Przeciw poniewieraniu Tusków

Przeciw poniewieraniu Tusków

Górale mają problem z psychiką, gdy wieje halny. Na szczęście halny wieje tylko od czasu do czasu. Bo co by było, gdyby wiał cały rok? Ano górale mieliby się tak, jak ta część Polaków, która ma halny na okrągło. I to z własnego, dobrowolnego wyboru. W takim bowiem niekomfortowym położeniu znaleźli się ci, którzy chcą wiedzieć, co w trawie, czyli w polityce, piszczy. A że ludzie są zapracowani i mocno zabiegani, to sięgają po informacje najłatwiej dostępne. I tak trafiają na papkę produkowaną przez grupy celebrycko-medialne, ubarwione przez polityków znanych z tego, że
w 30 sekund odpowiedzą na najbardziej skomplikowane pytanie, a i chętnie dołożą rywalowi. Filozofia uczestników takich występów nie jest zbyt wyrafinowana, bo sprowadza się do prostej formuły: być w życiu ciągle na górze i dobrze na tym zarabiać. Jaki pożytek z ich produkcji mogą mieć poszukiwacze wiedzy? Żadnego. Na dodatek widz ma zagwarantowany wzrost złego samopoczucia, pesymizmu i czarnowidztwa. Gdy więc się zorientuje, że dostaje byle co, choć w błyszczącym opakowaniu, odpuszcza sobie oglądanie tych niby-publicystycznych programów. Spada zatem ich oglądalność. A przecież tylko te słupki są ważne dla właścicieli mediów. Bo przy masowo oglądanych programach można drogo sprzedać reklamy. I tak gorsze i głupsze produkcje wypierają te ambitniejsze. Spychają je do kanałów niszowych. A na te człowiek walczący o przeżycie w realiach polskiego kapitalizmu nie ma już czasu. I pewnie ochoty też nie za wiele.
Skąd się wzięło na tak masową skalę zachowanie stadne, które opanowało media? Weźmy choćby aferę Amber Gold. Czego już o niej nie napisano, by przykryć własny udział w nakręcaniu hochsztaplerom koniunktury! Im więcej jakaś gazeta wydrukowała dobrze płatnych ogłoszeń tej spółki, tym gorliwiej dziś rozlicza wszystkich i za wszystko. Media mają duże problemy z ogłoszeniami. Jest ich coraz mniej i walka o nie jest coraz ostrzejsza. Ale czy to zwalnia media z oceny tego, co się kryje za ich treścią? Jeśli przy okazji Amber Gold wszędzie widzi się przestępców i nieprawidłowości, to trzeba umieć zajrzeć też na własne podwórko. Wszyscy, poza dużą częścią mediów, wiedzą już, że na tym podwórku nie jest tak, jak mówi prawo i jak głoszą prasowe kodeksy etyczne. Utrzymywanie, że cała branża na zewnątrz powinna być jak monolit, jest absurdalne i bardzo szkodliwe dla całego dziennikarstwa. To tak, jakby prokuratorzy identyfikowali się z tą prokurator, która nic nie zrobiła ze sprawą Amber Gold, a sędziowie z kimś, kto wziął łapówkę. W dziennikarstwie również są ludzie zachowujący się haniebnie. Są wydawcy tabloidów preferujący kłamstwa, manipulacje, nagonki na ludzi i instytucje. A swoje obrzydliwe produkty nazywają wolną i niezależną prasą. Nie spotykają się przy tym z krytyką, bo ci, którzy to robią, są później rozjeżdżani na łamach ich brukowców. Obrońcom tego gatunku mediów dedykuję prosty test. Wystarczy w miejsce ludzi i instytucji poniewieranych na tych łamach wpisać swoje nazwisko i dać własne zdjęcie. Miłe, prawda? To, co niektóre media wyprawiają z synem premiera Tuska, jest pokazem chamstwa i braku zasad. To są takie sytuacje, gdy trzeba być po stronie premiera. I każdego poniewieranego człowieka.

Wydanie: 37/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy