Jezus na drodze

Ponieważ tradycyjnie siedzę latem na Mazurach, na dodatek w miejscu, gdzie otaczają mnie dwudziestometrowe świerki, które odgradzają prawie od wszystkich, moim marzeniem jest teraz, żeby odizolowały od całego durnego świata. Niestety, owe piękne, dorodne i gęste drzewa w dalszym ciągu przepuszczają fale eteru, co powoduje, że i wakacje stają się męczące. Za wysoki poziom adrenaliny też przeszkadza. A podnosi mi ją między innymi nasza uwielbiana powszechnie poseł Renata Beger, która rzuciła ostatnio zdanie, że jak ktoś jest osądzony, to nie znaczy, że jest nieuczciwy, co szczerze mówiąc bardziej zachwiało mną niż aktualnym aparatem sprawiedliwości, który w ostatnim czasie umorzył śledztwo pod tytułem „lub czasopisma”, ponieważ nie znalazł winnego w tej sprawie, mimo że Komisja Śledcza pokazała, kto to zrobił, kto tym kierował i w jakim czasie to się odbyło. I to pokazuje, że w naszym rozrywkowym kraju jest ślepa nie Temida, ale prokuratura.
Z kolei na innym froncie, tak zwanego miłosierdzia nie wiadomo, kto komu podnosi adrenalinę z powodu wyścigu samochodami, który odbywa się obecnie między ojcem Rydzykiem a prałatem Jankowskim. Obaj ci pobożni mężowie, znani powszechnie z kultu ubóstwa, dosiedli mniej więcej w tym samym czasie nowych rumaków. Ojciec Rydzyk maybacha, który kosztuje w wersji ubogiej ponad 300 tys. euro., a prałat Jankowski audi A8 nabyte za minimum 100 tys. też nie złotych. Wygląda więc na to, że prałat jest człowiekiem bardziej oszczędnym i bogobojnym, chociaż na korzyść ojca, szefa Radia Maryja, przemawia jego wypowiedź, że tak naprawdę to on nie wie, czym jeździ, bo samochód jest tak długi, że jeszcze nie doszedł do maski, a poza tym, jak powiedział wcześniej, przemierzając Polskę dużo krótszym autem, „Gdyby Jezus żył dzisiaj to też by jeździł mercedesem”.
Do tego chóru pędzącego po polskich drogach dołączyła również wspomniana wcześniej pani Renata, mówiąc „Z ludźmi z własnej wsie to ja mam sporadyczny kontakt. Przez wieś przejeżdżam samochodem i zawsze gdzieś się śpieszę. Ale wiem od jednej dziennikarki, że mnie wspierają i popierają. Ja sobie zdaję sprawę z tego, że nie wszyscy mi dobrze życzą, ale przecież nawet Chrystus miał w swojej miejscowości tylko dwudziestoprocentowe poparcie”.
I tak nie do końca odizolowany świerkami myślę, być może bez sensu, że gdyby Jezus Chrystus jeździł tutaj mercedesem sześćsetką albo maybachem, to żaden ubogi by do niego nie dotarł. Ochroniarze by nie pozwolili.

Wydanie: 32/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy