Prałat Jankowski padł

Prałat Jankowski padł

Zwalać pomniki czy nie zwalać? To walka polityczna czy wandalizm? Komu wolno, a komu zabronione? Jak obalać: na twardo (niszcząc, obtłukując), na kolorowo (malując), na miękko (zadbać o amortyzujące upadek opony)? Kiedy to robić: pod osłoną nocy (czytaj: jak bandziory), z zasłoniętą twarzą (jak rabusie podczas napadu na bank) czy jawnie; uciekać czy czekać na policję, manifesty pisać anonimowo czy się podpisać? Czy zwalać dopiero po „wyczerpaniu drogi prawnej”, nie zważając na wyczerpanie np. ofiar księży pedofilów?

20 lutego 2019 r. zapisuje się jako ważny dzień w historii najnowszej polskiego Kościoła, aczkolwiek jest to waga ciężka, wydarzenia trudne, choć chyba na szczęście nieuniknione. W nocy z 20 na 21 lutego kilku nieanonimowych aktywistów politycznych: Konrad Korzeniowski, Rafał R. Suszek i Michał Wojcieszczuk (świadomie zrobili to nieanonimowo, podpisali się pod tekstem, który wyjaśnia motywacje i determinację), przewróciło pomnik nieżyjącego ks. Henryka Jankowskiego, kapelana Solidarności.

Przed kilkoma miesiącami ukazał się w „Dużym Formacie” wstrząsający reportaż Bożeny Aksamit opisujący w udokumentowany sposób przypadki molestowania i gwałtów na dzieciach, których dopuszczał się Jankowski. Wymiar sprawiedliwości przez lata umywał ręce (umarzając postępowania), hierarchowie Kościoła latami sprawę tuszowali, władze nobilitowały prałata nagrodami, godnościami, odznaczeniami – w końcu dorobił się pomnika. Głosy domagające się usunięcia monumentu (podczas kilku akcji – zasłaniano twarz na pomniku kawałkiem materiału) nie znajdowały przełożenia na konkretne decyzje władz, potem było morderstwo prezydenta Adamowicza – a prałat, jak popatrywał z cokołu, tak popatrywał, nadal i bez przeszkód.

W dzień poprzedzający obalenie pomnika miało miejsce w Watykanie niezwykłe wydarzenie. Doszło do bezpośredniego spotkania posłanki Joanny Scheuring-Wielgus (Teraz), warszawskiej radnej Agaty Diduszko-Zyglewskiej i Marka Lisińskiego, prezesa pomagającej ofiarom nadużyć seksualnych fundacji Nie Lękajcie Się, z papieżem Franciszkiem, któremu wręczono raport na temat polskich biskupów tuszujących latami popełniane przez księży przestępstwa o charakterze przemocy seksualnej. Raport dostarczono w wersji hiszpańskojęzycznej, żeby papież mógł go przeczytać bez pośredników. Kiedy Franciszek usłyszał, że stojący przed nim Marek Lisiński był jako dziecko ofiarą nadużyć seksualnych ze strony księdza, pochylił się i ucałował go w dłoń.

W czwartek, 21 lutego, rozpoczęło się w Watykanie spotkanie przewodniczących episkopatów z całego świata w sprawie problemu pedofilii w Kościele. Tego samego dnia rzecznik polskiego Episkopatu oświadczył, że nie zna raportu wręczonego papieżowi: „Do Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski nie wpłynął żaden raport na temat wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez duchownych. Gdy tylko zapoznamy się z tekstem, zostanie niezwłocznie udzielona odpowiedź”. Polski Episkopat, choć wielokrotnie zapewniał, że sprawą się zajmie, zwleka, przeczekuje, nie śpieszy się z konkretną reakcją, zadowalając się – bo przecież nie tych, którzy domagają się realnych działań, ani ofiar oczekujących przeprosin czy odszkodowań za doznane krzywdy – werbalnymi deklaracjami bez pokrycia w faktach: „Zero tolerancji dla grzechu i przestępstwa pedofilii w Kościele i w społeczeństwie”.

W kontekście tych wszystkich wydarzeń należy oceniać (czy, jak ja osobiście, doceniać) samo zwalenie pomnika Jankowskiego. Sprawcy wzięli na siebie odpowiedzialność z otwartą przyłbicą, z podręcznikowo wzorcową techniką akcji bez użycia przemocy (przypomnę tylko dla jasności, że użycie siły wobec martwego pomnika to nie przemoc, każdy akt molestowania dziecka był natomiast skrajną formą przemocy). Jankowskiego chroniła przez lata pozycja, rola polityczna, nawet – zapewnią niektórzy – zasługi dla Polski. Parasol ochronny rozpinali nad nim jego przełożeni, wymiar sprawiedliwości, elity Solidarności, milczący świadkowie.

Symboliczne zniknienie pomnika czyni zadość elementarnej potrzebie prawdy i sprawiedliwości. Pełniąca obowiązki prezydent Gdańska jeszcze w dniu przewrócenia pomnika zapewniła, że figura nie wróci na swój cokół – zostanie przewieziona do magazynu miejskiego. „Miasto już wcześniej przygotowało projekty uchwał dotyczące usunięcia pomnika, odebrania ks. Jankowskiemu tytułu honorowego obywatela i zmiany nazwy skweru, na którym stał pomnik”, powiedziała Magdalena Skorupka-Kaczmarek, rzeczniczka komisarz Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. [Wobec działań komitetu budowy pomnika być może sprawa skończy się w sądzie – przyp. red.].

W kontekście tego wydarzenia coraz częściej mówi się o aktywnym udziale Jana Pawła II w procederze tuszowania na skalę globalną przestępstw seksualnych, których sprawcami byli duchowni. Nie da się dłużej milczeć. Zanim zaczną być obalane kolejne pomniki, teraz już Jana Pawła II, należy tę historię ujawnić, opisać, przedebatować. Pomniki stawiane przez krótkowzroczną władzę nie są opowieścią o prawdziwej historii, na którą zasługujemy i zasługują ofiary. Mądrzej je stawiajmy, nie trzeba będzie obalać, bo nam opon nie starczy. Zamknęła się w Polsce epoka bezkarności Kościoła i grania przez państwo roli jego cichego wspólnika. Bez amen, bo to nie koniec tej historii.

Wydanie: 9/2019

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy