Kraków upadły moralnie

Kraków upadły moralnie

Niedziela, dzień wyborów samorządowych. Trwa cisza wyborcza. Przed udaniem się do urn liczni krakowianie idą jak zwykle do kościoła na mszę. Jest ich niemało, choć nie tak wielu, jak mogłoby się wydawać. Wedle statystyk, co niedzielę na mszę chodzi ok. 40% mieszkańców Krakowa. Tym, którzy stawili się na mszy, został odczytany list pasterski kard. Dziwisza. Metropolita zszedł ze swego pomnika w Rabie Wyżnej i zwrócił się do owieczek. Pisał o problemach z punktu widzenia kardynała najważniejszych. Myślicie, że chodziło o to, że w katolickich rodzinach mąż katolik tłucze żonę katoliczkę i zaniedbuje dzieci? Albo o to, że pracodawcy, katolicy jak najbardziej, wyzyskują pracowników, zatrudniając ich na umowach śmieciowych? Albo o to, że Polacy katolicy oszukują, jak tylko mogą, na podatkach Najjaśniejszą Rzeczpospolitą, którą kochają pono nad życie, czyli faktycznie oszukują rodaków? Albo że idzie zima, a bezrobotnych, a nawet bezdomnych, jest tak wielu? A może przypomniał kardynał zapomniane w nauczaniu przykazanie „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, łamane co chwila zarówno w życiu prywatnym, jak i publicznym? A może coś o służbie zdrowia? Ależ skąd!
Nie o takie drobiazgi chodziło arcypasterzowi. Chodziło o rzeczy po stokroć gorsze! „W Krakowie aż roi się od nocnych klubów, w których cielesność, szczególnie młodych kobiet, jest wykorzystywana w sposób wręcz profanacyjny”, grzmiał w liście metropolita. I stawiał straszliwą diagnozę: „Kraków, stolica Miłosierdzia Bożego i miasto tylu świętych, coraz bardziej staje się symbolem wyuzdania!”. Wniosek? „Krakowowi potrzebna jest odnowa moralna”.
Z przekonaniem, że miastu potrzebna jest odnowa moralna, wychodzili więc krakowianie z kościołów i udawali się do lokali wyborczych. Wniosek nasuwał się sam. To rządzący tu lewicowy prezydent Majchrowski i radni z Platformy doprowadzili miasto do tego stanu. To pod ich rządami Kraków zmienił się w symbol wyuzdania. Czas na zmiany! Tylko prawicowy prezydent i tylko skrajnie prawicowi radni mogą uratować miasto! Tylko oni mogą je odnowić moralnie. Ale że – jak wspomniałem wyżej – do kościoła chodzi ok. 40% krakowian, a na wybory poszło też coś koło tego, w dodatku niekoniecznie tych samych, dużego wpływu na wybory to nie miało, ale zawsze. Będzie więc w Krakowie druga tura wyborów prezydenckich.
Zmierzą się w niej dotychczasowy prezydent, prof. Jacek Majchrowski, i dr Marek Lasota, szef lokalnego IPN. Wobec tak zarysowanych głównych problemów miasta obydwaj konkurenci będą musieli do nich się odnieść. Będą musieli ujawnić swój stosunek do burdeli. Obawiam się, że na tle burdeli Majchrowski wypadnie słabo. Co może powiedzieć, a tym bardziej obiecać, że zrobi? Działalność nocnych klubów jest legalna, mamy wolny rynek, nikt im nie może zabronić wynajmowania lokali w centrum Krakowa. Jeśli już, to trzeba by zmienić prawo, co należy do kompetencji Sejmu, a nie prezydenta miasta. Poza tym panuje demokracja, ludzie mają wolny wybór. Jeżeli nocne kluby i „agencje towarzyskie” działają, jeżeli stać je na wynajmowanie lokali w okolicach Rynku – widać, mają klientelę. Prezydent miasta nie może nikomu zabronić ich odwiedzania. Tak nawet już kiedyś prezydent Majchrowski tłumaczył dziennikarzom. Demokracja i wolny rynek mają też swój margines i swoje patologie. Coś za coś.
Kandydat Lasota ma tu, przynajmniej w kampanii, większe możliwości. Po pierwsze, może nie wdawać się w szczegóły, tylko krzyknąć ogólne hasło: „Czas na zmiany!”. Może dodać, cytując kardynała: „Kraków potrzebuje odnowy moralnej”, i oburzyć się, że konkurent przez trzy kolejne kadencje nie rozwiązał tego problemu. Widać, nie chciał albo nie potrafił (bardziej prawdopodobne to pierwsze, tak mogła się objawić jego lewicowość). Może też Lasota spokojnie obiecać, że zajmie się problemem i na pewno go rozwiąże. Jak tylko zostanie wybrany, burdele zamknie, a mieszkańców Krakowa i turystów zmusi do życia cnotliwego. Mając doświadczenia w zakresie lustracji i dokonywania jej metodą odnowy moralnej, może postulować, by objąć nią panienki, których „cielesność jest wykorzystywana” w tych przybytkach. Zacznie się od sprawdzenia, czy nie były one agentkami bezpieki. Tym z czasów Moczara zabroni się wykonywania zawodu. Młodsze będą musiały przejść weryfikację i dostać od IPN świadectwa moralności. Agencje, w których będą wyłącznie panienki ze świadectwem moralności, same padną. Problem więc się rozwiąże.
Do drugiej tury wyborów jeszcze tydzień, jeszcze jedna cisza wyborcza. Jest jeszcze szansa na dodatkowy list pasterski, na głos, co w ciszy wyborczej się rozchodzi i moralnie ukierunkowuje wiernych we właściwą politycznie stronę. Bo, jak wiadomo, w Polsce Kościół do polityki się nie miesza. Czasem tylko rzuci jakąś myśl wielką, np. taką, że „komunista ma głosować na komunistę, Żyd na Żyda”, a prawdziwy Polak… wiadomo.

Wydanie: 48/2014

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy