Tylko się nie łam

Przekraczałem nieistniejącą już granicę naszego państwa, z którego wyjechałem kilka dni wcześniej, żeby kupić używany samochód, jeszcze niczym nieobjęty po naszej stronie, ani VAT-em, ani akcyzą, ani nawet podatkiem od rejestracji.
Samochód kupiłem od Niemca, który odłożył na nowe auto, lecząc swoje zęby w Świnoujściu, bo to wychodziło mu o połowę taniej, a zęby, jeżeli chodzi o wydatki na ich konserwację, miał policzone dziesięć lat do przodu, w odróżnieniu od mieszkańców podbiałostockich wsi, którzy na sztuczną szczękę muszą czekać do dwóch tysięcy trzystu dni i niejednokrotnie odchodzą z tego świata, nie skosztowawszy niczego twardego.
Kiedy, tu wracam do obywatela Niemiec, na moje pytanie: – Czy zna pan nasz kraj? – odpowiedział: – Przejeżdżałem tylko raz wolniej, raz szybciej – zrozumiałem, że zęby zniszczył na froncie wschodnim. – Tak – westchnął – byłem pod Stalingradem. Straszny mróz! – tu wzdrygnął się na samo wspomnienie, a potem poszedł do garażu i przyniósł mi opony zimowe gratis.
W ten sposób wyposażony stałem na przejściu granicznym, które obsługiwał tylko jeden celnik, ponieważ reszta była na przesłuchaniach, a część już po wyrokach.
– Marnie pan wygląda – rzekłem, kiedy sprawdzał mi bagażnik.
– Pewnie, że marnie. Jestem po tej stronie Odry jedynym celnikiem, który żyje z pensji – i zachwiał się tak, jakby miał za chwilę zemdleć.
Podbudowany jego postawą podarowałem mu batonik z dużą ilością kalorii i nadzieją, że w razie czego sąd nas skaże tylko za znikomą szkodliwość społeczną, a nie usiłowanie przekupstwa.
Kiedy już zatrzasnąłem drzwi samochodu i miałem ruszyć, zauważyłem jadące na zachód autokary wypełnione do ostatniego miejsca przez ludzi ubranych na biało i na zielono, jakby spod jednej sztancy.
– A co to za dziwna wycieczka? – zapytałem oddalającego się celnika.
– To nasi lekarze i pielęgniarki wyjeżdżają do pracy. Ci w pierwszym, śpiący, to anestezjolodzy. Ci w drugim to kardiolodzy, emigrują, bo odkąd prof. Religa postanowił zostać prezydentem, życie straciło dla nich sens, w trzecim jadą położne.
– A jak my będziemy rodzić, kiedy ich nie będzie?
– Podobno porody będzie odbierać Liga Polskich Rodzin.
– A ci, tacy nieruchomi, w tym czwartym?
– To ortopedzi, sztywni, bo trochę przyprószeni gipsem – odpowiedział i ruszył biegiem kontrolować innych.
Kiedy dojechałem do stolicy, w oczy rzucił mi się napis na budynku “Życia Warszawy”:
TYLKO SIĘ NIE ŁAM. LEKARZE JUŻ UCIEKLI.

Wydanie: 4/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy