miota sam sobą.

15.02
Tłusty czwartek
Pączki wyłaniają się z każdego kąta i z każdego zakamarka. Musisz się o nie otrzeć, musisz zanurzyć te swoje paluchy w tym lepkim lukrze, a potem oblizywać je co rusz. I jeszcze dostać się zębami w to miejsce, w którym kucharz schował dżem, żeby było jeszcze słodziej. I wszyscy jak jacyś szpiedzy czają się z nimi. – No zjedz, zjedz, jeden ci nie zaszkodzi.
– Ale ja zjadłem już ich sześć.
– To i siódmy wejdzie, a poza tym moje są wyjątkowe, jeździłam po nie aż na drugi koniec miasta, bo tam jest cukiernik, który je robi z własnej mąki.
No i od razu stajesz się durną pałą, ponieważ nigdy nie jadłeś z własnej mąki, spróbować trzeba.
Więc co robić?
Nic… na wszelki wypadek umyć dokładnie ręce, a w szczególności palce.

16.02
Nie zjadłem ani jednego, ani pół. A pan premier chyba też nie, bo mówił przez dwie godziny, dzięki którym byłem, jak się okazuje, w innym kraju, w którym nie wiedziałem, że mieszkam.

 

Wydanie: 8/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy