Sezon niby-ogórkowy

Sezon niby-ogórkowy

Niby politycy na wakacjach, niby nic się nie dzieje, wydawać by się mogło, że Polacy mogą odpocząć od polityki i polityków. Niektórym to się udaje. Tym mianowicie, którym udało się wyjechać z kraju odpowiednio daleko, gdzie nie sięga polska telewizja, a przy tym nie zabrali z sobą laptopa z dostępem do internetu. Takie szczęście mogło też spotkać tych, którzy znaleźli sobie jakiś zaciszny kącik w Polsce, gdzie nie ma zasięgu telefonii komórkowej i nie dochodzą gazety. Coraz trudniej o takie miejsce, ale jeszcze można je znaleźć. Tymczasem w kraju polityka żyje. Może nie tak intensywnie jak w innych miesiącach, ale jednak. Sierpień rozpoczął się od rocznicy powstania warszawskiego, zakończy się rocznicą porozumień sierpniowych, od których, jak wiadomo, zaczęły się największe nieporozumienia. W połowie sierpnia mamy rocznicę „cudu nad Wisłą”, która jest równocześnie Dniem Wojska Polskiego. A jeszcze przed końcem sierpnia, dokładnie 28, będzie Święto Lotnictwa. A między Dniem Wojska Polskiego a Świętem Lotnictwa będzie jeszcze rocznica paktu Ribbentrop-Mołotow. Nie wiem, czy czegoś nie przeoczyłem, ale i tak widać, że okazji do prowadzenia polityki historycznej w sierpniu nie zabraknie.
Okrągłej, 65. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego towarzyszyła, przynajmniej w części mediów, krytyczna refleksja, sprowadzająca się do prostego pytania, czy powstanie było potrzebne. Tak postawione pytanie znakomicie dzieliło tych, którzy próbowali na nie odpowiedzieć. Miłośnicy polityki historycznej oczywiście byli za. Mając za nic reguły logiki i elementarny zdrowy rozsądek, wywodzili, że wprawdzie skończyło się ono klęską polityczną i militarną, śmiercią ponad 200 tys. ludzi, zniszczeniem stolicy, a także bezpowrotnym zniszczeniem archiwów, księgozbiorów, dzieł sztuki i architektury na skalę nieznaną nowożytnym dziejom, ale… było zwycięstwem moralnym!
Równocześnie przyznając, że powstanie, militarnie wymierzone przeciw Niemcom, politycznie wymierzone było przeciw Rosji, zgłaszali pretensje do tejże Rosji, że powstańcom nie pomogła. Myślę, że wymaganie, aby ktokolwiek pomagał w działaniach wymierzonych przeciw sobie, jest chyba nieco przesadne, ale nie czepiajmy się.
Pan prezydent wymyślił, że rocznica wybuchu powstania warszawskiego powinna być świętem państwowym. Świadczy to oczywiście o wielkim patriotyzmie pana prezydenta i o jego podejściu do historii. Nie przypuszczam, aby Francuzi byli dobrego zdania o stanie zdrowia psychicznego swego prezydenta, gdyby wymyślił, aby rocznicę klęski pod Waterloo obchodzić jako święto narodowe Francji. Ale to pewnie dlatego, że Francuzi (jak większość normalnych społeczeństw) traktują wojnę jako narzędzie polityki i stawiają przed nią racjonalne cele. Gdy te są wyraźnie nie do zrealizowania, dają sobie spokój. Wojna czy powstanie jako narzędzie nie polityki, ale moralności jest w większości świata nieznane. I tak już chyba pozostanie.
Jakże ze smutna datą 1 sierpnia kontrastuje data 15 sierpnia. „Cud nad Wisłą”, odparcie sowieckiej ofensywy z przedpola Warszawy, to jedna z bitew, które rzeczywiście wpłynęły na losy Polski, Europy i świata. Bitwa, która, jak napisze Miłosz, „koło historii wstrzymała na chwilę”. Ale ta niespełna
20-letnia „chwila” dała szanse na zbudowanie polskiego szkolnictwa, na scalenie podzielonego na troje narodu, na zbudowanie COP-u i Gdyni, na rozwój polskiej literatury i sztuki… Na zbudowanie wartości, których nie potrafiły zniweczyć ani wojna, ani lata dominacji sowieckiej. Czy jednak ktoś w Polsce szanuje pamięć pracy organicznej?
Obawiam się, że w polskiej polityce historycznej data 15 sierpnia scali się z rocznicą awantury gruzińskiej, by łagodnie przejść do rocznicy paktu Ribbentrop-Mołotow. Okrągła rocznica tego ostatniego da, jak się łatwo domyślać, nowy impuls naszej polityce wschodniej, szczególnie stosunkom z Rosją.
A zaraz potem Święto Lotnictwa. Nasze siły zbrojne, zupełnie już zawodowe (w sierpniu minister Klich pożegnał kończących służbę ostatnich poborowych), przedstawiają się zaiste imponująco. Korpus generałów mamy liczniejszy niż kiedykolwiek. Korpus kapelanów takoż. Mamy jeszcze kompanię reprezentacyjną i orkiestrę reprezentacyjną. Nawet jest szwadron reprezentacyjny! Nasze rosomaki i honkery królują na bezdrożach Afganistanu, stanowiąc cel tamtejszych Talibów. Wojskowe służby specjalne zdziesiątkowali miejscowi talibowie z Macierewiczem na czele (ale za przyzwoleniem Platformy! – o tym też trzeba pamiętać). Marynarka wojenna nie bardzo ma czym pływać, a szykujące się do święta lotnictwo – czym latać. F-16, za które zapłacono jak za woły, nie bardzo chcą zdaje się latać i najbardziej nadają się do reklamy „Cisowianki”, a najnowszy nabytek, sterany w licznych wojnach ponad 40-letni Herkules, bardziej pasowałby do Muzeum Lotnictwa w Krakowie niż do służby liniowej. Ile będzie kosztował jego serwis, nawet nie pytam. Nic więc dziwnego, że Święto Lotnictwa ma być huczne. Tak huczne, tak absorbujące Siły Powietrzne, że z trudem tylko będą mogły wystawić wartę honorową przy odsłanianym właśnie 28 sierpnia w Beskidzie Niskim pomniku poświęconym załodze Halifaxa, który przed 65 laty został tam zestrzelony w czasie swego piątego już lotu nad walczącą Warszawę. – Fatalny dzień, fatalny dzień na odsłonięcie pomnika – martwiono się w dowództwie Sił Powietrznych – akurat mamy Święto Lotnictwa.
Zaraz po Święcie Lotnictwa będzie rocznica porozumień sierpniowych, dająca okazję przypomnienia, kto stoi tam, gdzie kiedyś, a kto tam, gdzie wtedy stało ZOMO. Na to wszystko nałoży się jednak bieżąca polityka, bo 26 sierpnia już zbiera się Sejm. Zaczyna się nowy sezon polityczny.
A później wrzesień. Znów rocznice: 1 września – okrągła rocznica wybuchu II wojny światowej, 17 września – takaż rocznica wkroczenia Armii Czerwonej. Do świętowania są jeszcze co najmniej: 6 września – wkroczenie Niemców do Krakowa, 7 września, kapitulacja Westerplatte, 27 września – kapitulacja Warszawy, same okrągłe rocznice. Jak już świętować klęski, to na całego. Ileż patriotycznych przemówień można będzie przy tej okazji wygłosić! Wystarczy i dla prezydenta, i dla premiera. Mogą się w werbalnym patriotyzmie licytować do woli.

Wydanie: 32/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy