Polski kapitalizm i europejskie podpowiedzi

Polski kapitalizm i europejskie podpowiedzi

Kiedy pod koniec marca na ulice zachodnioeuropejskich miast wyszli działacze lewicowych ruchów społecznych pod hasłami antykapitalistycznymi, w Polsce po raz kolejny rozpoczynały się debata o mgle smoleńskiej i maraton teorii spiskowych na temat polskiego piekiełka. To pokazuje dystans, jaki wciąż dzieli Polskę od Europy. Największymi barierami między Europą Zachodnią a społeczeństwem polskim są dziś nawet nie zapóźnienia gospodarcze ani różnice w poziomie dochodów mieszkańców, ale odmienne typy mentalności – na wschodzie Europy wciąż panuje swojski autorytaryzm. To nie pozwala rozpocząć debaty o naprawdę ważnych sprawach – o modelu gospodarki i kształcie ładu społecznego.

Gdzie szukać inspiracji do zmian? Pewną podpowiedzią, jak nie warto myśleć, jest osoba min. Gowina. Polska lewica powinna być budowana na przeciwieństwie do poglądów konserwatywno-liberalnego posła PO. To może być dobry drogowskaz ideowy i jedyna pożyteczna rola, jaką Gowin odgrywa. W sprawach kulturowych prezentuje on wszystko to, co stanowi gwarancję trwania w oparach zaścianka – klerykalizm, konserwatywne uprzedzenia, niechęć do nowych idei, strach przed feministkami, pogardę dla mniejszości, wstręt do europejskich trendów. Próba zablokowania i niepodpisania konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet to ostatni popis Gowina.

Również w wymiarze gospodarczym można budować tożsamość lewicy na wyrażaniu opinii odmiennych niż jego. Tutaj z kolei mamy do czynienia z archaicznym fundamentalizmem rynkowym w duchu Reagana czy Thatcher. Gowin religijnie wręcz wierzy w wolny rynek i świętą własność prywatną. Nawet ostatni kryzys finansowo-systemowy, który przelewa się przez świat na skutek dogmatów neoliberałów, niczego nie nauczył ministra sprawiedliwości. O ile jednak klerykalno-konserwatywne fobie nawet w Polsce są już powoli odrzucane przez społeczeństwo, o tyle wiara w neoliberalne mity nadal trzyma się mocno i nie budzi takiego sprzeciwu. Prywatyzacja, deregulacja i niewidzialna ręka rynku sama porządkująca ład społeczno-ekonomiczny – te bajki, które w świecie wyszły już z mody, u nas wciąż funkcjonują w obiegu medialnym.

Europa idzie jednak w inną stronę. François Hollande, kandydat socjalistów w wyborach prezydenckich we Francji, konsekwentnie głosi postulat większej roli państwa w gospodarce oraz zamiar wprowadzenia podatku na poziomie 75% dla najlepiej zarabiających. Chce również obniżyć wiek przechodzenia na emeryturę do 60. roku życia. Europejska lewica wie, że wyjściem z kryzysu nie są dalsze cięcia wydatków na cele społeczne, ale zaprowadzenie bardziej równościowego ładu. Trzeba trzymać kciuki za zwycięstwo Hollande’a we Francji. Zmiany, które szykują się w Europie, w końcu dotrą również do Polski.
Na razie jednak mamy neoliberalny kapitalizm podany w sosie klerykalno-konserwatywnym. Chcesz trochę więcej wolności w kulturze? PO coś tam może obieca. Chcesz odrobinę bezpieczeństwa socjalnego? PiS sprzeda kilka sloganów. I na tym koniec. Możesz mieć prawicę bardziej rynkową i prawicę bardziej konserwatywną. Na tym polega POPiS-owa pułapka, w której Polacy siedzą już od siedmiu lat. Czas tej układanki chyba jednak zbliża się powoli do końca. Ale co w zamian?

Za dwa lata minie 10. rocznica wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Formalne członkostwo w UE nie przełożyło się jednak na szybki przepływ do nas wzorów kulturowych, zachowań ani płac i standardów życia mieszkańców Niemiec czy Francji. Mieszkańcy Europy Wschodniej (w tym Polacy) pozostają dla zachodnich Europejczyków swego rodzaju Latynosami, którzy są tanią siłą roboczą na budowach, pracują jako tania obsługa hoteli bądź lokali gastronomicznych. Przez minione 20 lat wmawiano Polakom, że nie da się połączyć demokracji z państwem opiekuńczym. Jak zauważa Tony Judt w świetnej książce „Źle ma się kraj”, „w ostatnich latach jesteśmy świadkami przekazywania sektorowi prywatnemu dziedzin będących niegdyś domeną odpowiedzialności publicznej, jednak dokonuje się tego ze szkodą dla ogółu”. Jeśli bowiem „nie szanujemy dóbr publicznych, jeśli pozwalamy na prywatyzowanie przestrzeni, zasobów i usług publicznych lub wręcz zachęcamy do niego, jeśli entuzjastycznie wspieramy skłonność młodych ludzi do dbania wyłącznie o własne potrzeby, to nie powinien nas dziwić postępujący spadek zaangażowania w proces podejmowania decyzji publicznych”.

Zadaniem polskiej lewicy jest przede wszystkim obrona sfery publicznej i wspólnego dobra przed kompletną prywatyzacją. Istnienie gospodarki rynkowej nie musi pociągać za sobą budowy społeczeństwa rynkowego, gdzie ochrona zdrowia, edukacja, kultura stają się tylko towarem, który można zdobyć wyłącznie na zasadach czysto komercyjnych. Na to nie może być zgody ze strony SLD.

Wydanie: 17-18/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy