Trzeba rozwiązać tę komisję

Zapiski polityczne
15 kwietnia 2003 r.

„Sejm może powołać komisję śledczą do zbadania określonej sprawy” (art. 111 konstytucji RP). Gdy wpisywaliśmy do tekstu ustawy zasadniczej ten artykuł, nie umieliśmy sobie wyobrazić, że ten twór ustrojowy nabierze groteskowego charakteru i stanie się ofiarą takiej drwiny, jaką wydrukował „Przegląd” w poprzednim numerze, drwiny – dodam – całkiem zasłużonej. Stało się to za sprawą pewnej części członków tego grona, którzy z zaleconego im przez konstytucję śledztwa zrobili sobie oręż do walki z rządzącą krajem lewicą polityczną, a na dodatek uczynili komisję narzędziem do zyskiwania popularności, co prawda taniej, aleć zawsze mile łechczącej próżność pomniejszych i większych nieudaczników życiowych, wydelegowanych przez kluby parlamentarne w dobrej wierze do złej sprawy.
Bo to dzisiaj jest „zła sprawa”, ponieważ działania komisji są jawnie nieudolne. Pomijam zasadniczy powód, czyli prowadzenie równolegle tajnego śledztwa przez prokuraturę i obok niego wielkiego politycznego widowiska, wręcz cyrku, organizowanego przez tę nieszczęsną komisję. Pomijam także rozpaczliwe wysiłki profesora marszałka Nałęcza usiłującego bezskutecznie ocalać powagę i dobre imię komisji. Nic się tu nie da ocalić, miły panie profesorze, gdyż jest w tym gronie kilkoro posłów nieszukających obiektywnej prawdy o domniemanej aferze korupcyjnej, lecz znajdujących dobrą okazję do walki z premierem i jego rządem. Na dodatek rozdymająca komisję pycha skłania ją do ciągania przed oblicza nadętych dumą pseudopolityków osoby prezydenta Rzeczypospolitej. Jestem gotów zrozumieć te intencje. Jeśli się jest niewydarzonym i niedouczonym aplikantem prokuratorskim, przynoszącym wstyd ludziom tego zawodu, to jakże kolosalnym sukcesem życiowym i politycznym musi się wydawać temu panu i innym jemu podobnym figurom doprowadzenie przez komisję samego prezydenta i możność zadawania mu głupawych pytań, gdyż innych prawie się nie słyszy w telewizyjnych sprawozdaniach.
Byłbym zdumiony, powiem więcej – zgorszony, gdyby pan Aleksander Kwaśniewski zgodził się stanąć przed tym gronem. Próbkę stylu ewentualnej rozmowy mieliśmy już, gdy stawał przed komisją marszałek Senatu, poważny naukowiec i polityk. O ileż smaczniejszym kąskiem byłoby dla zawodowych nieudaczników obrażanie samego prezydenta Rzeczypospolitej. Nic zatem dziwnego, że wysuwają takie żądanie.
Innym przykładem fałszywych zamiarów klubów sejmowych mających prawo delegowania swoich reprezentantów do komisji są nieustające próby klubu LPR wpakowania do niej coraz to innych – nazwę ich łagodnym słowem – demagogów zamiast spokojnego i doświadczonego prawnika, którego usunięto z klubu, bo zachowywał się w komisji poważnie i dawał gwarancję respektowania prawnego jej charakteru. Tymczasem każde telewizyjne spotkanie z komisją daje nam niezaprzeczalny dowód, iż nie prawo, lecz polityczna rozróba jest celem jej istnienia.
Obserwacja tych politycznych spektakli telewizyjnych pozwala na postawienie surowego wniosku. Komisję należy rozwiązać, gdyż nie spełnia ona konstytucyjnych oczekiwań Zgromadzenia Narodowego, które przyznało jej wysoką rangę ustrojową, dając miejsce w konstytucji RP, którego zabrakło np. dla prokuratury czy dla prezydium Sejmu. Ten ostatni brak pozwolił na nadmierne rozbudowanie uprawnień marszałka, co bywa czasami zbawienne, ale jakoś tam kazi demokratyczną strukturę władzy ustawodawczej.
Układając nową konstytucję RP – a byłem w jakiś sposób za nią odpowiedzialny, nie tyle za samą treść, gdyż zostałem włączony do Komisji Konstytucyjnej pod koniec pracy, lecz za finalny kompromis konstytucyjny wynegocjowany w moim gabinecie wicemarszałka Sejmu – otóż układając tę ustawę zasadniczą, nie pomyśleliśmy, że znajdą się posłowie usiłujący ze szlachetnego zapisu zmierzającego do stworzenia narzędzia poszukiwania prawdy w trudnych sprawach kraju skonstruować zwykły wytrych do politycznych rozgrywek. Późniejsza ustawa określająca powoływanie i działanie komisji też nie przewidziała środków uniemożliwiających polityczne rozrabiactwo. Mamy w efekcie chory element struktury naszej władzy w III RP i jedyne, co można zrobić z obecną komisją, to jak najszybciej ją rozwiązać, zanim zdąży ostatecznie ośmieszyć nasz parlament i ogłupić nasze społeczeństwo.
Wyobrażam sobie, że moja propozycja napotka gwałtowny opór różnych politycznych oszołomów, a być może znowu jakiś kawaler rycerskiego zakonu napisze do Rady Europy kolejny donos na własną ojczyznę, że oto gnębimy demokrację, gdyż ogranicza się rozkwit głupoty, ale – pal diabli oszołomów – ważniejszy jest szacunek dla prawa, którego brak w samym założeniu tej sytuacji, kiedy można wbrew logice prawa prowadzić dwa równolegle postępowania śledcze: tajne w prokuraturze i jawne w telewizji.
Dlaczego to, o czym dzisiaj piszę, jest ważne? Polska przeżywa znowu poważny kryzys zaufania do aktualnej władzy. Złożył się na ten stan zarówno spadek po rządach prawicy, które zostawiły kraj w bardzo złej kondycji finansowej, a wiele organów władzy w nagannym stanie uczciwości, co jest raz po raz ujawniane, jak wspominana już w tym miejscu afera w fundacji zajmującej się wypłatami odszkodowań dla byłych więźniów i przymusowych robotników w Niemczech hitlerowskich. Polska stoi przed nowym wyborem politycznym, w chwili gdy – jak mawia poseł Lepper – wszyscy już rządzili, nie ma w kim i kogo wybierać. Paradoksalna sprawa. Politycy głoszą konieczność nowych, przedwczesnych wyborów, w sytuacji kiedy społeczeństwo nie widzi w kręgu zwolenników demokracji osób zasługujących na zaufanie. Nie jest więc wykluczone – i trzeba o tym głośno mówić i ostrzegać – że władza może przejść, i to na długo, w ręce neototalitarnych struktur partyjnych. Partia Przestrachu i Siły ma już taki program w zanadrzu. Szykują się do skoku na władzę.

 

Wydanie: 17/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy