Będzie ciężko

 

Mamy dwutysięczny rok, a w koalicji i rządzie wszystko po staremu. Premier ciągle uśmiechnięty, nadal nad wszystkim – oczywiście poza własnym rządem i koalicją – panuje. Rzadziej tylko mówi, ale to i lepiej, bo przecież prawie wszystkiego, co obiecywał i deklarował, nie spełnił.
Krzaklewski również nadal panuje, ale już tylko nad pierwszym rzędem ław sejmowych i to też nie do końca, bo Piłka czasami mu odskakuje.
Balcerowicz wciąż zapewnia nas, że chodzi mu o dobro podatnika, nie mówi tylko, czy tego z Unii Wolności, czy z Unii Europejskiej. Zespolona wetem prezydenta koalicja już się nawet nie spotyka na Klonowej, bo o czym dyskutować, jak tak dobrze idzie.
Wszystko po staremu. Może to i lepiej, że Krzaklewski trzyma klucze i premier nie mógł dokonać nowego otwarcia. Jakby otworzył, to chyba prezydent musiałby po nim zamknąć, ale kadencję tego Sejmu.
Każde zawirowanie w rządzie i koalicji komentatorzy określają jako najpoważniejsze i wydające się nie do przezwyciężenia. Chcę uspokoić, a prawdę mówiąc, zmartwić czytelników “Przeglądu”. Ani Alot, ani Wąsacz, ani podatki, ani budżet, ani powszechne uwłaszczenie, ani inne różnice programowe nie są w stanie odspawać ministrów tego rządu od foteli w gabinetach, a posłów koalicji od ław sejmowych. Wszak wielu z nich nie znajdzie posady, gdzie za tak małe kwalifikacje tak dużo się zarabia.
Trzeba cierpliwie czekać do jesieni 2001 r., no, może do wiosny. Dlaczego do wiosny? Ano dlatego, że przegrane przez prawicę wybory prezydenckie (nawet w przypadku wystawienia Płażyńskiego) i dalszy brak sukcesów gospodarczych może prowadzić do ucieczki AWS i UW do własnych szalup i wskazywanie, co złego, to nie my, to nasz partner.
Niezależnie jednak, czy wybory będą jesienią, czy wiosną 2001 r. i tak obecny stan gospodarki, a zwłaszcza finansów publicznych, postawi tych, co wygrają wybory, w trudnej sytuacji. Tym bardziej, iż nic nie wskazuje na to, że do czasu wyborów coś się poprawi.
Z jakimi zasadniczymi trudnościami zetknie się SLD po wygraniu wyborów? (Piszę tak śmiało, bo przecież trudno dziś stawiać na AWS, gdy ona sama się chwieje). Będzie tych problemów sporo. Wiele z nich spowodował rząd Buzka, przenosząc ich finansowe konsekwencje na przyszły rząd.
Rząd nie wycofał z Sejmu projektu ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Pamiętamy, iż przewiduje on wprowadzenie dwóch stawek podatkowych. Największe obniżenie podatku (obniżenie stawek z 19% do 18% i z 35% do 28%), a więc największy ubytek dochodów podatkowych, co najmniej 5 mld zł, nastąpi w 2002 r. Już od
2001 r. zwiększać się będzie spłata zadłużenia zagranicznego do ok. 24 mld zł rocznie.
Sytuacja w ZUS-ie wydaje się poprawiać, ale powrót do pełnej równowagi wymaga czasu i środków. Do ubiegłorocznej pożyczki z budżetu 4 mld zł i zapewnionej w obecnym budżecie następnej w wysokości 2,7 mld zł trzeba doliczyć kredyty zaciągnięte przez ZUS w bankach. Sama ich obsługa w 1999 r. kosztowała 450 mln zł. W 2002 r. trzeba będzie spłacać te kredyty wraz z odsetkami. Sądzę, że będzie to kosztowało budżet, lekko licząc, około 4 mld zł.
Jeśli doliczymy do tego nakłady na sfinansowanie reform, które w jakiejś części będą pokrywane z budżetów na lata 2000-2002: zdrowie – 4,6 mld zł, edukacja – 8 mld zł, naprawa gospodarki – górnictwo – 6,2 mld zł, hutnictwo – 8,7 mld zł, rolnictwo – 25 mld zł (takie szacunki przedstawia rząd), to kwota przypadająca na budżet roku 2002 będzie znaczna. A przecież od 2000 roku będzie się poszerzał zakres ilościowy, a co za tym idzie, finansowy wypłat rekompensat dla emerytów i rencistów oraz sfery budżetowej (spowodowany, jak pamiętamy, zaniechaniem waloryzacji w okresie rządów Hanny Suchockiej). W ciągu najbliższych 3 lat kosztować to będzie budżet około 14 mld zł, z tego w roku 2002 – 5 mld zł.
Znaczna część tych wydatków miała być finansowana ze sprzedaży majątku państwowego. Czy będzie to możliwe przy proponowanym przez rząd przeznaczeniu, majątku o wartości 44 mld zł na reprywatyzację. Z pewnością nie, więc tym większe będzie musiało być zaangażowanie budżetu. A jeszcze czeka nas powszechne uwłaszczenie – jest już stosowne sprawozdanie komisji.
Skoro już wiemy, jakie ekstrawydatki czekają nowy rząd, w tym zafundowane przez niekompetentnych ludzi z ekipy Buzka, trzeba przyjrzeć się źródłom ich pokrycia. Niestety, te najbardziej dotąd wydajne nie będą obfitsze. Bowiem możliwości zwiększenia dochodów budżetu 2002 r. z podatków bezpośrednich będą praktycznie wyczerpane. Już obecnie wzrost akcyzy na używki nie przynosi zwiększenia wpływów do budżetu. Podatek VAT, systematycznie podnoszony przez obecny rząd, w swej podstawowej, 22-procentowej stawce jest już i tak jednym z najwyższych w Europie.
Nie wchodzi w rachubę podniesienie podatku dla osób fizycznych. Raz już SLD zaczynał rządy od podwyższenia podatku i upłynęło dużo czasu, zanim to, co prawda z nawiązką, naprawił.
W tej sytuacji większe wpływy do budżetu może zapewnić szybszy wzrost gospodarczy. Do tego jednak niezbędne są działania stymulujące ten wzrost, na co – jak pokazały ostatnie dwa lata – liczyć nie można. Tym bardziej, że proste rezerwy są na wyczerpaniu. Początek kadencji nowego rządu zapowiada się na bardzo trudny. Niełatwo będzie, dbając o rozwój, rozwiązywać problemy społeczne i spełnić oczekiwania ludzi.
W poprzednim felietonie, cytując Millera (“Jak obiecamy gruszki na wierzbie, to muszą tam wyrosnąć”), stwierdziłem, iż może by i wyrosły, gdyby obecny rząd nie wykarczował wszystkich wierzb. Ten wyżej przedstawiony stan finansów publicznych państwa, jaki na starcie otrzyma w spadku po Buzku przyszły rząd, to właśnie efekt pracowitego karczowania wierzb przez koalicję AWS-UW. Naprawdę będzie ciężko.

Wydanie: 3/2000

Kategorie: Felietony
Tagi: MAREK WAGNER

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy