Dziury w dobrej woli

Kręcę się po Polsce w tę i z powrotem zimą i latem, jesienią i wiosną, w deszcze i upały, w burze i w ciszy i po przejechaniu prawie 2 mln kilometrów, a tyle udało mi się wykręcić, wiem na pewno, że przez cały rok w niedzielę od godz. 13 należy się wystrzegać weekendowych kierowców jadących do teściowej na rosół, a jeszcze bardziej wracających, ponieważ wtedy są albo nietrzeźwi, albo wkurzeni, albo mający te dwa stany jednocześnie, oraz służb drogowych wiosną, łatających dziury na jezdni, i to najchętniej w ciągu dnia. Dlaczego w środku dnia, kiedy jest największy ruch, nie rozumiałem aż do dzisiaj, kiedy to uświadomił mnie w tej kwestii kierownik właśnie remontowanego w Opolu odcinka, który dziennikarzowi dał odpowiedź jeszcze prostszą od instrukcji używania cepa: – Bo w nocy – powiedział – nie widać dziur.
To zabrzmiało równie przekonująco jak parę lat temu w województwie świętokrzyskim, a może jeszcze i kieleckim, kiedy to po obfitych opadach śniegu zapytano kierownika bazy transportowej, dlaczego pługi nie odśnieżały, a on odpowiedział: – Bo je zasypało!
I w tym temacie jeszcze długo nic się nie zmieni, chyba że sposób informowania kierowców o tym, co się robi aktualnie na jezdni, i tu mistrzem świata jest jakiś kierownik, który przed remontowanym odcinkiem postawił tablicę z napisem: REANIMACJA JEZDNI.
Reanimacja jezdni tak samo mi się podoba jak sposób reanimacji niektórych swoich działaczy wymyślony przez Samoobronę, żeby z okazji śmierci Jana Pawła II ogłosić amnestię za drobne wykroczenia, takie jak fałszowanie list wyborczych i przepustek, niespłacanie kredytów i wysypywanie zboża na tory, ponieważ Polak od dnia pogrzebu Ojca Świętego jest już tylko lepszy, więc nie ma co przypominać mu o wcześniejszych przewinach. Podobno pod apelem podpisali się i pani Hojarska, i pani Begerowa i pan Łyżwiński. I rzeczywiście widziałem ich kilka dni temu, jak szli tacy jakby uduchowieni i bardziej szlachetni, na czele z panem przewodniczącym, który nałożył sobie na twarz tyle kwarcówki, że wyglądał tak, jakby przed chwilą się opalał na ziemi świętej. A ponieważ pan Andrzej powiedział, że byłby to akt dobrej woli dla wszystkich, którzy niewiele złego uczynili, to pasuje mi tutaj żart o takim właśnie akcie, jak to na dworcu kolejowym wchodzi do poczekalni facet i mówi: – Czy ktoś z państwa może zgubił paczkę banknotów stuzłotowych złączonych czerwoną gumką?
I odzywa się facet spod okna: – O Jezu, to ja zgubiłem!!!
A na to ten pierwszy: – Proszę… oto pańska czerwona gumka!

Wydanie: 20/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy