O podatku po raz drugi

O podatku po raz drugi

Bez uprzedzeń

Z oświadczeń wygłoszonych na kongresie SLD wynika, że wszyscy jesteśmy socjaldemokratami. „Być socjaldemokratą to wspierać gospodarkę rynkową”, a także „tę część społeczeństwa, która pogubiła się w przemianach rynkowych”. Według przedstawionego delegatom dekalogu, socjaldemokrata dba o „demokratyczne państwo, sprawiedliwość społeczną i wolność obywateli”. Walczy z korupcją, „buduje państwo prawa”, troszczy się o równe szanse startu, szerzy tolerancję, wspiera przedsiębiorczość, krytykuje „centralistyczne ambicje rządzenia”. Można dodać jeszcze jedno przykazanie: socjaldemokrata przyjmuje z całym zaufaniem i bezkrytycyzmem wszystkie banały i komunały, jakie zostały upowszechnione przez gazety, i stara się z całych sił nie dopuścić do siebie żadnej wiedzy, która by te komunały podważała.
Obserwowałem z życzliwością podejmowane w środowiskach zbliżonych do SLD próby sformułowania jakiegoś programu ideowego i widziałem zawsze to samo: poderwanie się do lotu i prawie natychmiastowy upadek na poziom poczciwych oczywistości. Musi więc być w położeniu lewicy jakaś obiektywna przeszkoda niepozwalająca na rozwinięcie skrzydeł. Nie potrafię wskazać tej przeszkody. Z pewnością jednym ze źródeł tej konfuzji jest rozbieżność między rzeczywistą rolą SLD, która jest konserwatywna, a lewicową tradycją ideową, od której uwolnić się jest niepodobieństwem. „Dekalog socjaldemokraty” stanowi próbę wyjścia poza tę sprzeczność. Mimo bardzo ideowego wydźwięku nie niesie on partii żadnej idei. Nie można przecież z ogólnonarodowego czy ogólnoludzkiego konsensusu uczynić ideowego programu partii. Wymienione postulaty mówią tylko, z czym program partii nie może być sprzeczny: z oczywistościami.
Nowością w programie SLD jest projekt podatku liniowego. Z pewnością nie jest to propozycja banalna, niestety, jest bardzo wątpliwa. Nie współbrzmi z konserwatywną rolą partii, a z jej lewicową tożsamością ideową znajduje się w wyraźnej sprzeczności. Naraża całą lewicę – partyjną i bezpartyjną – na wewnętrzne spory i rozłamy. Dobre są spory, pożądane bywają rozłamy, pod warunkiem jednakże, iż obiecują postęp umysłowy, otwarcie nowych horyzontów, lepsze przystosowanie do wymagań rzeczywistości. Tymczasem spór o podatek liniowy w demokratycznych krajach Zachodu, a więc w świece, do którego aspirujemy, został rozstrzygnięty. Możemy tylko powtórzyć spór anachroniczny, przedawniony, do którego nie potrafimy niczego dodać.
Państwo powinno sprzyjać tworzeniu kapitału krajowego we wszystkich jego postaciach. Nacisk, jaki premier Miller kładzie na rozwój gospodarczy, zasługuje na bezwzględne poparcie, nie jest jednak pewne, czy podatek liniowy stanie się czynnikiem sprzyjającym założonemu celowi. Wiarygodna szkoła ekonomiczna głosi, że jest to bardzo niepewne. Może nie mieć żadnego skutku ekonomicznego i przynieść wyłącznie negatywne skutki społeczne i polityczne. Tam, gdzie został wprowadzony, mamy najoczywiściej do czynienia z przewagą w państwie składnika oligarchicznego nad demokratycznym, jak w Rosji czy na Ukrainie.
Przeciwnikami podatku liniowego są nie tylko partie lewicowe, ale również konserwatyści. Tym ostatnim chodzi głównie o wewnętrzną spójność narodową i stabilność państwa. Jedni chcą za pomocą podatku progresywnego ograniczyć nierówności, powołując się na sprawiedliwość społeczną, drudzy za punkt wyjścia biorą koncepcję państwa. W naszych czasach rzuca się w oczy przede wszystkim rola państwa w stosunku do najbiedniejszych, niezdolnych do zapewnienia sobie warunków życia własnymi siłami. Nie po to jednak państwo powstało, aby nieść pomoc biednym, i nie po to istnieje. Biedni nie byliby w stanie utrzymać państwa, nie jest im ono potrzebne aż w takim stopniu jak bogatym. Władza państwowa – twierdzi Adam Smith – została ustanowiona dla obrony bogatych przed biednymi, to jest tych, którzy posiadają jakąś własność, przed tymi, którzy jej nie posiadają. „Dostatki bogacza wywołują oburzenie biednych, których często dotkliwa potrzeba, jak i zazdrość popychają do zamachu na cudzą własność. Właściciel majątku o znacznej wartości, który nabył pracą wielu lat, a może i wielu pokoleń, nie może ani jednej nocy przespać bezpiecznie bez ochrony, jaką mu zapewnia władza. Jest on stale otoczony nieznanymi wrogami, których nie może nigdy ułagodzić, choć ich nigdy nie prowokował, i od których zamachu może go uchronić jedynie potężne ramię władzy, zawsze gotowe do wymierzania kary. Gdy więc powstają cenne i rozległe fortuny, trzeba z konieczności ustanowić organy władzy państwowej”. Podatki na utrzymanie władzy państwowej powinien każdy płacić odpowiednio do stopnia niezbędności tej władzy dla niego. Byłoby rażącą niesprawiedliwością, gdyby mieszkaniec bloku płacił podatki w takiej proporcji jak wielki finansista, którego cała fortuna mogłaby zniknąć w pierwszym dniu rewolucji.

 

Wydanie: 28/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy