Biskupi, faktoidy i flamingi

Eliminowanie przeciwnika przed startem zwiększa szansę różnych miernot. Zamiast uczciwej walki na programy przygotowuje się pogromy.

Czy można dostać lepszy prezent pod choinkę niż zainteresowanie Arcybiskupa? W tym miejscu muszę napisać o wyróżnieniu, jakie mnie spotkało. Otóż swą uwagą zaszczycił mnie sam Arcybiskup Życiński. W wywiadzie dla magazynu „GW” wymienił mnie, kobietę, z imienia i nazwiska! Pytali mnie ludzie, co mam wspólnego z dziewicą konsekrowaną. Niestety – albo dzięki Bogu i naturze – nic zgoła. Arcybiskup mówi o moim felietonie. Jak jednak biskup o tym mówi! „Przegląd” owa pani kupiła w wakacje, gdy nic innego nie było do kupienia. Czemu służy ta informacja o pustym kiosku z jedynym tygodnikiem? Służy temu, by powiedzieć, że dziewica nie mogłaby wziąć do ręki gazety określonej dalej jako „lewicowe czasopismo z kręgu sympatyków Rakowskiego”, w którym znalazła owa pani „pełen agresji felieton Krystyny Kofty przeciwko dziewicom konsekrowanym (…). Po powrocie z urlopu pierwsze kroki skierowała do księdza, żeby jej udzielił informacji, co to jest. Dziś już jest po ślubach”.
Mogę stwierdzić z całą mocą, że w moim tekście nie było agresji przeciw wyż.wym. dziewicom, to ich problem, że nie zaznały tej przyjemności, odrzucając ją z góry. Felieton rządzi się swoją poetyką, można w nim prześmiewać się nawet z dziewic. Rozważałam, czym różni się dziewica konsekrowana od konsystorskiej i od pospolitej.
Agresja podskórna jest natomiast w wypowiedzi Arcybiskupa, który zdawał sobie sprawę, że udzielając wywiadu wielkonakładowemu dziennikowi, reklamuje inne pismo, musiał więc je zohydzić. Wypowiedzi biskupów Życińskiego i Pieronka o wypalaniu kwasem feministek i nienormalnych babach, przy okazji wypowiedzi Środy, świetnie wtapiają się w nasze życie polityczne. Agresja, którą sami czują, przypisywana jest innym.
To się nazywa „taktyką projekcji”, oskarżanie kogoś innego o zły czyn, jaki popełniło się samemu. Stosował tę taktykę McCarthy, zarzucając świadkom stającym przed komisją kłamstwo, podczas gdy sam „gotów był podawać na temat świadka jedno kłamstwo za drugim”. Badania nad taktyką projekcji wykazały, że lepiej wychodzi na tym oskarżający niż oskarżany, bez względu na fakty!
Czy można więc dostać lepszy prezent pod choinkę niż biskupią reprymendę? Można. U nas w domu wśród prezentów pod choinkę znajdujemy zawsze książki. Z „Wieku propagandy” Pratkanisa i Aronsona dowiedziałam się właśnie o badaniach nad taktyką projekcji. W tym roku dostałam jak zawsze leksykony i słowniki, jak na przykład eponimów, imion czy porównań, w którym znalazły się cytaty z moich książek. Poczułam się nobilitowana jak klasyk z siwą brodą.
W „Wieku propagandy” ciekawy jest też rozdział o faktoidach. Twórcą terminu jest Norman Mailer; według niego, „faktoid to fakt, który nie istnieje przed pojawieniem się w czasopiśmie lub gazecie”. Najbardziej znany faktoid to „Wojna światów” Orsona Wellesa, słuchowisko o Marsjanach, którzy opanowali Ziemię. Ludzie potraktowali to jako prawdę ostateczną, sądząc, że to ich ostatnie chwile.
Według Aronsona, faktoid to stwierdzenie faktu niepoparte materiałem dowodowym, dlatego że fakt ten jest nieprawdziwy albo dlatego że materiału dowodowego nie można uzyskać. Kiedyś dostałoby się po łapach linijką za brak logiki, bo fakt to był fakt. Dziś może być faktoidem jak posądzenie Oleksego o szpiegostwo. Został oczyszczony, ale faktoid pozbawił go premierostwa. Kulczykowi też jeszcze niczego nie udowodniono, ale jako bogaty nadaje się idealnie jako hak do wieszania psów. Faktoidem jest także informacja o nagraniu rozmowy z Jasnej Góry, który to faktoid spędza sen z powiek Giertycha. O tym, czy nagranie jest faktem, wie tylko nagrywający.
Faktem dla Renaty Beger był stworzony przez Urbana primaaprilisowy faktoid, wyjazd sobowtóra Kwaśniewskiego do Iraku.
Odmianą faktoidów są flamingi pojawiające się w Internecie. Są to agresywne napaści, złośliwe plotki niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Ponieważ zbliżają się wybory do różnych ważnych ciał, liczba faktoidów i flamingów będzie się zwiększała. Bierzemy tu wzór z Ameryki. Nixon zatrudnił w swej kampanii „podłych oszustów”, aby rozpowszechniali plotki o kandydatach Demokratów. Niektórzy wrażliwi psychicznie ludzie rezygnują ze startu w wyborach, nie chcąc narażać swych rodzin i siebie na ataki. Eliminowanie przeciwnika przed startem zwiększa szansę różnych miernot. Zamiast uczciwej walki na programy przygotowuje się pogromy.
Na międzynarodową skalę stosował tę metodę Goebbels, idol niektórych naszych polityków, i wcale nie mam tu na myśli Andrzeja Leppera. Będziemy mieli okazję przekonać się niebawem o metodzie nazywanej przez faszystów „wielkim kłamstwem”, u nas oczywiście na mniejszą skalę. Gazety nieźle w tym pomagają. Wystarczy w tytule zadać pytanie: „Czy Igrekowski jest powiązany z Iksińskim, mafiosem z Pruszkowa?”, a już tego samego dnia, kupując kajzerki, słyszymy, że Igrekowski jest bandziorem i ma kontakty z Pruszkowem.
Cenię dziennikarstwo śledcze, pisałam pochwałę na temat jego efektów, ale faktoidy i flamingi nie mają nic wspólnego z rzetelnością. Flamingiem było cytowanie tego, czego nie powiedziała Środa, a co zaczęło żyć własnym życiem, napędzanym obłudną troską polityków i wielu dziennikarzy o podeptane wartości. Że depcze się przy tym prawdę, nikogo nie obchodziło, bo można było się podlizać. Zanim przyszło opamiętanie, mało kto – oprócz waszej autorki i Kazimierza Kutza – bronił Środy. Kutz pisał dosadnie, co sądzi o napaściach na kobiety. Trafił w sedno sprawy, ale senator nie należy do strachliwych. Ani do tępych. Środa jest lubiana, popierana po cichu – a nie zapominajcie, głupi politycy, że w demokracji głosuje się za parawanem! Jeśli wystartuje do parlamentu, będziecie sięgali jej do pięt! W sondażach także Jolanta Kwaśniewska bije was na głowę, cokolwiek byście jej przykleili. Może wreszcie czas na kobiety?

 

Wydanie: 2/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy