Nawet nie wiemy, ile nie wiemy

Nawet nie wiemy, ile nie wiemy

Instytucja, która nieustannie odwołuje się do prawdy, sama ma z nią elementarne problemy. Droga do prawdy o pedofilach w sutannach po prezentacji raportu Episkopatu o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich w Kościele jest daleka. Zamglona. I bez drogowskazów. A po tym, co mówili abp Gądecki i abp Jędraszewski, prominentni reprezentanci polskiego Kościoła, odnoszę wrażenie, że mają z prawdą duże problemy. To, co robią, jest mocno spóźnione i wymuszone okolicznościami zewnętrznymi. Z jednej strony, naciskami Watykanu i papieża Franciszka, który w polskim Kościele od początku ma złe, a ostatnio nawet bardzo złe, notowania. Z drugiej zaś – aktywnością ofiar, które skupione wokół Fundacji „Nie lękajcie się” prezentują własne raporty i wstrząsające zeznania ofiar. Watykan mówi swoje, a polski Kościół, jakby tkwił jeszcze w dawno minionej epoce, liczy, że burza minie, wrócą stare czasy bogobojnych i milczących owieczek. Ukrywa więc, co może, utrudnia postępowania i próbuje uciec przed odpowiedzialnością karną. A także materialnym zadośćuczynieniem dzieciom, które padły ofiarą kościelnych pedofilów. Pytaniem retorycznym jest, czy biskupi, którzy przez lata ukrywali w swoich diecezjach księży pedofilów, mogą dziś być sędziami we własnej sprawie. Czy nie oni właśnie odpowiadają za to, że z 382 księży pedofilów (oficjalne dane kościelne) tylko jedna czwarta została wyrzucona ze stanu kapłańskiego. A reszta? Przenoszeni z parafii do parafii często dalej odprawiali msze i po pokucie wracali do pracy z dziećmi.

Liczba przypadków ujawnionych w raporcie budzi wiele wątpliwości. Mocno rozmija się ze statystykami, które podają osoby pokrzywdzone. W porównaniu z reakcją Kościołów zachodnich na pedofilię we własnych szeregach zachowanie polskiego Kościoła jest jak pisk myszy.

Bez dostępu do archiwów kościelnych nie da się w sposób obiektywny ocenić skali tego zjawiska ani ukarać winnych. Teraz nawet nie wiemy, ile jeszcze nie wiemy. Tylko ruchy obywatelskie mogą wiarygodnie dla opinii publicznej zbadać te najmroczniejsze sekrety Kościoła. Ale nie tylko to. Bo przecież na uczciwy raport czekają także relacje i powiązania między organami ścigania i sądami a światem kościelnym. Tu także jest dużo brudu i częstej pobłażliwości, a nawet gorliwości w obronie gwałcicieli.

Musimy dopaść sprawców gwałtów i tych, którzy ich ochraniali. Ale najważniejsze są ich ofiary. I to, co możemy dla nich zrobić.

Wydanie: 12/2019

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy