Pat Busha

Prezydent Bush wpakował się w paskudną sytuację, ponieważ ruch antywojenny na prawie całym świecie rozszerza się niczym pożar stepowy. Podgryza już nawet oba społeczeństwa, które od samego początku stoją u jego boku, a mianowicie obywateli USA i Anglii. Jakkolwiek zatem pod względem militarnym rezultat uderzenia amerykańskiego na Irak może być tylko jeden – klęska Saddama, to jednak nikt nie będzie w stanie cieszyć się korzyściami z tak odniesionego zwycięstwa. Wśród oponujących wobec polityki zagranicznej Busha znalazł się nawet były prezydent Carter.
Jednakże sprawa ma, jak każdy kij, dwa końce. Ameryka i Anglia zmasowały znaczne siły wojskowe u wrót Iraku, wsparte dużymi jednostkami floty morskiej i całymi armadami lotnictwa. Zgrupowanie to zdaje się wymuszać na amerykańskim prezydencie działania ofensywne przeciw Husajnowi! Wycofanie tych wielkich mas uderzeniowych byłoby odebrane przez świat jako porażka USA, a zarazem jako triumf irackiego dyktatora, który w ten dziwny sposób okazałby się oczkiem w głowie wielu państw, jakie mu bynajmniej wcześniej nie sprzyjały.
Powstała tym samym sytuacja takiego pata, z której po prostu nie ma dobrego wyjścia. Można sądzić, że do rozpoczęcia działań w Iraku Bush będzie zmuszony, zaś najbardziej nawet efektowny sukces militarny nie zmieni faktu, że – bez pomocy Europy Zachodniej – na gruzach pokonanego reżimu Saddama na pewno nie uda się odbudować normalnie funkcjonującego kraju.
Gorączka wojny z terrorystami, tocząca obecnie społeczeństwo amerykańskie, doprowadziła do powszechnego i nieznanego tam dawniej poczucia zagrożenia. Produkowane są przez wielkie samochodowe koncerny pancerne pojazdy osobowe w cenie powyżej stu dwudziestu tysięcy dolarów, które sprzedają się jak świeże bułeczki. Amerykanie zaopatrują się w rozmaite zapasy, szyby zakleja się mylarem, powstał znaczny popyt na maski gazowe, a wszystko to z kolei potęguje jeszcze obawę przed ewentualną ripostą Saddama. Ameryka tym samym już ogarnięta jest przez wojnę z Al Kaidą, która nie wiadomo, gdzie się czai ani jak ma zamiar uderzyć. Powstał taki stan rzeczy, w którym tylko my możemy nie bez zadowolenia oczekiwać przenosin amerykańskich baz z Niemiec do Polski. Nie wiadomo wszakże, komu ten cały galimatias wyjdzie na zdrowie.

12 marca 2003 r.

Wydanie: 12/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy