Złudzenia konstytucyjne

Konstytucja Trzeciej Rzeczypospolitej uchwalona w 1997 r. miała zerwać z niechlubną, PRL-owską przeszłością. W górnolotnym wstępie do tego aktu, preambułą zwanym, napisano, że „my, Naród Polski, pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka, były w naszej Ojczyźnie łamane, ustanowiliśmy tę konstytucję gwarantującą na zawsze prawa obywatelskie”. Nowa konstytucja miała być wolna od pustych obietnic, którymi szafowała poprzednia ustawa zasadnicza z 1952 r.
Okazało się jednak, że w tym fundamentalnym akcie naszej demokracji są przepisy, które w zderzeniu z niewesołą rzeczywistością, jaka jest udziałem szerokich warstw polskiego społeczeństwa, brzmią sloganowo, by nie powiedzieć – szyderczo.
W art. 65 czytamy np., że „każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy”. Taka wolność jest w praktyce iluzoryczna, ponieważ ludzie pozostający bez pracy są zmuszeni do podejmowania jakiegokolwiek zatrudnienia i muszą godzić się na warunki jednostronnie dyktowane przez pracodawców. Na czym więc polega „zapewnienie” owej wolności w warunkach chronicznego bezrobocia? Czy nie jest fikcją wolność wykonywania wyuczonego zawodu, skoro nie ma dziś zapotrzebowania na wielu specjalistów z dziedzin, które w nowym ustroju okazały się anachroniczne? Jak głęboka jest deprecjacja niektórych zawodów w przemyśle, pokazuje dramat załogi fabryki kabli w Ożarowie oraz górników na Górnym Śląsku.
Fikcyjna w konfrontacji z rzeczywistością jest zwłaszcza „gwarancja prawa do wykonywania zawodu swobodnie wybranego, gdy ludzie o wysokich kwalifikacjach, m.in. absolwenci szkół wyższych wykonują z konieczności pracę niewymagającą specjalnego przygotowania i zatrudniają się nieraz przy prostych pracach fizycznych. W pojęciu wyboru mieści się ex definitione możność korzystania z różnych ofert. Praca wymuszona, którą człowiek wykwalifikowany wykonuje z konieczności, stanowi obrazę jego zawodowej godności. W takich sytuacjach obłudnie brzmi szumna deklaracja w art. 30 konstytucji, że „przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela, że jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”. Słowa, słowa, słowa… powie sfrustrowany Hamlet naszych czasów.
Odczytując art. 65 konstytucji jako przepis gwarantujący każdemu wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy, odnosimy nieodparte wrażenie, że przepis ten nic obywatelom nie daje poza złudzeniem, że żyją w wirtualnej rzeczywistości wymyślonej przez konstytucyjnego prawodawcę. Jest to jednak błędne rozumienie wspomnianego przepisu, oparte na mylnym założeniu, iż przepisy konstytucji mają przeważnie zastosowanie bezpośrednie, to znaczy zapewniają same przez się realizację ustanowionych w nich praw, między innymi swobodę wykonywania wybranego zawodu i wyboru miejsca pracy. W rzeczywistości gwarancją swobodnego wyboru pracy jest prowadzona przez władze publiczne polityka zatrudnienia nastawiona m.in. na realizację konstytucyjnych wolności i praw socjalnych. Jest oczywiste, że konstytucja nie może tworzyć miejsc pracy i dać zatrudnienia wszystkim ludziom chętnym i zdolnym do wykonywania określonych zawodów.
Twórcy konstytucji popełnili błąd, bagatelizując znaczenie tzw. wolności pozytywnej, za którą już w 1966 r. opowiedziało się Zgromadzenie Ogólne ONZ, stwierdzając we wstępie do Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych (ratyfikowanego przez Polskę), że ideał wolnej istoty ludzkiej wyzwolonej od lęku i niedostatku może być osiągnięty tylko wówczas, gdy zostaną stworzone warunki zapewniające każdemu korzystanie m.in. z praw socjalnych. Wśród tych praw szczególnie wysoką rangę ma prawo do pracy swobodnie wybranej. Nie wystarczy więc „zapewnić” w konstytucji jako ustawie zasadniczej wolność od przymusu pracy (czyli tzw. wolność negatywną). Demokratyczny prawodawca powinien też zagwarantować obywatelom szansę realizacji tego prawa, określając obowiązki władz publicznych niezbędne do zapewnienia ludziom możliwości wyboru zawodu i miejsca pracy.
W Polsce współczesnej nie sprawdza się krytyka wolności pozytywnej, którą zwalczał zaciekle Friedrich von Hayek, teoretyk nieokiełznanego kapitalizmu w XIX-wiecznym wydaniu. Propagując ideę formalnej wolności człowieka od przymusu pracy (czyli wolności negatywnej), twierdził, że tylko taka wersja wolności zapewnia ład w kapitalistycznym społeczeństwie, w odróżnieniu od wolności od niedostatku (pozytywnej), którą miały zapewnić wszystkim tzw. państwa dobrobytu. Wola większości i sztuczny system dystrybucji dóbr doprowadziły, jego zdaniem, te państwa do upadku, stając się hamulcem wolnej przedsiębiorczości („The Constitution of Liberty”, 1960).
Skrajnie negatywny pogląd na socjalne zadania państwa nie harmonizuje z ideą Europy socjalnej, przyjętą w nicejskiej Karcie Podstawowych Praw Unii Europejskiej z 2000 r. Dawno już Karl R. Popper, teoretyk społeczeństwa otwartego, stwierdził w swym fundamentalnym dziele, że racjonalna interwencja państwa w rynkowy obrót gospodarczy nie jest sprzeczna z założeniami liberalizmu. Żadna bowiem wolność nie jest możliwa, jeżeli nie jest zabezpieczona przez państwo („Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie. 1 Urok Platona”, przekł. polski Warszawa 1993). Gwarancją tak rozumianej wolności są prawa polityczne, gospodarcze i socjalne, chronione przez władze publiczne.
Nawiązując do tych poglądów, wypada stwierdzić, że demokratyczne państwo, urzeczywistniające, zgodnie z art. 2 konstytucji, zasady sprawiedliwości społecznej, nie może uchylić się od powinności zadbania o losy ludzi zwalnianych z likwidowanych zakładów pracy.
Niech więc neoliberałowie nie rozdzierają szat z powodu podejmowanych przez rząd prób stworzenia tym ludziom szansy otrzymania pracy zgodnej z ich kwalifikacjami bądź udzielenia im pomocy w zmianie zawodu. Zapisana w art. 65 konstytucji zasada wolności pracy nie będzie dzięki aktywnej działalności państwa tylko czczą dekoracją ustawy zasadniczej, niemającą pokrycia w rzeczywistości.
W zakończeniu nasuwa się niewesoła raczej uwaga ogólna. Gwarancją praw socjalnych jest, jak się okazuje, nie konstytucja, lecz rozwinięta gospodarka. Czy nie miał więc racji Karol Marks, mówiąc, że byt określa świadomość? Na przykładzie prawa do pracy sprawdza się dziś w naszym kraju materialistyczna teza o prymacie ekonomii nad prawem. Cóż z tego, że prawo konstytucyjne obiecuje światu pracy ochronę praw socjalnych, gdy na ich realizację nie ma środków materialnych? Może znajdzie się wreszcie ktoś odważny i powie, że kapitalizm niekontrolowany przez socjalistów jest ustrojem ułomnym, dalekim od doskonałości.

Wydanie: 2/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy