Duch historii i 2014 rok

Duch historii i 2014 rok

Stary rok zakończył się dorzynaniem wewnątrz PO wszelkiej konkurencji dla premiera Tuska. W polskiej polityce nie ma miejsca dla indywidualności. Liczy się styl duce oraz otoczenie partyjnych liderów złożone z miernot. Na tle słabeuszy nawet przeciętniacy mogą być gwiazdami. Na krótką metę gwarantuje to spokój, na dłuższą prowadzi jednak do klęski. Nawet pod względem stylu kierowania partią PO i PiS okazują się bliźniakami jednojajowymi. Jeden wódz, jeden naród, jedna partia.
A w nowym roku, jeśli wierzyć we wpływ ducha historii, powinno się wydarzyć wiele spraw. W 2014 r. lewicowa Europa będzie pamiętać o 150. rocznicy powstania Międzynarodówki. Karol Marks był pierwszym przewodniczącym Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników, które gromadziło różne odcienie ruchu robotniczego. Znaleźli się tam komuniści, różne odłamy ruchu socjalistycznego, związkowcy oraz anarchiści. Jednym z pierwszych postulatów nowej organizacji było wprowadzenie ośmiogodzinnego czasu pracy. Dziś, 150 lat później, w kapitalistycznej Polsce znowu trzeba się upominać o prawo do ośmiu godzin pracy. Wielu Polaków pracuje za długo bez żadnego dodatkowego wynagrodzenia.
Na spotkaniu założycielskim pierwszej Międzynarodówki w Londynie podkreślano, że wolność polityczna musi iść w parze z wyzwoleniem spod presji ekonomii. Warto przypominać o tym banale wszystkim, którzy chcą w 2014 r. świętować w Polsce 25. rocznicę zmiany systemowej pod hasłami zdobycia wolności. W 1989 r. prawo do bezpieczeństwa socjalnego zastąpiono prawem do „wolnych wyborów”, w których teraz większość Polaków nie ma nawet zamiaru uczestniczyć. Upadek „realnego socjalizmu” pozwolił legalnie sprzedawać za półdarmo nie tylko zakłady pracy wraz z pracownikami, ale i mieszkania razem z lokatorami. „Wolność ekonomiczna” rozkwitła w pełni bukietem różnych ludzkich tragedii. A po 25 latach efekty mamy bardzo wyraźne – nierówności społeczne niepasujące do standardów europejskich widoczne są na każdym kroku gołym okiem. Według najnowszych badań, aż 80% Polaków uważa, że różnice w dochodach są obecnie zbyt duże. Natomiast aż 45% respondentów za przyczynę istniejących nierówności uważało w 2013 r. „obecny system ekonomiczny, który jest niesprawiedliwy i nie daje równych możliwości wszystkim osobom”.
Jednym z wydarzeń, które podkopały w Europie zdobycze państwa socjalnego, był głęboki konflikt klasowy w Wielkiej Brytanii sprzed 30 lat, nazywany powszechnie strajkiem górników. Była to w istocie wojna domowa, która dzieliła społeczeństwo brytyjskie na dwie części: bogatych zwolenników Margaret Thatcher z klasy wyższej i z części średniej oraz całą resztę zagrożoną cięciami socjalnymi i bezrobociem.
Przeciw górnikom i działaczom związkowym użyto wszelkich represji, jakie ma do dyspozycji państwo. Siły policyjne rozpędzały pikiety przed kopalniami. Aresztowano setki osób. Media głównego nurtu wspierały Thatcher i konserwatywny układ władzy, natomiast media niezależne demaskowały przypadki bestialskiego znęcania się policji nad zatrzymanymi górnikami. W kilku górniczych miejscowościach doszło w 1984 r. do pogromów, w których siły państwowego przymusu bez powodu atakowały kogo popadnie. Podczas blokady koksowni w Orgreave doszło w maju i w czerwcu 1984 r. do prawdziwej wojny z udziałem ok. 30 tys. górników i kilkunastu tysięcy policjantów z oddziałów do zwalczania zamieszek. Policja używała agresywnych psów, armatek wodnych, gazu łzawiącego, transporterów opancerzonych, helikopterów, broni palnej i tego wszystkiego, co aparat represji państwa ma dla ludzi, którzy nie zgadzają się na politykę władzy.
Do zwalczania strajku użyto wyspecjalizowanej komórki Scotland Yardu i brytyjskich służb specjalnych (MI5). W wielu miejscach spotkań ruchu pracowniczego założono podsłuchy. Arthurowi Scargillowi (radykalnemu przywódcy Krajowego Związku Górników) i innym liderom ruchu związkowego przydarzyły się zagadkowe wypadki (m.in. samochodowe). Były to próby zastraszenia czy też pozbawienia życia przywódców ruchu społecznego. Scargill, który w młodości był działaczem Ligi Młodzieży Komunistycznej, świetnie się nadawał do roli wroga publicznego nr 1 i postaci, którą można było straszyć drobnomieszczańskich zwolenników „porządku”.
Po przeszło rocznej walce strajk upadł, a ruch związkowy został mocno poturbowany. Był to początek likwidacji praw socjalnych w Wielkiej Brytanii. Cztery lata później biznes i wielki kapitał mogły swobodnie rozpocząć marsz przez Europę Wschodnią.
30 lat po strajku brytyjskich górników Boris Johnson, arogancki burmistrz Londynu i jeden z liderów konserwatystów, stwierdza, że „równość jest niemożliwa, chciwość jest dobra, a rozwarstwienie społeczne wspomaga ekonomiczną aktywność”. W Polsce od 25 lat uważa tak większość polskich polityków, którzy reprezentują mniej lub bardziej konserwatywną prawicę (PO, PiS, Solidarna Polska, gowinowcy, korwinowcy i cała reszta prawicowej zbieraniny) i w 80% zdominowali scenę polityczną. Odmiennego zdania jest społeczeństwo, które w prawie 70% zgadza się z opinią, że „lepiej żyć w przeciętnym społeczeństwie, gdzie istnieje większa równość, niż w bogatym kraju o dużych nierównościach, gdzie tylko bogaci mogą się cieszyć pełnią życia”. Interes społeczny w Polsce nie jest jednak reprezentowany ani w polityce, ani w debacie publicznej. Może 2014 będzie rokiem przełomu?

Wydanie: 1/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy