Za kurtyną niepodległości

Za kurtyną niepodległości

Czy w kraju, gdzie równie powszechnie, co i bezmyślnie klepie się propagandowe formułki gloryfikujące kolejne przegrane powstania, może być powstanie okryte szczelnym murem milczenia? Z całej wielkiej armii mediów, programów telewizyjnych i radiowych tylko Krzysztof Lubczyński z „Trybuny” przypomniał krakowskie powstanie robotnicze z 6 listopada 1923 r. Nie ma po tym powstaniu żadnych pomników ani tablic pamiątkowych. Nie ma nazw ulic i skwerów. Nie ma literackich, łapiących za serce opisów niezwykłej nędzy i rozpaczliwego położenia robotników, które doprowadziły do strajku powszechnego, a potem do walk na ulicach Krakowa. Jest za to kolejna biała plama w podręcznikach historii i wyrwa w narodowej pamięci. I są ofiary tego powstania. 32 zabitych i setki rannych i aresztowanych. Znamienna jest też reakcja ówczesnego parlamentu, którego większość określiła demonstrujących robotników jako „rozruch szumowin”, elementów przestępczych i mętów społecznych. Skąd my to znamy? Takich buntów społecznych, strajków i demonstracji, w których ginęli robotnicy, kolejarze, chłopi i bezrobotni, było w II Rzeczypospolitej bardzo wiele. Niestety, pamięć o tych wydarzeniach i ich przyczynach została skutecznie wyparta ze społecznego obiegu. Tak, jakby ich w ogóle nie było.
To, że spadkobiercy endecji i sanacji nie chcą pamiętać o haniebnej roli polityków z tych obozów w latach 20. i 30. minionego wieku, jest zrozumiałe, choć nieakceptowalne. Ale dlaczego lewica ma taką sklerozę, tego ani pojąć, ani usprawiedliwić się nie da! Obejdziemy więc jeszcze raz, rytualnie i bez emocji, święto 11 listopada. Czy szyld marszałka Piłsudskiego może wystarczyć za wszystko? A gdzie premier Ignacy Daszyński i manifest rządu lubelskiego z 7 listopada 1918 r.? Przed przeszło 90 laty polska lewica przedstawiła program reform, który swoją śmiałością i dalekowzroczną wizją może być porównywalny tylko z Konstytucją 3 maja. Manifest zapowiadał głębokie reformy polityczne, w tym całkowite równouprawnienie wszystkich obywateli, bez różnicy pochodzenia, wiary i narodowości; wolność słowa, sumienia, zgromadzeń, związków zawodowych i strajków. Zapowiadał wprowadzenie prawa pracy, ubezpieczeń i powszechnego, obowiązkowego, bezpłatnego i świeckiego nauczania szkolnego. Wiele lat musiało upłynąć, zanim te idee stały się prawem. Polska lewica miała wówczas historyczną rację, ale nie miała władzy, by manifest wprowadzić w życie. Zamiast tego mieliśmy coraz bardziej niedemokratyczne rządy, których finałem było zorganizowanie w Berezie Kartuskiej obozu koncentracyjnego dla opozycji, bo zamykanie przeciwników politycznych w zwykłych więzieniach uznano za niewystarczające i nieskuteczne.
Tego z pewnością nie będzie w rocznicowych obrazkach. Znowu zobaczymy polukrowaną, paradno-militarną i dostatnią Polskę międzywojnia. Takie obrazki są równie reprezentatywne dla ówczesnej rzeczywistości jak dla rzeczywistości dzisiejszej imprezy w Sheratonie i pola golfowe. Jest jednak coś, co łączy ówczesną Polskę z dzisiejszą. Emigracja zarobkowa. Wtedy i dziś masowa. I to na jak wielką skalę. Dość powiedzieć, że 2 mln Polaków pracujących za granicą zarobiło w ubiegłym roku ponad 33 mld euro. Mamy więc sukces. Polska największym eksporterem siły roboczej w Europie! Ale cieszyć się z tego nie sposób.

Wydanie: 45/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy