Niewidoczny lejek

Niewidoczny lejek

Słynny dziennikarz Bob Woodward napisał książkę „Strach”, o Trumpie, wkrótce ma się ukazać też w Polsce. Portret prezydenta, jaki się wyłania, jest przerażający. Część doradców Trumpa próbuje blokować jego decyzje, usuwając dokumenty z jego biurka, w obawie przed nieprzemyślanymi działaniami, które mogłyby być niebezpieczne dla kraju i świata. „Jesteśmy w domu wariatów”, mówił dziennikarzowi jeden z informatorów. „Niestabilny emocjonalnie, szalony, niekompetentny” – to jedne z najłagodniejszych epitetów, jakimi obdarzają Trumpa ludzie z jego otoczenia. Pisząc książkę, Woodward czerpał ze źródeł z pierwszej ręki: setek godzin wywiadów z bliskimi współpracownikami Trumpa, notatek ze spotkań i tajnych dokumentów. Mój polski przyjaciel ze Stanów, mieszkający od wielu lat w Waszyngtonie, człowiek łagodny, pisze mi: „Nienawidziłem komunistów. Ale to pestka w stosunku do tego, co czuję do Trumpa. To dla mnie uosobienie niemal biblijnego zła. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby strzelać do naszych czerwonych. Ale tu bym się nie zawahał”. I pomyśleć, że połowa Stanów tak czuje. Pochłonięci własnymi emocjami nie czujemy cudzych. Nie wygląda jednak na to, by Trump doprowadził do wojny światowej, nie zniszczy też demokracji w Stanach, bo ona ma tam mocny fundament. U nas z demokracją jest inaczej.

„Wyimaginowaną wspólnotą, z której dla Polaków niewiele wynika”, nazwał Andrzej Duda Unię Europejską podczas spotkania z mieszkańcami Leżajska. „Kiedy nasze sprawy zostaną rozwiązane, będziemy się zajmowali sprawami europejskimi. A na razie niech nas zostawią w spokoju i pozwolą nam naprawić Polskę”, mówił. Trudno klarowniej wyjaśnić, co PiS sądzi o Unii. Na dodatek Duda wypowiada te bzdury z wewnętrznym poruszeniem, sam się wzrusza swoimi słowami i czasami ma łzy w oczach. PiS nie chce żadnej wspólnoty w ramach Unii, bo ona liberalna, a PiS katolicko-narodowo-konserwatywne.

Stawianie na nacjonalizm to samobójcza polityka. PiS nie tylko promuje w Polsce takie myślenie, ale także popiera w tym inne kraje. A co, jeśli w Niemczech odrodzi się nacjonalizm, nie wystarczy nam rosyjski? Narody drapieżne prędzej czy później rzucą się sobie do gardeł. Tak się stało dwukrotnie w XX w. Europa była wolna od wojen od ponad pół wieku właśnie dlatego, że powstało poczucie wspólnoty, wyjątkiem były Bałkany, gdzie po rozpadzie Jugosławii odrodziły się nacjonalistyczne demony.

Świetny izraelski film „Fokstrot” w reżyserii Samuela Maoza. Gdy się poleca film, trudno o nim pisać, by nie ujawniać zaskoczeń, które w tym filmie pełnią szczególnie ważną funkcję artystyczną. Bezradność i rozpacz wobec śmierci, wojna, małżeństwo. I pięknie jest sfotografowany, arcydzieło. Piszę do kuzynki w Jerozolimie, by koniecznie go obejrzała, ale już widziała i odpisuje: „Miri Regew, minister kultury, strasznie krytykowała ten film i dlatego wszyscy go widzieli”. Mam nadzieję, że podobnie będzie z polskim filmem „Kler”, korzystajmy z tego, że jeszcze nie ma cenzury.

Przed laty napisałem i nadal tak czuję: ojczyzna dla mnie to poczucie bezpieczeństwa lub jego złudzenie, przecież znamy jej góry, rzeki i jeziora. Ojczyzna to zapachy, smaki, odgłosy, nawet zakamarki słów, szum języka, jego jasne i mroczne tajemnice. To dla mnie też wiersze i myśli Norwida, obrazy Jacka Malczewskiego, a nawet zgorzkniały Kościuszko na emigracji w Solurze. I bałtyckie plaże, płaski, depresyjny, ale czuły krajobraz Mazowsza. I biało-czerwone flagi na dźwigach stoczni w Sierpniu 1980 r. Nasza ojczyzna była kiedyś o wiele bardziej nieruchoma, dzisiaj możemy ją oglądać z samolotu i wzruszać się małym ogonkiem helskiego półwyspu. Gdy znika dawna forma ojczyzny, a jej nowe, bardziej ruchome kształty dopiero się rodzą, czujemy niepokój. Myślę, że nasza wściekłość na PiS wynika również z tego, że chcą nam zabrać ojczyznę. A mogą to zrobić tylko nasi bracia. To nasi bracia, kość z naszej kości, krew z naszej krwi, zatruli ją nienawiścią i obudzili demony. Dlatego poczuliśmy się tak zagrożeni. I stąd nienawiść.

Skończyłem 68 lat, surrealizm, na dodatek mam dwójkę małych dzieci. Od dawna czuję się oszustem metafizycznym, a to przestępstwo nie jest bezkarne. Brakuje mi więc energii na swoją sztuczną młodość. U ludzi nieco starszych chyba najczęstsze westchnienie niesie słowa: „Jak ten czas leci”. Jesteśmy rozgrywani przez przeszłość i przyszłość, ale węzłowym miejscem jest ten niewidoczny lejek, którym przyszłość przesypuje się w przeszłość.

Wydanie: 39/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy