Lecimy bez pilota

Lecimy bez pilota

Nie zaszczepię się. Bo nie. Bo jestem wolnym człowiekiem. I co mi zrobicie? Czasy się zmieniają, a u nas ciągle aktualne jest stare powiedzenie: musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce. Bo czy ktoś na własne oczy widział koronawirusa? Kalorii też nikomu nie udało się zobaczyć. W przeciwieństwie do milionów rodaków dźwigających dodatkowe kilogramy, których trudno nie zauważyć.

Antyszczepionkowcy są wśród elektoratów wszystkich większych partii. Ale za wprowadzeniem surowszych obostrzeń wobec nich opowiada się mniejszość Polaków. Za to wśród polityków jest odwrotnie. Na pytanie, czy powinien zostać wprowadzony obowiązek szczepień przeciw COVID-19, wielu polityków, choć ostrożnie, odpowiada jednak pozytywnie. Po części dlatego, że mają większą wiedzę i niedobre doświadczenia związane z wprowadzeniem lockdownu. Wiedzą, że z dwojga złego lepiej teraz sięgnąć po drastyczne rozwiązania, by w wyniku zaniechań nie trzeba było potem sięgać po jeszcze gorsze.

Jest nad czym myśleć, bo ten stan względnego spokoju, jaki mamy teraz, to tylko przerwa w toczącej się batalii. I szansa na lepsze przygotowanie się do kolejnego etapu. Czy potrafimy tę lukę między falami pandemii wykorzystać, by lepiej bronić się jesienią?

Gdyby za walkę z covidem odpowiadali ludzie, którzy podejmują decyzje, opierając się na racjonalnych argumentach, faktach i interesach większości obywateli, to mimo tak ogromnej skali nieszczęścia można byłoby uwierzyć, że leci z nami pilot. Niestety, premier Morawiecki i minister Dworczyk takimi pilotami nie są. Ubrali się w mundury pilotów, wyglądają jak piloci, ale zachowują się jak aktorzy w teatrze. Wszystko, co robią, poprzedzone jest testowaniem reakcji widowni. Za wszelką cenę chcą się podobać. A to wyklucza zdolność do podejmowania trudnych, bo niepopularnych decyzji. Piszę to po lekturze mejli, jakie panowie do siebie pisali, nie dbając o zabezpieczenie korespondencji. Gdy przed Wielkanocą trzeba było poddać kwarantannie Polaków przylatujących z Wielkiej Brytanii na święta, nie zrobiono tego, bo to bardzo by się nie spodobało przylatującym i ich rodzinom.

Trzeba mieć wyjątkowego pecha, choć to w gruncie rzeczy efekt wyborów, by w tak niebezpiecznym momencie byli w rządzie akurat tacy dowódcy, których natura nie obdarzyła silnym charakterem ani odwagą.

Boję się, że gdy będą musieli podejmować radykalne decyzje, to na kunktatorskim ważeniu plusów i minusów minie im ta ostatnia godzina. I zostaniemy z jeszcze większym problemem. Życie Polaków nie jest w dobrych rękach.

Wydanie: 30/2021

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy