Swoboda umów

Prawo i obyczaje

Swoboda umów jest od niepamiętnych czasów fundamentalną zasadą życia prawnego cywilizowanych społeczeństw. Trudno sobie wprost wyobrazić demokratyczny rozwój takich dziedzin prawa jak prawo cywilne, handlowe czy prawo pracy bez wolności zawierania umów kształtujących wzajemne obowiązki stron zgodnie z ich osobistymi interesami.
Znaczenia umów w obrocie prywatnoprawnym nie doceniał tzw. ludowy prawodawca. Zapewniając sobie monopol na urządzanie życia społeczeństwa, socjalistyczna władza nadmiernie ograniczała rolę wszelkich umów. Właściciele opiekuńczego państwa myśleli, że wiedzą lepiej niż sami obywatele, co ludziom do szczęścia jest potrzebne.
Wraz ze zmianą ustroju i wprowadzeniem gospodarki rynkowej umowy odzyskały swą dawną rangę w regulowaniu spraw podlegających tradycyjnie decyzjom podmiotów uczestniczących w obrocie gospodarczym.
Nowa władza nie do końca jednak zrozumiała, że nie należy uszczęśliwiać na siłę ludzi, którzy tego nie pragną. Jaskrawym przykładem ingerowania państwa w treść umów zawieranych przez obywateli, jest wprowadzony ostatnio ustawą o ochronie lokatorów zakaz zawierania umów najmu lokali mieszkalnych na czas oznaczony krótszy niż trzy lata. Nie licząc się z wolą samych stron, posłowie postanowili, że takie umowy są z mocy prawa (czyli wbrew woli stron!) umowami na czas nieoznaczony. Właściciel lokalu został automatycznie pozbawiony możliwości rozwiązania umowy w terminie uzgodnionym z najemcą, jeśli nie zaszły wyjątkowe okoliczności uzasadniające wypowiedzenie najmu (np. niszczenie lokalu, rażące i uporczywe naruszanie porządku domowego, niepłacenie czynszu itp.).
Sejm Trzeciej Najjaśniejszej ma w swym dorobku sporo różnych bubli. Ten jednak jest wyjątkowy. Przecież to absurd wymuszać od stron trwanie najmu na czas dłuższy niż określony w umowie, gdy zarówno wynajmujący, jak też najemca chcą się związać umową na krótszy okres niż trzyletni. Nad tą ciężką wadliwością ustawy (i wieloma innymi) przeszedł do porządku prezydent RP, podpisując niefortunną ustawę bez zastrzeżeń. Po raz kolejny polityka pokonała prawo. Strażnik praw Rzeczypospolitej uznał, że ważniejsze od prawidłowej legislacji były oczekiwania większości wyborców.
Wolność (swoboda) umów jest jednym z filarów demokracji, ale nie obowiązuje w państwie prawnym bezwzględnie. Słabszy kontrahent w stosunkach prawnych musi być chroniony przed niekorzystnymi warunkami, jakie druga strona mu narzuca, wykorzystując swą przewagę ekonomiczną. Np. w stosunkach pracy wolność umów nie może prowadzić do wyzysku pracowników, którzy w okresach szalejącego bezrobocia gotowi są godzić się na wszelkie warunki dyktowane przez pracodawców, byle mieć jakąkolwiek pracę. Tak było w okresie wychwalanego przez neoliberałów wczesnego kapitalizmu. Ekonomiści owładnięci obłędną wiarą w niewidzialną rękę rynku chcą wprowadzić u nas kapitalizm XIX-wieczny, który nie pasuje do społecznej gospodarki rynkowej. Propagują powrót do formalnie wolnych umów, niezapewniających pracownikom nawet płacy minimalnej. Uroki nowej „ziemi obiecanej”, mającej zapewnić powszechny dobrobyt, są dziś powszechnie znane. Ogromna bieda, straszliwa przestępczość, korupcja na szczytach władzy oraz przerażające bezrobocie – oto obraz Polski AD 2001! prognozy na przyszłość są jeszcze gorsze. Według przewidywań Ministerstwa Finansów, bezrobocie ma w przyszłym roku wynieść 18,2%!
W nędzy żyje dziś wiele polskich rodzin. Nie ulega wątpliwości, że ci ludzie muszą być także chronieni przed dyktowaniem im przez właścicieli domów czynszowych warunków umownych, którym człowiek pozostający bez środków do życia nie jest w stanie sprostać. Podobnie zatem jak w stosunkach pracy swoboda umów najmu lokali mieszkalnych nie może być nieograniczona. Prawo powinno jednak chronić zarówno interesy ludzi biednych, jak też słuszne interesy kapitału. Ustawa o ochronie lokatorów okazała się pod tym względem rażąco niesprawiedliwa. Przesadnie zadbała o interesy najemców, ograniczyła natomiast ponad miarę prawa właścicieli lokali do korzystania z ich własności. Złamany został art. 21 konstytucji, według którego własność pozostaje pod ochroną państwa. Ustawa o ochronie lokatorów wydana na podstawie art. 75 konstytucji może ograniczyć swobodę korzystania z własności lokali, ale samego prawa nie może przekreślić. Wręcz bezsensowne było odebranie właścicielom nowo wybudowanych mieszkań swobody wynajmowania ich na warunkach dobrowolnie uzgodnionych z samymi najemcami, których stać na korzystanie z drogich lokali.
Wolność umów może okazać się fikcją w przypadkach, gdy zaciągnięte zobowiązanie nie jest wykonywane. Cóż z tego, że umowa została swobodnie zawarta, jeśli kontrahent uchyla się od spełnienia umówionej powinności?
Obowiązek dotrzymywania zobowiązań (pacta sunt servanta) jest obok zasady wolności umów drugą fundamentalną zasadą obrotu prawnego od czasów najdawniejszych po dziś dzień. Uznawana jest przez wszystkie cywilizowane narody także w stosunkach międzynarodowych (choć często jest właśnie w tych stosunkach łamana!). Sejm naruszał tę zasadę permanentnie, zwlekając z przygotowaniem na czas projektów budżetu państwa, na skutek czego państwo nie wywiązywało się z obowiązku terminowych wypłat wynagrodzeń dla pracowników sfery budżetowej. Mój krytyczny głos na ten temat był wołaniem na puszczy („Labirynt praw i obyczajów”, KiW, Warszawa 2001, s. 87).
Życie prawne jest tak bogate, że najtrafniejsze nawet zasady wymyślone przez prawników zawodzą w konkretnych sytuacjach. Dzieje się tak w szczególności wtedy, gdy wykonanie swobodnie zawartej umowy budzi zastrzeżenia z etycznego punktu widzenia.
Dramatyzm odwiecznego konfliktu między wolnością umów a moralnością ukazał arcygenialnie W. Szekspir w swym „Kupcu weneckim”. Antonio, bogaty kupiec, zobowiązał się w umowie oddać lichwiarzowi, Szajlokowi, funt swego ciała na wypadek niezwrócenia pożyczki. Gdy Antonio okazał się niewypłacalny, Szajlok wystąpił do sądu z żądaniem wykonania umowy. Doża usiłuje nakłonić go do miłosierdzia, ale lichwiarz jest nieugięty: „Mięso, o które przed wami się spieram, drogo kupiłem, moją jest własnością, jeśli przegram, hańba waszym prawom”. Porcja przebrana w togę uczonego jurysty z Padwy zrazu przychyla się do jego racji: „Nie ma w Wenecji potęgi mogącej łamać stanowione prawo. Sąd taki byłby złym tylko przykładem, za którym liczna gromada nadużyć w prawa by nasze się wkradła”. W końcu jednak przebiegłym wykrętem uniemożliwia Szajlokowi skorzystanie z zawartej umowy: „Śpiesz się zabrać twoje mięso, lecz strzeż się rozlać krew albo odkroić mniej lub więcej niż jeden funt ciała Antonia”.
Werdykt Porcji był na ogół chwalony jako przykład zwycięstwa moralności nad bezduszną literą prawa. Nie w pełni podzielam tę opinię. Porcja dała sędziom zły przykład, obchodząc zawartą przez strony umowę chytrą sztuczką, zamiast uznać tę umowę za nieważną.

 

Wydanie: 41/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy