Co będzie z Polską?

Zapiski polityczne
2 czerwca 2002 r.

Po blisko miesiącu spędzonym w sterylnej czystości szpitalnej wróciłem do pracy w Sejmie i doznałem porażenia tym, co zastałem, czyli atmosferą brudu i nienawiści. Poczułem się tak, jakby mnie ktoś wrzucił do kadzi z fekaliami. Zawdzięczam to młodszemu posłowi Giertychowi, który wygłosił skandalicznie agresywne i pełne obelg pod adresem części sali sejmowej przemówienie oskarżające marszałka Marka Borowskiego w związku z wnioskiem Ligi Polskich Rodzin o odwołanie tegoż marszałka z jego zaszczytnej funkcji, którą pełni ku chwale ojczyzny od wielu miesięcy. Warto przypomnieć, że Marek Borowski zajmuje drugie po prezydencie stanowisko w państwie i zastępuje go w razie niemożności pełnienia obowiązków. Zgłoszenie wniosku o odwołanie obecnego marszałka bez wskazania jego ewentualnego zastępcy groziłoby w razie realizacji tej propozycji pełnym paraliżem państwa, jeśli coś złego spotkałoby samego prezydenta. To przeoczenie Ligi Polskich Rodzin wskazuje dobitnie, jakie są kwalifikacje prawnicze posła Giertycha młodszego, ponoć adwokata z zawodu. Kto mu przyznał te uprawnienia?
Sejm przeżywa trudne chwile za sprawą małej stosunkowo grupki posłów rzucających na prawo i lewo kłamstwa i oszczerstwa, szukających taniego populistycznego poklasku wśród ludzi rozgoryczonych kolejnymi klęskami złego przebiegu naszej transformacji ustrojowej i gospodarczej. Posłowie ci, ludzie o bardzo ograniczonej inteligencji, nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich poczynań, gdyż tak naprawdę nie atakują oni jawnych ani ukrytych wrogów na sali sejmowej, lecz uderzają bezpośrednio w Polskę, której rzekomo chcą służyć.
A we wtorek, czyli 25 czerwca, ojczyznę zaatakuje poseł Lepper, jeśli zapowiedź generalnej blokady kraju nie była próbnym balonem mającym wywołać zamęt i przerażenie. Nie dostrzegam wielkiej różnicy pomiędzy bezmyślną próbą usunięcia z urzędu Marka Borowskiego a tym, czym chce nas przekonać i przerazić Andrzej Lepper. Podobnych wyczynów widzimy w Sejmie znacznie więcej. Renegaci z AWS i Unii Wolności też potrafią zdobywać się na podobne wyczyny, tyle że raczej są to ataki słowne, wymierzone pozornie w rządzącą koalicję, ale w rzeczywistości uderzające w fundamenty państwa polskiego, jeszcze bardzo słabiutkiego i źle zorganizowanego, potrzebującego wielu lat spokoju i wytężonej pracy, by móc zatrzeć całe fatalne dziedzictwo przeszłości, odbijające się nieustannie na naszym życiu. Błędy transformacyjne – w jakie wpędziła nas doktryna liberalna, do której zapałali późną miłością wczorajsi marksiści podkształceni nie do końca na amerykańskich uniwersytetach – także wyraźnie wpłynęły na to, że wszelki populizm ma w naszym kraju wspaniałą pożywkę w postaci lawinowo narastającej biedy na jednym biegunie i aroganckiego bogactwa na drugim.
Polska zmierza do rewolucji – co trzeba umieć sobie odważnie powiedzieć. Elity polityczne i umysłowe zachowują się tak, jakby nie czuły jakiejkolwiek odpowiedzialności za los kraju już w najbliższej przeszłości. Dla własnych korzyści politycznych, a co za tym idzie także i materialnych, owe – pożal się Boże elity – drą ten narodowy postaw sukna na strzępy, nie zdając sobie zupełnie sprawy, że jeśli wybuchnie nareszcie powszechny bunt populistyczny, to jego ofiarą padną właśnie owe niesforne elity. Osławiona niezależność Rady Polityki Pieniężnej może się łacno skończyć tym, że każdy z tych niezależnych radnych zawiśnie na własnym drzewie.
Nie chcę nikogo straszyć, pisząc te tragicznie pesymistyczne ostrzeżenia. Znam jednak dobrze przebiegi buntów, takich jakie nam grożą, jeśli nadal na szczytach władzy będą toczyły się trudno zrozumiałe dla ogółu zrozpaczonej narastającą biedą ludności spory – polityczne z pozoru, a wynikłe w istocie z narastającej nienawiści wśród politycznych elit. Ten wściekły atak posła Giertycha młodszego, zaprezentowany wczoraj w Sejmie RP, a oglądany przez sporą widownię telewizyjną – na co był zresztą obliczony – nie uspokoi złych nastrojów w kraju, gdzie blisko 5 mln ludzi jest bez pracy i środków do godziwego życia. Ziarna buntu łatwo kiełkują w takich warunkach, ale nigdy nie wiadomo, kto zawiśnie na drzewach, które z owych kiełków wyrosną.
Rewolucja francuska była – jak to się oficjalnie głosi – skierowana przeciw arystokracji i jej władzy w kraju, ale jeśli się w tym ponurym gmachu, gdzie dożywała swoich ostatnich dni królowa Maria Antonina, przeczyta listę ofiar terroru, można się dowiedzieć, że najwięcej zamordowano przedstawicieli klasy niższej i średniej. Rzemieślników, kupców i pomniejszych inteligentów.
Nie sądzę, by w tej chwili groził nam taki bunt, jaki zafundowali sobie Francuzi czy Rosjanie, i piszę raczej ku przerażeniu serc, niż wierzę w to proroctwo – ale jeśli nawet uwzględnimy tę poprawkę na literacką przesadę, to Polska zmierza do niebezpiecznej przyszłości i nie warto udawać, że się tego nie dostrzega, ale warto też dopowiedzieć, że spory na szczycie władzy zaogniają nastroje na tak zwanym dole, czyli w szerokich kręgach społeczeństwa, co połączone z narastającym niedostatkiem może zaowocować czymś groźnym dla ładu społecznego. Nie musi być krwi na ulicach, żeby państwo polskie doznało skutków katastrofy wynikającej z owego możliwego buntu ludowego.
Lepper i jego stronnicy nie muszą nikogo mordować, dokonać czynów o groźnych skutkach. Wystarczy, że zwyciężą w demokratycznych wyborach i zaprowadzą te porządki ekonomiczne i ustrojowe, jakimi nam już od dawna grożą, by nasze państwo cofnęło się w rozwoju o całą epokę. A grozi nam przecież niejedna lepperiada. Stąd mój lęk i to straszne pytanie: co będzie z Polską?

 

Wydanie: 25/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy