Coś pękło i co dalej?

Coś pękło i co dalej?

Zawisł nad nami znak zapytania, a kropka pod nim się rumieni, na razie chyba tylko się żarzy. Podziwiam odwagę tych, którzy wiedzą, co będzie. Czy ta Polska, której tak nie lubię, plemienno-katolicka, wchodzi na scenę? Jestem w swoim odruchu niechęci w licznym i dobrym towarzystwie. Właściwie to nawet już chcę, żeby te demony dostały się w blask reflektorów, światło szkodzi zatęchłym duchom przeszłości. A może nie, może politykę przejmują nowe, młode siły, które już nie chcą się babrać w przeszłości?

W mediach pojawiło się wiele diagnoz dotyczących tego, co właściwie się stało. Najbliższa mi jest teza prof. Andrzeja Rycharda – gdy formułowana, była oryginalna, ale już staje się banalna – przyczyna porażki Komorowskiego „ma charakter strukturalny. Nie zależy od jakości kampanii. Nie wynika ze społecznej niewiedzy czy z niechęci do tego, aby Polska się rozwijała. Przeciwnie, wynika z tego, że dla wielu grup nie rozwija się tak, jak tego oczekują”. I zgadzam się, że w Polsce są dwie grupy sfrustrowanych: ludzie starsi, którzy stali się ofiarami transformacji, i młodzi, dla których tej transformacji było za mało i jest za mało skuteczna. Andrzejowi Dudzie udało się pozyskać głosy obu grup. Ale pamiętajmy też, że niewiele brakowało, a lepsza kampania mogła dać Komorowskiemu zwycięstwo. Rozpoczął się jakiś proces społeczny, za mało się mówi o kryzysie demokracji w ogóle. I to może być jeden z objawów.

Wyższa szkoła, w której prowadzę warsztaty literackie, jest blisko Warszawy, ale zdecydowana większość studentów pochodzi z małych mazowieckich miasteczek lub ze wsi. U nich też wyczuwam wysoki poziom frustracji. Proszę studentów o odpowiedź na cztery pytania, taka miniankieta: jaki procent ich znajomych wyemigrował? Czy oni sami mają takie plany na przyszłość? Za co lubią Polskę? Za co jej nie lubią? Z odpowiedzi wynika, że średnio ok. 10-15% ich znajomych wyjechało z Polski na stałe. Prawie nikt nie wyklucza możliwości wyjazdu, nie tylko dlatego, że tu nie dają sobie rady, ale świat też ich kusi. Za co lubią Polskę? Za oczywiste i banalne rzeczy, za rodzinę, za bliskich i za krajobrazy. Za co nie lubią? To też się układa w spójny tekst: „Nie lubię za to, że jesteśmy takim smutnym krajem, nie ma tu szans na rozwój młodych i zdolnych umysłów”. Inni piszą, że nie lubią Polski „za narzekanie na wszystko”. Ktoś nie lubi „za agresję na ulicach, za brak tolerancji dla poglądów innych, za hejty w internecie”. A też „za egoistyczne społeczeństwo”, „za nieustanne niezadowolenie i patrzenie w przeszłość, a nie w przyszłość”. Zgadzają się, że zbliżamy się do europejskich standardów, ale za wolno, a oni nie mają czasu czekać. Przerażają ich i gorszą kłótnie polityków, największą winą obarczają rządzących, bo właśnie rządzą. „Zyski nie są dzielone sprawiedliwie, młodzi są pomijani”. Dziewczyna ze wsi pisze: „Nie lubię Polski za to, że nie ma pracy, a mężowie zostawiają swoje rodziny na głowie żon i pracują w dużych miastach”. To wcale nie tak rzadkie, jak nam się wydaje. Wszyscy przeżywają dramat zapracowania, zagonienia i walki o byt ponad siły.

Paweł Kukiz jako worek na wszystko, co młode, niezadowolone i sfrustrowane w Polsce. Połączenie rzeczy pozornie niemożliwych, anarchii i nacjonalizmu. Nie dziwimy się tak bardzo, przecież Korwin-Mikke godzi skrajny liberalizm i ksenofobię. Od PiS Kukiz przejął niestety język: lemingi, mainstream, układy, zakłamane elity – język to myślenie. Wydaje mi się niedorozwinięty intelektualnie i nie widać, żeby się uczył. Ostrożnie liczę na inicjatywę NowoczesnaPL Ryszarda Petru, który zawsze robił na mnie dobre wrażenie jako ekonomista i komentator. Na konwencji swojego ruchu pokazał, że talent oratorski ma umiarkowany, ale potrafi się uczyć. To prawda, że zdobywając kilka procent głosów podczas wyborów parlamentarnych, może podłamać Platformę. Pamiętam, że gdy przed laty z rozpadającej się Unii Wolności rodziła się Platforma, znany polityk tej partii powiedział mi: „Popatrz, niszczą wszystko”. Prawda okazała się bardziej skomplikowana. Teraz niektórzy politycy PO mówią, patrząc w stronę „nowoczesnych”: „Niszczą wszystko”. A może dają szansę tym Polakom, którzy mają otwarte głowy, ale zrazili się do PO?

Na pewno w Polsce doszła do głosu chęć zmiany za wszelką cenę. Ja też jej chcę, ale nie za wszelką cenę. Zdrowy rozsądek wychyla się zza krzaka i pyta: zmiana, ale jaka?

Po premierze pewnej sztuki w pewnym teatrze myślę, jak ten dawny teatr jest już archaiczny i mdły, a z kolei awangardowy nie do zniesienia. Czy nie jest teraz podobnie na scenie politycznej?

Wydanie: 24/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy