Fałszerze historii

Fałszerze historii

Europa jeszcze odpoczywa. Trwają urlopy, a życie toczy się leniwie i spokojnie. Zostali tylko dyżurni politycy, ale nimi nikt się tam nie przejmuje.
Nie to co u nas. Nie ma dnia bez huku zarzutów. Bez ujawnienia nowego agenta i bez widowiskowego aresztowania z udziałem wybranych dziennikarzy telewizyjnych.
Nawet po krótkim wyjeździe za granicę zderzenie z polskimi realiami jest przygnębiające.
Szokujący był widok prezydenta RP odsłaniającego pomnik Józefa Kurasia „Ognia”. O ofiarach zamordowanych przez „Ognia” i reakcji Podhalan na pomnik pisze z Zakopanego Stanisław Kałamacki.
Porażająca jest nowa lista bohaterów polskiej prawicy. Po próbie rehabilitacji gen. Franco czeka nas generalski awans dla płk. Kuklińskiego. Tak wygląda zapowiadane przez PiS przywracanie narodowi pamięci historycznej. Nie tylko rodziny ofiar „Ognia” nie mogą się doszukać w tym uczciwego i rozumnego traktowania naszej, często tragicznej historii.
A to dopiero początek pisania na nowo historii Polski. Zaczęło się od wykreowania bardzo jednostronnego wizerunku powstania warszawskiego. Z publicznego obiegu zniknęli krytycy powstania. Zapodziały się gdzieś dokumenty i wspomnienia ludzi, którzy inaczej niż obowiązująca teraz doktryna zapamiętali ówczesne dni. Skuteczne, choć na krótką metę zafałszowanie tej największej we współczesnym świecie tragedii wielkiego miasta zachęca do stosowania podobnej metody wobec innych wydarzeń.
Na szczęście nic nie jest wieczne. Także fałszerze. Zwiększą tylko zainteresowanie przyszłych pokoleń nieznanymi im, a realnie istniejącymi dokumentami.
To, co PiS robi z naszą historią, jako żywo przypomina wysiłki polityków stalinowskich po wojnie. Wiemy, jak się skończyło wymazywanie z historii Polski marszałka Piłsudskiego. Teraz mamy powtórkę. Tyle że z całkowicie odmiennych pozycji. Skrajności – jak widać – mają skłonność do powtórzeń i jedną cechę wspólną. Zero refleksji nad błędami. Swoimi i cudzymi.
Jednym z najczęstszych błędów, nieustannie powtarzanych przez polityków różnych opcji, jest rosnąca wraz ze sprawowaną władzą osobista próżność i przekonanie, że ich rządy będą trwały przez długie, długie lata. Ulegają iluzji, jaką tworzą oddani władzy dziennikarze.
Z mediów publicznych, opanowanych w całości przez partię rządzącą, politycy słyszą, że „PiS potęgą jest i basta” lub kolejne dywagacje o geniuszu politycznym premiera.
Bardzo jestem ciekaw, kto i czym przebije tę twórczość. I jak potem apologeci PiS będą brali kolejny zakręt? Na szczęście po tak wielkiej fali skrajności zazwyczaj rośnie tęsknota za spokojnym i politycznie nudnym życiem. I ludzie rozglądają się za politykami, którzy mogą im to zapewnić. Sprzątanie po PiS to będzie kolejny etap naszej niełatwej historii.

 

Wydanie: 34/2006

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy