Wybory w Rosji

Wybory w Rosji

Według wiarygodnych sondaży Władimir Putin wygra wybory prezydenckie w pierwszej turze. Gdy to czytacie, już wygrał. Ku zgorszeniu polskich gazet i telewizorów. Moskiewska opozycja pozasystemowa głosi, że jeśli Putin ośmieli się wygrać w pierwszej turze, będzie to znaczyło, że wybory zostały sfałszowane. I już przygotowuje się do masowych demonstracji przeciw Putinowi.

Żeby w jakimś kraju mogła zapanować demokracja, potrzebna jest władza, która nie fałszuje wyborów, i społeczeństwo, które wynik wyborów uznaje za wiążący dla wszystkich stron współzawodniczących. Czasami nie wiadomo, która strona postępuje niedemokratycznie. W wielu krajach afrykańskich wybory częściej niż liczeniem głosów kończą się liczeniem trupów. Wojna domowa jako dogrywka wolnych wyborów nie jest tam czymś niezwykłym. W Polsce po zamachu majowym Piłsudskiego w 1926 r. pierwsze wybory uczciwie przeprowadzone miały miejsce dopiero w 1989 r., wszystkie inne, i za sanacji, i w PRL, były w taki lub inny sposób sfałszowane. Francuzi, którzy z zapałem domagają się uczciwych wyborów na całym świecie, u siebie mają taką ordynację wyborczą, że partia otrzymująca od lat około 14% głosów czasem zdobywa w Zgromadzeniu Narodowym jedno miejsce, a przeważnie nie ma ani jednego. Kandydatka Frontu Narodowego na prezydenta ma w sondażach 20% zwolenników, 70% sondowanych odpowiada, że powinna kandydować, ale wskutek zmowy establishmentu nie może ona zdobyć 500 podpisów tzw. notabli, wybieralnych urzędników, co według ordynacji jest warunkiem efektywnego kandydowania. Gdy Grigorij Jawliński pod pretekstem formalnym jest niedopuszczony do wyborów, stanowi to dowód braku demokracji, Francja jest demokratyczna z definicji, zatem wszystko, co tam zachodzi, jest demokratyczne. Jeśli chodzi o wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, to koszty finansowe efektywnego kandydowania są tak olbrzymie, że rozpatrywanie tych wyborów z punktu widzenia idei demokracji nie ma sensu. USA mają ustrój mieszany, demokratyczno-oligarchiczny, są tak zwaną politeją, ustrojem według Arystotelesa (i Ojców Założycieli, jeśli być ścisłym) lepszym niż czysta demokracja.
Władimir Putin ma tak duże i pewne poparcie, że nie potrzebuje żadnego fałszowania. Jednakże opozycja nie przyjmuje tego do wiadomości i wyników nie uzna. Moskiewska opozycja (pozasystemowa – trzeba koniecznie dodawać) to jeszcze nie społeczeństwo, ale dla zachodnich mediów tylko ona jest widzialna, a na werdykt wyborczy zareaguje na sposób afrykański: jak Kali wygrać wybory, to wybory są demokratyczne, jak Kali przegrać – to sfałszowane. Dochodzi jeszcze jeden aspekt: opozycja moskiewska nie ma programu ani wykrystalizowanych idei, ani ustalonych pragnień, dlatego druga strona nie wie, jakie poczynić ustępstwa, żeby ją zadowolić. Pewne jest tylko jedno: nienawidzi Putina. Usiłuje ona przyjąć styl sprzeciwu na wesoło, pogodnie, z żartami itp. Nie wiem, czy to kogoś zmyli. Te żarty są czynione ze ściśniętymi szczękami. Putina nazywa się przestępcą, obiecuje mu się więzienie, gdy tylko wolność zwycięży. Hasła, transparenty, plakaty są wulgarne, pornograficzne, gdy się to widzi, wcale się nie budzi w człowieku nadzieja na lepszą Rosję, raczej lęk przed rewolucją, przed rosyjskim buntem „bezmyślnym i okrutnym”, według wyrażenia Puszkina. Co piszę, nie będzie przekonujące dla kogoś, kto nie bierze pod uwagę fundamentalnej chwiejności, wprost wywrotności systemu społecznego Rosji. Stabilność Ameryki jest skutkiem absolutnie poważnego traktowania prawa własności. W tym prawie mieści się gwarancja i wolności, i innych praw. W Rosji w ciągu niecałego wieku zaszły dwie rewolucje własnościowe. Jedna prawie, a może całkowicie szalona: upaństwowiono wszystko, nawet prywatny handel pestkami słonecznika był tępiony. Trzy pokolenia wychowano indoktrynacją i groźbą w przekonaniu, że prywatna własność jest naruszeniem świętego, komunistycznego tabu. I nagle, jakby we śnie, wszystko staje się prywatne; szajki podejrzanych indywiduów wchodzą w posiadanie kopalń, hut, złóż ropy naftowej, stacji telewizyjnych, rozgłośni radiowych. Nic z tego, co zaszło, nie zostało ludziom wytłumaczone, nic nie zostało uzasadnione. W ten sposób pojawiająca się własność nie jest dla niczego podstawą.
W patrymonialnym carstwie rosyjskim prywatna własność pojawiła się późno i zanim zdołała okrzepnąć, została zniszczona do korzeni. Mogłaby się odrodzić jako prawo fundamentalne tylko pod warunkiem mocnego uzasadnienia, z zachowaniem reguł sprawiedliwości lub przynajmniej dla oczywistych korzyści społecznych. Tymczasem powróciła jakby przypadkiem. Porządek społeczny w Rosji jest niepewny, imitacja zachodniej demokracji nie rozwiązuje żadnego problemu, lecz krótką drogą prowadzi do chaosu.
Kim są „demokraci”, „liberałowie” w Moskwie? Na razie możemy ich sądzić tylko po słowach. Co oni głoszą? Przede wszystkim kryminalizują przeciwnika politycznego. Z góry zapowiadają, o czym dobrze wiemy, bo polskie gazety dają im głos, że w razie ich zwycięstwa Putin pójdzie do więzienia. Za co? Za wysadzenie w powietrze bloku mieszkalnego w Moskwie, za wytrucie widzów w teatrze na Dubrowce, za masakrę dzieci w Biesłanie itp. zbrodnie, jakie mu światli liberałowie przypisują. Równie pewne jest oskarżenie o współudział w korupcji i defraudacji miliardów rubli. Z tego, co czytam czasem w „Gazecie Wyborczej”, wynika, że moskiewska inteligencja z wrogości do Putina popadła w jakieś szaleństwo. Często wypowiadająca się w polskiej prasie pani Lila Szewcowa mówi, że współpracownicy Putina to oprycznicy zwani psami, a on sam główny pies-oprycznik. Jeśli donoszą nam, że demonstracje w Moskwie są „radosne”, to warto wiedzieć, jaki stan umysłów kryje się za tą fasadą „radości”.
Putina nie mógłbym ani bronić, ani krytykować z tego prostego powodu, że brakuje mi informacji potrzebnych do wyrobienia sobie opinii o jego polityce. Jestem w takim samym położeniu jak polscy dziennikarze i „naukowcy” od spraw wschodnich, z tą różnicą, że im ignorancja nie przeszkadza mieć silne, niewzruszone przekonania.

Zbiór felietonów prof. Bronisława Łagowskiego, prezentujących odmienne od przeważających poglądy na stosunki polsko-rosyjskie: kup teraz.

Wydanie: 10/2012

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy