Ściganie wykroczeń

Ściganie wykroczeń

Niedawno młody Ukrainiec, influencer z zawodu czy zamiłowania, wjechał swoim sportowym samochodem pod schronisko w Morskim Oku, łamiąc obowiązujący tam zakaz wjazdu. To ewidentne wykroczenie drogowe zostało ukarane przez policję stuzłotowym mandatem i ośmioma punktami karnymi. Można rozważać, dlaczego wysokość mandatu wynosiła tylko 100 zł, a nie chociażby 200. Ale to temat do dyskusji między policjantem wystawiającym mandat a oficerem dyżurnym w jego jednostce.

Okazało się jednak, że jest to sprawa wagi państwowej. Zabrali w niej głos minister spraw wewnętrznych i administracji oraz sam premier. W mediach rozpętała się ogólnonarodowa dyskusja. W zwierciadle polskiej duszy, jakim jest internet, można było tę duszę obejrzeć bardzo szczegółowo. A dusza ta wygląda, jak wygląda. Jest, jaka jest. Czasami obrzydliwa.

Przeważały głosy oburzenia. Nie dość, że wjechał mimo zakazu, to jeszcze Ukrainiec! Okolicznością obciążającą okazało się, że był z dziewczyną, w dodatku ładną. Tego już zdecydowanie za dużo! Bezczelnie, lekceważąc ponadtysiącletnie dziedzictwo narodu polskiego, z całym jego tragicznym heroizmem i martyrologią, misją cywilizacyjną, jaką nieśliśmy Europie i światu, i sporem o Morskie Oko, który bohatersko wygraliśmy na polu bitwy pod Grazem czy też przed sądem polubownym w Grazu (to nie jest jasne, ale wszystko jedno, wygraliśmy!), ten Ukrainiec, w dodatku z tą dziewczyną (i to ładną dziewczyną!), zrobił sobie focię! Skandal! A poza tym, co robił ten Ukrainiec nad Morskim Okiem? Dlaczego nie walczył w Donbasie? Kolejny dowód na ukraińskie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 23/2026

Kategorie: Felietony, Jan Widacki