Czytanie w kamieniu

Wieczory z Patarafką

Obraz naszej prehistorii, naszych początków bywa malowany dwojako: z jednej, strony mają być konserwatywni archeolodzy utrzymujący, że historia zaczęła się niedawno, coś z pięć tysięcy lat temu, z drugiej, nowatorzy upewniający nas, że były kiedyś Atlantydy legendarne albo cywilizacje magiczne, albo bodaj nauczyciele przybyli z kosmosu. Są to tak przeciwstawne stanowiska, że w ogóle nie ma między nimi dyskusji, a tylko wyzwiska gęsto latają w powietrzu. Coś tak mniej więcej jak między lekarzami a uzdrowicielami. Ale ten zniechęcający obraz niekoniecznie musi być kompletny. Jest także trzecia droga respektująca w zasadzie oba punkty widzenia.
Prezentuje ją książka Richrda Rudgleya „Zaginione cywilizacje epoki kamienia”, antropologa w zasadzie tradycyjnego, właściwie nawet niezupełnie na miejscu w „ezoterycznej” serii wydawnictwa Amber. Ale właśnie niezmiernie ciekawa. Jest to właściwie przegląd nowych metod badawczych i poglądów poważnie uzasadnionych, choć oczywiście także dyskusyjnych. Kto czytał paleolityczny przegląd Piggota, notabene śmiertelnie nudny, sprzed chyba 40 lat, ten będzie zaskoczony zmianami – to już zgoła nie ta dyscyplina naukowa. Ja osobiście miałem jakiś pogląd na te rzeczy, bo czytywałem sobie na przykład Frołowa, ale też w sumie byłem zdumiony. Tego jest zresztą tak wiele, że omówić nie sposób. Generalnie Rudgley wnioskuje bardzo słusznie, że cywilizacja rodziła się o wiele dłużej, a zaczęła się formować znacznie wcześniej. Bo ogólnie przyjęty pogląd jest taki, że historia, czyli pismo, powstała 5 tys. lat temu, neolit, czyli garncarstwo, hodowla i rolnictwo, ma jakieś 10 tys., a nowożytny homo sapiens liczy około 40 tys. lat ,tymczasem wszystkie te daty trzeba odsunąć w przeszłość.
Rudgley nie zajmuje się monumentalnym budownictwem, Sfinksem czy piramidami, nie tropi nawet odwzorowań kosmicznych, bardzo dzisiaj modnych, poprzestaje na drobnych kamiennych narzędziach, figurkach, śladach ognia czy pyłkach kwiatowych. Ale i to wystarczy, aby zapewnić nam prastary, imponujący rodowód. Szczególnie ciekawe są badania nad pismem i językiem. Otóż wedle badań referowanych przez Rudgleya najwcześniejsze pismo Sumeru zrodziło się z rachunkowości, a przed znakami były sztony. Odkrycie całkiem niedawne. Sam język natomiast był kiedyś rzeczywiście taki sam na całej Ziemi, ale było to najprawdopodobniej ogromnie dawno temu. W każdym razie już są skromne próby rekonstrukcji. Wedle nich w języku „protoglobalnym” mężczyzna znaczyło „mano”, kobieta – „kuna”, dziecko – „mako”, srom – „puti”, woda – „akwa” i tak dalej. Z większą już pewnością ze wspólnego źródła pochodzą języki indoeuropejskie i semickie, uralskie, ałtajskie, eskimoskie – to jest tak zwana grupa nostratyczna. Ale to już dawniej podejrzewano, co najwyżej eskimoski jest niespodzianką.
I tak właściwie wszystko odsuwa się w przeszłość. Osobiście podejrzewam, że to dopiero skromne początki, a z niezliczonych badań wyłoni się coś jeszcze bardziej imponującego. Gdyby przyłączyć do tego badania Morrisa, Lorenza czy Diamonda, to uformuje się wielka wspólnota istot żywych, połączonych ze sobą znacznie ściślej, niż dotąd podejrzewamy. Zresztą ta ogromna przeszłość jest w nas samych, w naszych legendach, przysłowiach, języku podświadomości, archetypach i snach – tylko odczytać tego prawie niepodobna. Może uda się to kiedyś jakiemuś geniuszowi wyposażonemu dodatkowo w gigantyczne maszyny myślące, na razie nie udało się jeszcze nikomu. Na tropach tej przeszłości bywał Freud, bywał Jung, ale i to okazało się tylko drobnym ułamkiem ułamka. Trzeba by było zebrać znacznie więcej wiedzy, niż to dzisiaj możliwe i odkryć jakieś zupełnie inne podejście do całego problemu. Ani sama archeologia, ani psychologia, ani językoznawstwo tutaj nie wystarczą. A co? Nie wiem. Jak dotąd mamy wizję nieskończonej wędrówki rodzaju ludzkiego przez wszystkie kontynenty i klimaty, ponieważ naszym najgłębszym przekonaniem jest to, że samo życie jest po prostu wędrówką. Ale skąd, dokąd i dlaczego – tego możemy tylko się domyślać, czyli raczej wierzyć, niż wiedzieć.

 

Wydanie: 1/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy