Przemoc dobrze widziana

Przemoc dobrze widziana

Kiedy próbuję dzisiaj wyłuskać coś, co mi najbardziej doskwiera w formie, sposobie, stylu i języku rządzenia przez PiS Polską, nie nasuwa mi się na myśl nawet to, co się wyprawia z instytucjami (pod hasłem reformy i naprawy), prawem (nowe prawa suwerena ponad prawem), stanowiskami (tysiące prominentnych miejsc pracy w spółkach skarbu państwa, z gigantycznymi apanażami, bez koniecznych kompetencji i doświadczenia), uwłaszczeniami, propagandą bez trzymanki (uwiąd prowadzący do zgonu mediów publicznych) i parlamentem (gdzie mamy zanik debaty, karykaturę prac w komisjach, niemożność nawet przysłuchiwania się obradom, zasieki wokół budynku i listy osób niepożądanych).

Tym, z czym bardzo trudno się pogodzić i ze spokojem, dystansem, spojrzeniem w przyszłość – gdzie będziemy musieli jakoś nadal się pomieścić (Czy aby na pewno będziemy musieli? Może nie wszyscy?) – uznać, że to chwilowe zło konieczne i towarzysz czasu PiS, jest wpełzająca wszędzie i nieuchronnie, niemal niepowstrzymywana fala przemocy. Ma różne odcienie, kształty, nierówno rozłożone akcenty, ale mimo tej łudzącej różnorodności zawsze jest jakąś ekspozycją przemocy.

Niekiedy jest to ta, dla wielu niezauważalna, przemoc werbalna, płynąca z ust najwyższych urzędników państwa, wyrzucana przez posłów i posłanki, także służalcze media. Tutaj granice zostały już przekroczone tak wiele razy i tak dalece, że niełatwo sobie uprzytomnić, jak wyglądałby nasz świat bez choćby komentarza posłanki Krystyny Pawłowicz po samobójczej śmierci 14-letniego Kacpra, którego de facto zabiło nękanie o podłożu homofobicznym. Do odpowiedzialności za szkolną przemoc nie poczuwa się władza ministerialna. Przemoc, realna, fizyczna, dotyka setki osób, których „innościowy” wygląd uruchamia jakiś podprogowy nienawistny sygnał do ataku. Po przemoc sięgają strażnicy leśni w Puszczy Białowieskiej wobec protestujących. Ostatnio jeden wczołgał się pod zablokowaną maszynę i fotografował uczestniczkę protestu oddającą mocz – właściwie takie zachowanie nosi znamiona co najmniej molestowania. Przemocą jest odwracanie wzroku przez funkcjonariuszy państwa (ale także niekoniecznie pisowskiego samorządu), kiedy na polskich ulicach jawnie manifestują faszyści i epatują powszechnie uznanymi za symbole tego ruchu znakami (krzyże celtyckie) czy flagami – jak np. podczas kuriozalnej manifestacji pod siedzibą MSZ w sprawie uwolnienia mordercy politycznego, Janusza Walusia, odsiadującego w RPA wyrok dożywotniego więzienia (wcześniej orzeczono karę śmierci) za zastrzelenie czarnoskórego lidera partii komunistycznej Chrisa Haniego.

Kiedy władza, dzisiaj w Polsce niemal omnipotentna, nieograniczona, niekontrolowalna, zaczyna tolerować przemoc, nie zauważać jej albo, mówiąc wprost, posługiwać się przemocą jako instrumentem uprawiania polityki – robi się naprawdę groźnie. Przypomnijmy, że powstające Wojska Obrony Terytorialnej mają być, jak się okazało, szkolone do pacyfikowania manifestacji. Przytulona do PiS przybudówka polityczna, klub Kukiz‘15, zgłasza projekt ustawy o łatwiejszym dostępie do broni palnej oraz pozbawieniu policji wpływu na przyznawanie pozwoleń (o które i tak nie jest trudno).

O wpływie obniżenia uposażeń emerytalnych na zdrowie i życie osób dotkniętych ustawą dezubekizacyjną już nawet nie będę wspominać, choć pisano ostatnio, że może ona też dotyczyć piłkarzy z lat 70., z reprezentacji Kazimierza Górskiego, tych którzy byli zawodnikami tzw. klubów resortowych. Równocześnie rusza ofensywa szkolna, edukacyjna, formacyjna, choćby w postaci nowych zaleceń programowych i dostosowanych do nich podręczników (rzeczywistych autorów i autorki trzyma zresztą minister Zalewska w ukryciu, jakby nie było kim się pochwalić).

Wciąż nad Polską unosi się też przemocowy swąd antyuchodźczy, a funkcjonariusze Straży Granicznej i inne służby łamią obowiązujące Polskę prawa, które określają choćby procedurę złożenia prośby o azyl czy inną formę pobytu.

Można powiedzieć, że wszystko to wciąż nie jest radykalną przemocą i nie ma co się gorączkować. Nie zgadzam się, ponieważ jest tych form radykalnie za dużo, płynie ona z wielu stron na rozmaitych rejestrach. I co najgorsze, cały czas można odnieść wrażenie, że absolutnie nieprzypadkowo jest przez obecną władzę wykorzystywana.

Bezkarnie przemoc można stosować do czasu. Tę przemoc trzeba zatrzymać, zanim wymknie się spod kontroli, jeśli w ogóle jest jeszcze pod jakąś kontrolą. Chwilami wydaje się, że jej zasięg jest pozornie kontrolowanym wyciekiem. Nie ma co czekać na powódź i runięcie tam.

Wydanie: 40/2017

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz
Tagi: PiS, przemoc

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy