Infamia arcybiskupa Wielgusa

Infamia arcybiskupa Wielgusa

O co chodzi z tą ogromną wrzawą wokół abp. Stanisława Wielgusa? Jak to o co? Wszystko jest jasne, bo przecież wszystko dokładnie wyjaśniły pisowskie media. Nowa odmiana rewolwerowców, która sama siebie określa mianem publicystów katolickich, rozstrzelała arcybiskupa. Publicznie i za pomocą najcięższych oskarżeń. Daruję więc sobie epitety, jakimi obdarzono tego wieloletniego rektora KUL.
Opinii publicznej przedstawiono zmanipulowany, jednostronny i czarny jak smoła w piekle wizerunek duchownego. Abp Wielgus został opisany takim językiem, który wymusza na odbiorcach dezaprobatę i potępienie jego zachowania. W grze na emocje nie miał żadnych szans. Ale wystarczy chwila spokoju i refleksji, by dostrzec, porównując cały życiorys i dorobek abp. Wielgusa z zarzutami, jak bardzo nieproporcjonalny do win jest ten atak.
Krzycząc: prawda, tylko prawda nas wyzwoli, nikt z atakujących nawet nie myśli o poważnym i porządnym wyjaśnieniu sprawy. Bo przecież problem lustracji jest. I to ogromny. Tyle że uczciwe wyjaśnienie zarzutów wymaga czasu. I procedur. Przede wszystkim sądowych. Ale kto chce o tym słuchać? Nie ma w mediach zwolenników normalnego, porządnego państwa prawa. To, co mówią eksperci, jest zwykle nudne i mało efektowne. Wymaga wiedzy i szacunku dla procedur prawnych. Ludzie mądrzy ważą słowa, nie są skłonni do szybkich oskarżeń, stronią od jednoznacznych wyroków. Za to rewolwerowcy będą się prześcigali w poniewieraniu kolejnej ofiary. Dziś jest to arcybiskup skazany na infamię. Jutro z pewnością będą kolejni.
Czy w superrolę jednoczesnego prokuratora, sędziego i kata można było się wcielić bez potężnego patrona? Nie.
Po raz pierwszy na taką skalę PiS i jego media zaatakowały część Kościoła katolickiego.
Wojna o archidiecezję warszawską ma charakter symboliczny. To w istocie jest bój o to, czy władze państwowe będą miały wpływ na obsadę najważniejszych stanowisk w Kościele. Od czasu podpisania konkordatu Kościół jest tu w pełni suwerenny. Lustracja może więc być dobrym instrumentem, by tę zasadę podważyć. A premier Kaczyński ma swoich kandydatów. I poparcie części młodszych, ambitnych duchownych, którzy chcą wykorzystać dla siebie zmianę pokoleniową po odejściu kard. Glempa. Kościół był i jest podzielony w sprawach lustracji. Kościelna młodzież zlekceważyła słowa Benedykta XVI, że „trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i innych okolicznościach”. Zobaczymy, kto postawi na swoim.
Tym zaś, którzy szczególnie bezwzględnie depczą prawa obywatelskie kolejnych ofiar, a mienią się przy tym katolikami, warto zadedykować słowa znanego publicysty katolickiego Zbigniewa Nosowskiego: „”Kościół składa się wyłącznie z grzeszników””.
Nie tylko zresztą Kościół.

Wydanie: 2/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy