Prawda wyzwalająca

Prawda wyzwalająca

Generał Wojciech Jaruzelski odpowiedział Lechowi Wałęsie, że będąc szefem państwa, nie interesował się takimi szczegółami, jak prawidłowe czy nieprawidłowe działania Służby Bezpieczeństwa przeciw niemu. To stwierdzenie zostało przez komentatorów prasowych uznane za nieszczere. Sądzą oni, że uwaga Generała musiała się skupiać na przewodniczącym „Solidarności” i na wszystkim, co się z nim i wokół niego działo. Z całą pewnością Generał wiedział o Wałęsie wszystko, co mu było potrzebne, ale nie wszystko mu było potrzebne. Teczki Wałęsy z SB z pewnością nie chciał przeglądać. Ciekawość człowieka kieruje się na to lub owo zależnie od roli, jaką on pełni, od celu do, jakiego dąży, od zadań i obowiązków, jakie na nim ciążą, ale także od wrodzonych cech charakteru, osobowości, tak zwanych kompleksów i wielu innych czynników. Można sparafrazować Buffona i wyjdzie nam coś jeszcze prawdziwszego niż „styl to człowiek” – kierunek ciekawości to człowiek. Bajkopisarz Andersen, chcąc powiedzieć, jaka głupia była księżniczka, napisał, że interesowała się tym, co ludzie gotują w swoich garnkach. Jeżeli jakiś pisarz zechce pokazać poziom moralny dzisiejszego polskiego kleru – dominikanów, salezjanów, franciszkanów, księży profesorów, biskupów i arcybiskupów – to opisze, jak oni wszyscy pchali się do teczek z materiałami być może kompromitującymi ich współbraci w Chrystusie. Wszyscy oni powtarzają słowa z ewangelii św. Jana, że „prawda was wyzwoli”. Przeszedłem kiedyś skróconą naukę religii u mądrego księdza doktora obojga praw Józefa Tomzy i przypominam sobie, że Jezus powiedział do swoich słuchaczy coś w tym sensie: uwierzcie, iż jestem synem bożym, a ta prawda was wyzwoli. Naszych księży i zakonników wyzwala skromniejsza prawda. Tak skromna jak ta, co wyzwoliła wyżej wspomnianą księżniczkę. A może oni sądzą, że prawda na temat o. Hejmy jest równie wyzwalająca jak wiara w Chrystusa. Kto ich wie? Zeświecczenie chodzi różnymi drogami, także krętymi.
Rozwija się polska teologia wyzwolenia przez prawdę. W tym zbożnym dziele duchownych wspiera i ponagla zastęp katolików świeckich, także ze Znaku.
Wracam do generała Jaruzelskiego. Michael Dobbs, wieloletni korespondent prasy amerykańskiej w Polsce, pisze w książce „Precz z Wielkim Bratem”: „Kiedy w październiku 1981 roku Jaruzelski przejął po Kani fotel pierwszego sekretarza, wręczono mu klucz do sejfu kryjącego najtajniejsze sekrety i skandale polskiego reżymu. Mimo że o tym sejfie było głośno, Jaruzelski nigdy się nie pokwapił, żeby zapoznać się z jego zawartością”. Ten przykład pokazuje nam różnicę moralną, jaka zachodzi między generałem Jaruzelskim a tymi, którzy od kilkunastu lat usiłują go osaczyć, oczernić, skazać, zdegradować i co tam jeszcze przychodzi do głowy wyznawcom polskiej teologii wyzwolenia. Z ich punktu widzenia, ktoś, kto ma prawo zaglądać do cudzych sekretów, a nie zagląda, jest potworem moralnym. On zakłóca harmonię w narodzie, burzy jednomyślność, pomiata Pamięcią narodową.
Trudno być obrońcą generała Jaruzelskiego. Ma on skłonność do kajania się i tłumaczenia się przed byle kim. Może ja to źle widzę, może Generałowi chodzi o łagodzenie antagonizmów w narodzie występujących ciągle na tle przeszłości. Może to jest chwalebne, ale moim zdaniem niepotrzebne. Konflikty mające podłoże tzw. historyczne są powierzchowne, inscenizują je i rozdmuchują politycy, którzy doszli do znaczenia dzięki „Solidarności”, a którzy na niczym się nie znają i gdyby im odebrać zabawę w walkę z postkomunizmem, musieliby zniknąć ze sceny politycznej. Nie byłoby dla nich roli. Dlatego oni sobie tego tematu nie dadzą odebrać. I bardzo dobrze. Samokrytyczne gesty Generała są dyskontowane przez obóz postsolidarnościowy i obracane na podtrzymanie zapału antypostkomunistycznego.
Propozycja gen. Jaruzelskiego, aby powołać komisję prawdy i pojednania na wzór tej, jaka istnieje w Republice Południowej Afryki i przed którą on jest gotów stanąć, zdziwiła mnie na dziesięć sekund, a na dziesięć dni zasmuciła i przygnębiła. Więc realny socjalizm można porównać z Apartheidem? Kto ma się uważać za byłego Murzyna? Co osiągnęła afrykańska komisja, że ją się w Polsce bierze za wzór? Czy rozwiązała jakiś problem? Pokój społeczny w RPA, bardzo względny, opiera się na równowadze sił, która stopniowo zmienia się na korzyść czarnej ludności, a gdy zostanie zburzona, ten kraj podzieli los innych krajów afrykańskich. Komisja Prawdy i Pojednania nie cieszy się takim prestiżem jak jej odbicie w polskich umysłach. Niektórzy tam uważają, że dawane przez nią spektakle poniżania i samoponiżania są wstrętne. Niedaleki od takiej oceny jest pisarz, laureat Nobla, J.M. Coetzee, którego „Hańba” jest przygnębiającym dowodem na potrzebę stosowania autocenzury w kraju podobno wyzwolonym i pojednanym, gdzie państwo oficjalnie prowadzi politykę Prawdy.
Generała Jaruzelskiego spotykają ostatnio ciekawe oferty pojednania. Lech Wałęsa chce się pojednać, jednak pod warunkiem że Jaruzelski przyzna się, że kazał fałszować materiały na szkodę Wałęsy. Także Śląsk proponuje pojednanie. „O pełnym przebaczeniu może być mowa wtedy – mówi szef śląskiej „Solidarności” – kiedy zapadnie sprawiedliwy wyrok w sprawie Wujka, a stan wojenny i jego autorzy zostaną rozliczeni”. Wygląda to tak: skoro nic nie można zrobić Jaruzelskiemu na drodze sądowej, dobierzmy się do niego za pomocą przebaczenia.

Wydanie: 22/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy