Problem estetyczny

Problem estetyczny

Bez uprzedzeń

Mam nadzieję, że czytelnicy pamiętają jeszcze artykuł profesora Aleksandra Böhma z Instytutu Architektury Krajobrazu Politechniki Krakowskiej, w którym autor starał się obudzić nas z estetycznego letargu. Zwracał uwagę, że walor estetyczny krajobrazu, architektury, urbanistyki (bo i ona powinna być objęta tą kategorią) jak też innych rzeczy wystawionych na widok publiczny nie jest wyłącznie kwestią indywidualnych odczuć. Jest sprawą społeczną, podlegającą odpowiedzialności władz rządowych i samorządowych. Wydaje się to oczywiste i ta oczywistość znalazła wyraz w obyczajach i ustawodawstwie wielu krajów, ale nie w Polsce. Profesor Böhm podaje, że Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych po rozpatrzeniu skargi właściciela domu przeciw lokalnym władzom samorządowym stawiającym wymagania estetyczne w stosunku do jego nieruchomości orzekł, że prawo jest w mocy decydować tak samo w sprawach piękna, jak decyduje w sprawach zdrowia. Już sobie wyobrażam lekceważące kpinki polskiej prasy w wypadku, gdyby takie prawo zostało wprowadzone w Polsce. Pamiętamy, jak została przyjęta ustawa o czystości języka, która wypływała przecież głównie z wrażliwości estetycznej. Jesteśmy przeczuleni na zakazy i nakazy wydawane przez władze i życzymy sobie nierealistycznie, aby wszystko, co dobre i słuszne, dokonywało się spontanicznie.
Bynajmniej nie twierdzę, że można kraj przeobrazić estetycznie za pomocą środków prawnych i administracyjnych. Gdyby władze tego próbowały, nie sprzeciwiałbym się jednak, bo chociaż bezpośredniego sukcesu z pewnością by nie odniosły, to przecież uwaga opinii publicznej zostałaby skierowana na ważny problem.
Każdy wie, że łatwiej sprzedać rzecz ładną niż brzydką, że z dwu przedmiotów porównywalnych pod względem użytkowym droższy będzie przedmiot piękniejszy. Ładne domy są droższe niż brzydkie. Piękny krajobraz przyciąga turystów i wzbogaca stałych mieszkańców. Ludzie bogaci od początku świata drogo wynajmowali znawców piękna, aby im urządzili otoczenie, w którym przebiegało ich życie. Brzydkie otoczenie obniża wartość nieruchomości. Jednym słowem: piękno jest pierwszorzędnym walorem ekonomicznym, przynosi nie tylko zadowolenie zmysłowe, ale także zysk finansowy. Kraj ładniejszy już przez to samo, że ładniejszy, jest bogatszy. I mówiąc dalej tym trybem łopatologicznym, powiedzmy sobie, że społeczeństwo pod względem estetycznym indolentne, prymitywne lub zepsute już przez to samo jest biedniejsze.
Nie odnoszę się z politowaniem do tych domostw, które są przeładowane ozdobami w „orientalnym” albo, jak niektórzy mówią, „cygańskim” guście, bo sama intencja zdobnicza, sama chęć, aby to się podobało, jest lepsza niż tępa obojętność na wygląd. Najważniejsze na początku jest to, że chcą, aby coś było piękne, w następnej kolejności nauczą się rozróżniać. O melancholię przyprawiają natomiast te nowomodne, szarobure kościoły, których ponura brzydota sprawia, że wydają się pomnikami bezbożnictwa.
W czasach gdy kunsztownie kształtowano duże obszary krajobrazowe (np. pod panowaniem Ludwika XIV, żeby nie sięgać do Starożytności), istniały wyraźne kanony piękna wypracowane przez sztukę. Tymczasem sztuka nowoczesna, o czym wykładał już Władysław Tatarkiewicz, nie hołduje ideałowi piękna, dąży do innych wartości czy antywartości, pragnie raczej szokować niż uwodzić, a najłatwiej można szokować brzydotą. Nie jest już ona sprzymierzeńcem ludzkich potrzeb pięknego pejzażu czy pięknej architektury. Z jej strony wsparcia nie znajdziemy. Sprzymierzeńcem może być rachunek ekonomiczny. Kraj, miasto ładnieje tam, gdzie sięga wolny handel, choć nie jest to warunek wystarczający. Ludzie posiadają naturalną skłonność do piękna, sztuka nowoczesna wydrwiwa ją w imię swoich antywartości, handel zaś do niej się zwraca i stara się ją wykorzystać. Ta naturalna skłonność wymaga jednak kształcenia, rafinowania, sublimowania, ale czy obecne szkolnictwo artystyczne może być w tym pomocne, tego nie wiem.
Świadomość estetyczna w Polsce pozostaje na poziomie społeczeństwa borykającego się z trudnościami zaspokojenia elementarnych potrzeb. Nie jesteśmy już takim społeczeństwem. Konsumpcja materialna wzrasta, nikt nie cierpi głodu, wszyscy są dostatnio odziani, istnieje liczna warstwa ludzi zamożnych, tymczasem przestrzeń publiczna jest bardziej zaniedbana, niż to było w okresie większego ubóstwa.
Abnegacja estetyczna jest wyrazem niepoważnego stosunku do materii, niepojmowaniem jej sensu i nieprzyjmowaniem do wiadomości, że człowiek ma powinności w stosunku do widzialnego świata.
Polska nie jest krajem barbarzyńskim. Posiada swoistą, wysublimowaną kulturę, zwróconą jednak ku tak zwanym niesłusznie wartościom duchowym i unikającą sprawdzianów, jakimi zawsze są próby kształtowania środowiska materialnego. Być może polscy wierni modlą się żarliwie, ale pięknych kościołów zbudować nie potrafią.
Krakowskie media ogłosiły plebiscyt, który miał wyłonić najwybitniejszych Krakowian XX wieku. Wyniki plebiscytu nie były zaskakujące. Mieszkańcy Krakowa do najbardziej zasłużonych zaliczyli poetów, historyków literatury, księży, działaczy politycznych i ani jednego budowniczego. Zbudowano im pod bokiem stutysięczne miasto, ale uznali to za drobnostkę w porównaniu z poezją Miłosza. Było w Krakowie dwu wybitnych Ingardenów – budowniczy wodociągów i filozof. Za zasłużonego uznany został filozof, bo komu potrzebne są wodociągi w Krakowie? W tym plebiscycie zwyciężyły wartości duchowe. Przegrały wartości materialne, a wraz z nimi też estetyczne. Nietrudno jest zobaczyć piękno w poezji, nawet barbarzyńcy żyjący na stepach byli na nie wrażliwi. Człowiek prawdziwie kulturalny potrzebuje piękna na klatce schodowej.

 

Wydanie: 42/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy