W bańce próżniowej

Prezydent Kwaśniewski zadeklarował wreszcie, że będzie patronował „nowej lewicy”. Jednych to ucieszyło, drugich nie. Taki patronat grozi nową komisją weryfikacyjną. Staraniami o papiery dobrego, proprezydenckiego lewicowca. W odróżnieniu od tych złych, którzy przez sito nie przejdą. Jakie będą kryteria, dziś nie wiadomo. Można jedynie przewidzieć, że znów mogą być chybione, rozmyte. W przyszłym roku okaże się, czy będziemy mieli nową partię lewicową, czy tylko centrolewicowy blok poparcia dla wskazanego przez ustępującego prezydenta kandydata na następcę.
W kraju mamy trzy parlamentarne partie lewicowe i parę pozaparlamentarnych. Stan wszystkich jest marny. SLD ma struktury, brakuje mu zapału. SdPl ma jeszcze zapał, ale nadal nie ma struktur. UP nie ma ani zapału, ani struktur. Wszystkie mają niskie notowania społeczne.
Najwnikliwiej zdiagnozowaną partią jest SLD. W raportach i prasowych analizach zaprezentowano wszystkie jej choroby. Zalecono lekarstwa. Pacjent jest już poinformowany, co mu dolega i czym przewlekłość choroby grozi. Patrząc, jak zabiera się do kuracji, można odnieść wrażenie, że niespecjalnie mu na podtrzymaniu bytu zależy.
SLD powstał jako jednolita partia w 1999 r., po przekształceniu dawnego komitetu wyborczego SLD. Składającego się z kilku lewicowych partii, kilkudziesięciu związków zawodowych, stowarzyszeń, organizacji młodzieżowych. Miejsce konfederacji lewicowych tworów zajął zwarty, scentralizowany związek zawodowy przyszłych zwycięzców wyborów. Rychło okazało się, że wygrani odłożyli na półki piękny program, a zaczęli konsumować owoce wygranej. Teraz lekarze zalecają SLD powrót do lewicowości, odbiurokratyzowanie. Obcowanie z pracobiorcami, a nie ze środowiskami biznesowymi. Liderzy apelują do aktywu, aby wyskoczył z lakierków, nałożył sandały i szedł w lud głosić słowo lewicowe. Pracować społecznie z biednymi, odrzuconymi, pokrzywdzonymi. Samookreślić się zawodowo, aby służyć przykładem innym. Wykrzesać z siebie inicjatywę. I tu powstaje pytanie, czy taka zmiana orientacji, stylu działania jest w SLD możliwa.
Polska lewica instytucjonalna powstała na początku lat 90. w opozycji do dominującej prawicy. Pragnącej dekomunizacji, potępienia PRL-u i ludzi z tamtym okresem związanych, wzmocnienia roli Kościoła katolickiego. W gospodarce polska prawica, zwłaszcza ta radykalna, nacjonalistyczna, nierzadko głosiła hasła bardziej lewicowe niż umiarkowana SdRP, a zwłaszcza potem SLD. W ostatnich latach prawica odrzuciła hasło „dekomunizacji”. Uznała, że nie ma na to przyzwolenia społecznego. Zrozumiała, że łatwiej zwalczać SLD pod hasłami walki z korupcją, kolesiostwem i niedołęstwem rządów niż wartościami lewicowymi. Bo na to przyzwolenie społeczne jest. W efekcie SLD zaczął być postrzegany w społeczeństwie już nie jako obrońca wartości lewicowych, lecz jako „grupa trzymająca władzę”. Cóż z tego, że teraz w ramach akcji pokutnej aktyw SLD zwróci się do lewicowego elektoratu, skoro nie ma gwarancji, że ten elektorat chce z tym aktywem współpracować.
W Polsce od połowy lat 90. powstały liczne, nieinstytucjonalne środowiska lewicowe. Zachwyt wolnym rynkiem minął, coraz powszechniejszy Internet sprzyja komunikacji, jednoczeniu się. Dla prolewicowych zielonych, antyglobalistów, gejów, alternatywnych, rowersów SLD nie jest lewicą, ale partią władzy. Podobnie jak partie parlamentarne. Czy SLD uda się zmienić taki wizerunek? Czy uda się to pozostałym? Czy nowa, zapowiadana partia proprezydencka nie będzie podobnym, zawieszonym w próżni społecznej tworem?

Wydanie: 37/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy