Na ostrzu noża

Na ostrzu noża

Zacząłem pisać dziennik, gdy miałem 12 lat. Daję ten pierwszy zeszyt do czytania synkowi, który jest w tym wieku. Tak możemy nagle się spotkać jako równolatki. A mój chłopczyk uczy się współczesnej historii Polski. Hasła: stalinizm, PRL, Stocznia Gdańska, Wałęsa (jeszcze jest w podręcznikach), Solidarność, stan wojenny, internowani, Mazowiecki (zdumiony jestem, bo nie ma jeszcze Kaczyńskiego jako przywódcy strajku i twórcy Solidarności). Zostałem wydelegowany, by to wszystko wytłumaczyć i przybliżyć dziecku. Zadanie okazuje się karkołomnie trudne. W tym wieku nie ma się narzędzi, by to pojąć, a ja się okropnie męczę, by mówić przystępnie językiem jego myśli, ale wtedy wszystko zupełnie się udziecinnia. Inna sprawa, że upływ czasu zawsze udziecinnia przeszłość. A przy tym poczucie, że stałem się nie wiedzieć kiedy świadkiem historii. Liznąłem skrawek stalinizmu, żyłem intensywnie w PRL, w czasie słynnego strajku byłem w stoczni gdańskiej, ukrywałem się przez rok w stanie wojennym, byłem internowany, znałem osobiście Tadeusza Mazowieckiego, ściskałem dłoń Lecha Wałęsy. I jak dzisiaj pamiętam, gdy w 1978 r. Helena Łuczywo, nasza wtedy sąsiadka – w jej mieszkaniu robiono nielegalne pismo „Robotnik” – powiedziała mi: „Wiesz, w Gdańsku pojawił się taki ciekawy, energiczny robotnik, nazywa się Lech Wałęsa”. Mówię o tym wszystkim Antosiowi, ale nie robi to na nim wrażenia.


Sprawa Adama Glapińskiego i jego dwórek – w tym określeniu nie ma żadnego seksizmu, gdyby to byli faceci, napisałbym dworzan – musi robić na narodzie wielkie wrażenie, kto by nie chciał zarabiać 65 tys. miesięcznie. Zawiść i zazdrość, szpetne dwie siostry, są matkami niechęci, a nawet nienawiści. Adama Glapińskiego poznałem, to rok bodaj 1992, gdy byłem w Sztokholmie szefem Instytutu Polskiego, moim gościem miał być Andrzej Olechowski, nawalił w ostatniej chwili i przysłano mi z wykładem Glapińskiego. To było dziwne uczucie, mówiliśmy tym samym językiem, ale miałem wrażenie, że mieszkamy na dwóch różnych planetach.


Najdziwniejsze, że ten mord tak długo wisiał w powietrzu jak siekiera, która jakimś cudem się utrzymuje. Aż w końcu spadła. I małe ma znaczenie, czy morderca był przy zdrowych zmysłach; nawet chorzy, a może oni szczególnie, czują napięcie, które jest w powietrzu. PiS szczuło na Adamowicza przez lata, a teraz leje krokodyle łzy, bo wielki strach, jak to wpłynie na wynik wyborów parlamentarnych. Nie znałem Pawła Adamowicza, wiem, że był na spotkaniu ze mną w kościele w Sopocie, to czas po stanie wojennym, on młody wtedy chłopak.

Wszedłem na chwilę na TVP Info, od dawna tego konsekwentnie unikam, jak unika się strefy skażonej przez skunksa. Słyszę, jak jakiś pisowiec głosem nabożnego księdza mówi: „Nie wolno ze złem walczyć złem”, Adamowicz więc jako zło, z którym trzeba było walczyć. Słuchając przez kilka minut tej telewizji, miałem wrażenie, że jest zrobiona z innej materii niż telewizje prywatne: odmiennie brzmiące głosy, inny tembr, brak profesjonalizmu, skrajna tendencyjność. Winni zbrodni są opozycja i Owsiak. I jakże znamienne, że od razu po zamachu politycy PiS pisali, jak Duda, w tym stylu: nie było nam politycznie po drodze, ale tak nie wolno. To zastrzeżenie ujawnia stan rzeczy, dzieli nas otchłań. Ta śmierć jest ukoronowaniem trzech lat rządów PiS, nie – kilkunastu lat, od kiedy ta partia istnieje. Dziennikarz Krzysztof Leski, bohater, który od trzech lat ogląda codziennie „Wiadomości”, wyliczył, że tylko w zeszłym roku jedynie w głównym wydaniu było co najmniej sto materiałów o Adamowiczu. Przedstawiano go jako oszusta majątkowego, współautora afery Amber Gold, polityka walczącego z polskością oraz promującego nazizm i komunizm. Telewizja publiczna oskarżała go także o ściągnięcie na Gdańsk katastrofy ekologicznej. Krzysiu, to ty tak od trzech lat tam wchodzisz i ciągle żyjesz, nie zatrułeś się? Język zabił prezydenta Gabriela Narutowicza, zaszczuła go endecja. Język w Polsce jest teraz pełen jadu, od lat mordujemy się słowami.


Powiem teraz, jak mówi dziecko: oni są źli, są dowodem na istnienie diabła w polityce i w życiu społecznym. Pomyje publicznej telewizji, omamy Macierewicza, obłęd smoleński, atak na sądy, sojusze z faszystami, obłuda i cynizm Kościoła, monstrualne kłamstwa, gra na najniższych instynktach. Miliony Polaków zostały zarażone złem. Bardzo trudno będzie z tego wyjść, ten kraj czeka praca na pokolenia.

Wydanie: 4/2019

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy