Był układ, ale Ziobry

Był układ, ale Ziobry

Tytuł hucpiarza roku po raz kolejny trafi do tego samego człowieka. Znowu przypomniał o sobie Zbigniew Ziobro, niechlubny bohater wielu skandali, procesów i dochodzeń prokuratorskich. Tylko Prawo i Sprawiedliwość mogło kogoś z takim nastawieniem do przestrzegania prawa zrobić ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Efekty jego rządów długo jeszcze będą nękać nasze sądownictwo i prokuraturę. Ziobro pokazał, jak szybko można zdewastować te obszary. Niestety odbudowywanie wiarygodności i prestiżu instytucji dotkniętych przez pisowski desant będzie trwało po wielokroć dłużej niż ich rządy. Zwłaszcza że rozliczanie z ówczesnej polityki i kuriozalnych decyzji jest niezwykle opieszałe. Korzystają więc z tego PiS i sam Ziobro. Nic tak bowiem nie rozzuchwala jak poczucie bezkarności.
Coś się jednak zmienia. Prokuratura umorzyła sprawę przecieku w tzw. aferze gruntowej, uznając, że „nie ma danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu”. Decyzja prokuratury tak bardzo nie spodobała się Zbigniewowi Ziobrze, że ogłosił, iż prokuratura działała na polityczne zlecenie i że ta decyzja obraża inteligencję Polaków. Dawno już nie słyszałem równie bezczelnej wypowiedzi. Wygląda na to, że Ziobrę ogarnęła totalna amnezja albo że ze wstydu wymazał z pamięci liczne haniebne działania, których był inicjatorem i konstruktorem. Jak łamał konstytucyjne zasady. Jak przekraczał granice prawa. Jak za nic miał zasadę domniemania niewinności. Jak szalał z podsłuchami, materiałami operacyjnymi służb. I ktoś taki, człowiek, który wciągnął prokuraturę do walki, jaką Prawo i Sprawiedliwość prowadziło z wszystkimi innymi partiami, od SLD po PO aż do LPR i Samoobrony, ma czelność mówić dziś o tym, że to teraz prokuratura działa na polityczne zamówienie?
Decyzja prokuratury w sprawie przecieku rozbija żmudnie budowaną przez PiS teorię o megaukładzie. Kluczowi politycy PiS za wszelką cenę chcieli udowodnić, że wytropili układ, który łączy ważnych polityków (Andrzej Lepper), wielki biznes (Ryszard Krauze), kluczowych urzędników państwowych (szef MSWiA Janusz Kaczmarek), policję (komendant główny Konrad Kornatowski) i największe firmy (szef PZU Jaromir Netzel). To miał być największy spisek i najgroźniejszy układ od czasów czystek stalinowskich w latach 30. Miał być. Ekipa Ziobry stanęła nie tylko na głowie, by to udowodnić. Wówczas się nie udało. Może gdyby mieli więcej czasu i pozamykali wszystkich podejrzanych do aresztów, ktoś by się przyznał. Nawet gdyby zupełnie nie miał do czego. Czy były wówczas jakieś dowody? Nie. Było za to głębokie przekonanie liderów PiS, że przecież jakiś układ musi być, trzeba go tylko wytropić. A że przy okazji skrzywdzi się niewinnych ludzi, to trudno. Takie są koszty rewolucji. Moralnej. Tragicznym symbolem tego czasu i ofiarą takich ludzi jak Ziobro jest Barbara Blida.
Ten człowiek nigdy się nie zmieni. Kręci jak zawsze. Kpi z inteligencji Polaków, bo myśli, że zapomniane są jego czyny i niepoliczone krzywdy, jakie wyrządził? Ziobro z upodobaniem odwraca kota ogonem. Tego samego kota, o którym wiadomo, że nikt PiS nie wmówi, że czarny kot jest czarny. I cóż począć z taką logiką? Na szczęście tych od odwracania kota wyborcy odesłali do rezerwy. A prawo w Polsce, choć z kłopotami, bardziej znaczy prawo niż dwa lata temu. Tylko tyle! I aż tyle!

Wydanie: 44/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy