Oszukaliśmy naród

Andrzej Wajda, wielki artysta światowej sławy i wielkich zasług dla polskiej kultury, otrzymał w tym roku Super-Wiktora przyznawanego przez nowo tworzącą się akademię, składającą się z dawniejszych laureatów. Choć należę do tego grona, tegoroczny werdykt nie wzbudził mojego entuzjazmu. Co najmniej kilka kandydatur jest takich, „jak trzeba”, ale Wajdzie ten złoty Wiktor należał się bez dyskusji. Tym gorzej zabrzmiało jego chyba przesłowienie się, gdy przyjmował statuetkę. Powiedział, że zawsze marzył o czymś super i teraz właśnie ma, zaś od chwili, gdy komuna upadła w Polsce, też jest super. Jeśli pomyliłem cytat, to na pewno zachowałem myśl senatora. Bo Andrzej Wajda był wraz z nami, ludźmi Solidarności, uczestnikiem wielkich chwil wyborów w roku 1989.

Został wówczas senatorem suwalskim a ja uzyskałem mandat posła ostrołęckiego. Nie odważyłbym się jednak powiedzieć publicznie bądź nawet prywatnie, że w Polsce po upadku komuny jest super. Tak – nam, zwycięzcom tej batalii  politycznej udało się wprost niesłychanie. Dla Wajdy to nie było takie istotne. Za komuny też miał super, gdyż właśnie w jej  czasach i za jej pieniądze powstały słynne wajdowskie dzieła. My, inni, pisarze, publicyści nie mieliśmy łatwo. Trudno nam było żyć z cenzorem za plecami każdego dnia, gdy pisaliśmy nasze reportaże bądź felietony. Z cenzorem na ulicy Mysiej i z zalęknionymi redaktorami naczelnymi, którym nasze śmiałe nieraz myśli groziły przykrościami politycznymi, wiec je nam starannie wycinali z tekstów. Z czasem sami zaczęliśmy przystrzygać naszą śmiałość i braliśmy wodę w usta, gdy działo się coś złego w kraju. Upadek komuny otworzył zarówno artystom filmowym, jak i autorom prac publicystycznych drogę do wolności twórczej. Wprawdzie na drodze pisarzy politycznych, a do takich się zaliczam, wyrosły nowe zapory – różne Wołki, Komary, Walendziaki i Śpiewaki – które z powodzeniem zastąpiły dawnych urzędników z Mysiej z tą różnicą, iż tamci dawni mawiali w chwilach sporów: „Cóż pan chce, ja wykonuję tylko moją pracę”, gdy nowi panowie naszych myśli wyznawali swoją wiarę w te niegodziwości, jakich się dopuszczali wobec wolnej myśli. Można wyliczyć jeszcze kilka kategorii ludzi, co bardzo zyskali na upadku komuny i żyją teraz luksusowo, czyli super. 

Liczne miliony Polaków żyją jednak źle, gorzej niż za komuny. Czy te prawie dwa i pół miliona bezrobotnych ma tak super, jak twierdzi były senator Wajda? Czy nauczyciele, lekarze, emeryci też tak się wspaniale czują w nowej Polsce? Te pytania stały się aktualne jeszcze ze czasów Sejmu Kontraktowego, który ja chcę nazwać Sejmem Mądrym, za tę bezkrwawą zmianę systemu politycznego u nas i w innych krajach Europy. Lecz już wtedy, za Sejmu Kontraktowego, widoczne było gwałtowne ubożenie milionów. Dziś jesteśmy zaliczani do krajów wielkiego rozwarstwienia społeczeństwa na tych coraz bogatszych i tych biedniejących w zastraszającym tempie. Kraj jest pełen goryczy adresowanej wyraźnie wobec nas, ludzi Solidarności, zwycięzców z roku 1989. 

Wyborcy mówią i piszą do mnie, że nam zawierzyli. Komuna była dokuczliwa, zaś my obiecywaliśmy wszystkim, że od chwili naszego sukcesu wyborczego będzie lepiej tym, co nas poparli. Może wpojone mi fałszywe zasady moralne w domu rodzinnym, nakazujące przyznawanie się do winy, gdy za moją sprawą stało się coś złego dla innych – otóż, moim zdaniem, winniśmy raczej prosić naszych wyborców o wybaczenie, niż rzucać im w twarz publicznie naszą pychę, iż nam jest super. Mamy wolność podczas gdy im sprawiliśmy biedę i gorycz. Nie słowo super nam przystoi, lecz pokorne wyznania. że: „oszukaliśmy was” – prosimy o wybaczenie, gdyż nie uczyniliśmy tego świadomie, z zamiarem sprowadzenia na was biedy. Chcieliśmy naprawdę dobrze, wyszło jak zawsze, czyli inaczej. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z ogromu trudności, jakie mamy przed sobą, nie znaliśmy dobrze samych siebie i naszych własnych szeregów, wśród których były wielkie masy ludzi żądnych kariery i bogactwa ponad dobro narodu. I jeśli pada to słowo: naród, moralnie sprawiedliwym będzie głośno i publicznie powiedzieć, wyrazy może straszne, lecz prawdziwe, oszukaliśmy naród, prosimy w pokorze o łaskę wybaczenia. 

Czy mogło być inaczej? Czy musieliśmy otworzyć szeroko granice naszego kraju na wielką rzekę towarów produkowanych w krajach prawie darmowej robocizny, bądź sowicie dotowanych premiami eksportowymi? Czy musieliśmy doprowadzić do likwidacji naszego lub znacznego ograniczenia produkcji przemysłu elektronicznego, włókienniczego, stalowego i wielu podobnych? A ”flota dalekomorska? Chlubiliśmy się naszymi 400 statkami. wykonanymi w polskich stoczniach. Cieszyliśmy się też jeszcze przed wojną stworzonym mocnym i dobrym przemysłem obronnym, lotniczym, naszymi kolejami i siecią autobusów docierających po upadku komuny do najdalszych zakątków RP. A wieś jak bardzo polepszająca swój byt. 

Gdzie to wszystko teraz jest? Znaczna część fabryk świeci oczodołami wybitych szyb okiennych, statków ocalało niewiele ponad połowa i to pływająca pod obcymi banderami, marynarze mustrują na tanie bandery, by wyżywić rodziny. Spora część bezrobotnych utraciła nawet prawo do zasiłków. Zlikwidowano bardzo wiele ośrodków myśli technicznej wraz z laboratoriami i warsztatami na zapleczu co może jest jedną z naszych największych zbrodni, gdyż niełatwo będzie to wszystko odtworzyć, co może oznaczać, że na długie lata skazani jesteśmy na import wszelkiej nowoczesności technicznej. Wreszcie, też wielka zbrodnia, gnoimy od chwili naszego zwycięstwa własną naukę i kulturę. Strach dalej ciągnąć tę wyliczankę. Wystarczy ją krótko zakończyć słowami surowymi, lecz, niestety, prawdziwymi: wydaliśmy Polskę na żer obcych i sami sobie. a raczej narodowi zgotowaliśmy ciężki, chwilami straszny los. 

Ktoś spyta: a gdzie jest miejsce na nasze sukcesy? Są, nie zaprzeczam – też można ułożyć z nich długą listę, lecz czy z tego, że gdzieś w Polsce stały piękne dwory i pałace we wsiach pełnych kurnych chat i niepiśmiennego, głodnego chłopstwa, wynikało dla dawnej Polski coś dobrego, prócz masowej emigracji za chlebem? Z tą różnicą,, że tamto było dziedzictwem historii – to, co się dzieje teraz, zafundowaliśmy, my, zwycięzcy z roku 1989, własnymi rękami. Proszę odwołać to słowo super, czcigodny, wspaniały artysto, panie senatorze, Andrzeju Wajdo! 

 

10 lutego 2000 r. 

 

Wydanie: 7/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy