Troski cudze i nasze

Troski cudze i nasze

Można o wydarzeniach obszernie informować i jednocześnie pomniejszać ich znaczenie. Tak postępowały początkowo media wobec fali zamieszek w imigranckich dzielnicach francuskich miast. Rzuci nam się to w oczy, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie reakcje paryskiego establishmentu na zajście, w którym ofiarą bodajże śmiertelną, ale też stroną agresywną, co przemilczano, był imigrant z Magrebu. Wówczas w Paryżu urządzono półmilionową manifestację przeciw ksenofobii i rasizmowi, na czele której kroczyli ministrowie rządu wówczas socjalistycznego i przywódcy opinii publicznej. Przy podobnych okazjach robiono Francuzom wielkie pranie mózgu, mające na celu nauczenie ich akceptacji, jeśli nie udało się miłości, obcego, aby już nie wydawał się obcym. Ludzie, którzy pamiętają dawnych Francuzów ksenofobistycznych, jak mało który naród w Europie, mówią, że wieloletnia pedagogika przyniosła znakomite rezultaty. Francuzi stali się nie tylko tolerancyjnymi wobec obyczajów przybyszy z Afryki, ale także niezwykle szczodrzy. Wydają olbrzymie sumy na ich mieszkania, szpitale, pomoc społeczną, zasiłki, szkoły itp., itd., nie mówiąc o więzieniach, w których stanowią oni większość skazanych. Francuz, który bardzo umie liczyć, prywatnie trochę na to sarka, zwłaszcza gdy jest bezrobotny, ale jako obywatel tę politykę szczodrości akceptuje. Teraz okazuje się, że idea integracji wymaga od niego jeszcze większej szczodrości. Powszechnie się głosi, że główną przyczyną wściekłości młodzieży z dzielnic imigranckich, która pobudza ich do palenia samochodów, niszczenia wszystkiego, co im stanie na drodze, także mieszkań, które dla nich zbudowano, są złe warunki bytowe. Rozwiązanie problemu – tak się powszechnie twierdzi – wymaga miliardowych nakładów. Dopiero gdy się te miliardy wyłoży, młodzież muzułmańska przestanie podpalać samochody, stanie się grzeczna i pokocha Francję. Logika dobrze znana już 150 lat temu, gdy Zygmunt Krasiński pisał: „przypomniałeś mi socjalistę francuskiego, który twierdził, że jedyny sposób poprawienia więźniów wszystkich, to ich wypuścić i po 2000 franków pensji im dawać, jeżeliby nie pomogło, to po 4000 franków, a jeśli jeszcze nie, to tak iść aż do 20 000 na każdego, wtedy dodawał socjalista, nie sposób już, żeby poczciwymi nie zostali”.
W socjalnej interpretacji zamieszek istnieje element słuszności, ale mija się z sednem sprawy. Wini się francuski „republikański” model integracji, ale już wiadomo, że wszystkie zastosowane w Europie modele zawodzą i nie wiadomo, co gorsze: uliczny bunt młodzieży w ubogich dzielnicach, czy akty terroru przygotowywane przez islamistów pochodzących z zamożnych rodzin z klasy średniej, w brytyjskim modelu wielokulturowym. Klasa polityczna jest najwidoczniej zakłopotana i bezradna, czuje, że władza wymyka się jej z rąk. Nie stać jej nawet na jasne wypowiedzi, a cóż dopiero mówić o czynach. Szuka ona rozwiązań w kręgu możliwości zawężonym przez sztucznie ustanowione tabu. Patrząc z boku, jednego można być pewnym: pożądanego skutku nie przyniosą miliardy euro, jeżeli zachodni Europejczycy nie poszerzą sobie wolności myślenia na ten temat i nie zniosą prawnych i innych ograniczeń dla otwartego analizowania problemów imigracji. Jakich trzeba nieszczęść, żeby te ograniczenia pękły pod ich naporem?
Warte podkreślenia jest, że fala dzikiej agresji w imigranckich dzielnicach nikogo nie zaskoczyła, nie zdziwiła. Czemu tu się dziwić? Co miało się stać, to się stopniowo staje. Michel Poniatowski został zbesztany w swoim czasie przez media, ale co powiedział, to będzie Francuzom przypominane przez wydarzenia: „Paryż stanie się Libanem Europy”.

*
Rządy nie stanowią dla obywateli wzoru dobra ani zła. Czasami postępują słusznie, czasem głupio lub podle. Minister Ziobro postąpił słusznie, dając polecenie zwolnienia z aresztu pięciu mieszkańców wsi Włodowo, którzy byli więzieni tak dalece bezpodstawnie, że można myśleć o ubranej w niewłaściwe paragrafy zimnej bezduszności prokuratora i sędziego. Decyzja ministra była zgodna z poczuciem sprawiedliwości zwykłych, rozsądnych, niemędrkujących ludzi, którzy stanowią większość społeczeństwa i wypatrują wśród polityków reprezentanta nie tyle swoich interesów, co swojego poczucia ładu. Decyzja ministra Ziobry jest przedłużeniem tej linii, którą zapoczątkował Lech Kaczyński i co zjednało mu trwałe uznanie prostych ludzi, ku zdziwieniu polityków konwencjonalnie myślących.
Obrona konieczna jest prawem oczywistym i w tym znaczeniu naturalnym. W Polsce uległo ono osłabieniu (państwo totalne i socjalne mu nie sprzyja) i prawie zanegowaniu przez praktyki prokuratorskie. Nic tak w Polsce nie wymaga obrony jak obrona konieczna.
Pisałem kiedyś, że plany polityczne PiS-u są złożone ze zdrowego rozsądku i paranoi. Projekt tajnej policji do walki z korupcją jest paranoiczny w najwyższym stopniu. Środek działania zupełnie nieprzystosowany do celu, o ile celem ma być rzeczywiście zwalczanie korupcji. Ale cel może być inny: ustanowienie uprzywilejowanej instytucji policyjnej, dzięki której PiS zachowa władzę niezależnie od wyników przyszłych wyborów. Strach pomyśleć, co będzie, jeśli do projektu przyłączy się Platforma Obywatelska i Jan Rokita zradykalizuje go, zaostrzy jego wady. Dziwi spokój, z jakim do tego projektu odnoszą się przyszłe jego ofiary.

 

Wydanie: 46/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy