Orły, sokoły

Wszystkich zainteresowanych jakby zamurowało, kiedy Mieczysław Rakowski zapytał publicznie elitę polityczną i intelektualną „Solidarności”, dlaczego tak drastycznie zmieniła poglądy, wyrzekając się poprawionego socjalizmu na rzecz kapitalizmu, liberalizmu, wyzysku po prawdzie. Geremkowi, Kuroniowi, Mazowieckiemu i Michnikowi mowę odjęło. Odezwała się tylko Anna Tatarkiewicz, która – o ile mi się zdaje – poglądów nie zmieniła i wywołała do tablicy Karola Modzelewskiego, także wiernego swoim przekonaniom. Rzeczywiście, bohaterscy i niezłomni obrońcy robotników po prostu ich zdradzili. Jakoś nie dychać dzisiaj iście antycznych chórów o prawie do godziwej pracy i płacy, bez których ani rusz. A co z „minimum socjalnym”, czy dziś już niepotrzebne?
Tatarkiewicz dochodzi do wniosku, że ideologom „Solidarności” chodziło jedynie o osobistą karierę polityczną, a ich rzekome poglądy polityczne były tylko narzędziem i nie miały merytorycznego znaczenia. Cóż, ludzie udanych karier politycznych są dziś za wielcy, żeby odpowiadać Rakowskiemu. Albo może nie mają nic dorzecznego do powiedzenia. Przypuszczam, że ich wypowiedzi sprzed kilkunastu lat brzmiałyby dzisiaj wręcz kompromitująco. Ale czy rzeczywiście byli zdrajcami? To chyba za mocne określenie.
Istotnie, w momencie przełomu zaczęli się gubić. Pamiętam taką rozmowę telewizyjną Geremka bodaj z Czesławem Bieleckim tuż po okresie Okrągłego Stołu. Bielecki naciskał Geremka, żeby powiedział, jaki ustrój widzi w przyszłej Polsce, a Geremek wykręcał się, jak mógł, i w końcu nie powiedział. Chyba po prostu nie wiedział, co rzec. To prawda, że nie było w Polsce żadnego referendum, nikt nie zapytał nas o zdanie. Ale pierwsze wybory nie zostawiły cienia wątpliwości, że „Solidarność” ma całkowite zaufanie społeczeństwa. Jakżeby inaczej: tyle szlachetnej pasji, tyle oburzenia na komunę, tyle zawrotnych obietnic! Pamiętam wypowiedź jakiejś biednej staruszki zaraz po wyborach: jest jej wprawdzie źle, ale to nie zmniejsza jej entuzjazmu, czeka, aż będzie lepiej. Bo to już za chwilę.
Wbrew Rakowskiemu i Tatarkiewicz ani przywódcy „posierpniowi”, ani zresztą my wszyscy nie znaliśmy Zachodu. A raczej znaliśmy go z najlepszej strony. Zwiedzaliśmy go za socjalistyczne pieniądze i klęliśmy na socjalizm, że tak licho nas wynagradza. Wyposażeni w zupki w proszku, w konserwy, w przesławne kabanosy (vide Mrożkowa „Monisa Clavier”) spoglądaliśmy na sklepy pełne wspaniałości pełni olśnienia i podziwu. Zresztą, co tu gadać – to akurat zmieniło się u nas na lepsze. A sto dolarów w samej Polsce to był niemal majątek. Nikt nie myślał o ciemnych stronach przywracanego ustroju, jestem pewien że Geremki i Michniki też nie. Bo istotnie nawet w latach 80. nikt nie liczył na całkowitą odmianę, błądzono jeszcze w syndykalistycznych marzeniach. Na dodatek chodziło raczej o odzyskanie suwerenności, a nie o ustrój, chociaż na sztandarach wypisywano całkiem coś innego.
W miarę wzrostu szans i nadziei zmieniali się sami bohaterowie, na mocy zasady „daj kurze grzędę”. Aż po prostu wyszli z kurnika i przeobrazili się w orły. Zdarzało mi się z nimi rozmawiać – ileż pychy i arogancji aż biło od tych ludzi. To wtedy zaczęło się lekceważenie kultury, która przestawała być przydatna politycznie. To wtedy pewien aktor powiedział Drawiczowi, że telewizja była dotąd szambem, to wtedy Werner wywodził Rolickiemu, że kultura była tylko przesłoną rzeczy prawdziwie istotnych, Szczepański odwołał się do jakiejś imprezy dominikańskiej, a Łapicki orzekł, że się sama wyżywi. Żaden nie przewidział, że po prostu zdechnie, bo żadnego to po prostu nie obchodziło. Więc jeśli taka była ówczesna świadomość ludzi kultury, co się dziwić politykom? Oni naprawdę nie wiedzieli, co z tego wyniknie i nie było takiego momentu porzucenia sprawy „ludzi pracy najemnej”. Po prostu krok po kroku zwyczajni ludzie przestawali się liczyć.
Ani Mazowiecki, ani Michnik, ani Geremek nie przyznają, że byli oszustami, bo w ich własnej, najrzetelniejszej ocenie nimi rzeczywiście nie byli. Zmienili się – po prostu. Nie chciałbym, żeby się to zdarzyło ich następcom.

Wydanie: 8/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy