Teraz kibole

Teraz kibole

Póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie. Pracownikom telewizji TVN, Andrzejowi Morozowskiemu i Tomaszowi Sekielskiemu, ucho dzbana skrzypiało przy różnych wydaniach programu „Teraz my”, aż pękło z hukiem, gdy zaprosili do studia gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Woda się rozlała i zostało dużo błota. Okazuje się, że można mieć tytuły Dziennikarza Roku, a jednocześnie zrobić coś takiego, co dyskwalifikuje nawet stażystę. Coś ku przestrodze i nauce młodzieży, co będzie można jej pokazywać jako totalne zaprzeczenie wszelkich reguł, które są zapisane w kodeksach etyki dziennikarskiej.
Trzeba oczywiście pamiętać, że takie programy nie biorą się z kosmosu. Są dobrze przemyślanym i dobrze skalkulowanym, czyli policzonym pomysłem na duże dochody. Celem właścicieli stacji komercyjnej nie jest jakaś misja publiczna, ale możliwie najwyższy dochód z reklam. I to o nie głównie, jeśli nie wyłącznie, chodzi. Reszta jest tylko dodatkiem. Opakowaniem. W przypadku TVN oprawa i programy dostosowane są do potrzeb bardziej wymagającego widza, niż to się dzieje w drugiej wielkiej stacji komercyjnej, czyli w Polsacie. Ale zawsze na końcu tej drogi jest wynik liczony w środkach płatniczych.
Bardzo trudno jest pogodzić dwa cele, czyli wysoką oglądalność z równie wysokim poziomem publicystyki w programach autorskich. Na szczęście od czasu do czasu pojawiają się programy, których wartość wykracza poza oglądalność uzyskiwaną za wszelką cenę. W ostatnim czasie udaje się to z reguły, choć nie zawsze, tylko Monice Olejnik i Tomaszowi Lisowi. Autorzy programu „Teraz my” nigdy nie byli w tej kategorii. Ale jak ktoś wolał publicystykę robioną według reguł tabloidów, to miał taki program. Z kolei smakosze ostrego, publicznego mordobicia na zlecenie mieli za czasów PiS w telewizji publicznej bardzo specyficzny program „Misja specjalna”. Tydzień temu Morozowski i Sekielski z własnego wyboru dołączyli do tej właśnie kategorii. I nie powinni tego traktować jako awans. To, co zrobili w czasie programu z udziałem gen. Jaruzelskiego, jest żenujące. Niczego nie mieli zamiaru wyjaśniać. Gość, którego udział wyprosili licznymi zabiegami i którego z premedytacją oszukali, był im potrzebny tylko jako żywa ilustracja do z góry przygotowanych tez. Zero obiektywizmu i żenujący brak elementarnej wiedzy o sprawach, które podnosili, sprawiły, że ponieśli sromotną klęskę. Próba sponiewierania i poniżenia Generała spotkała się z bardzo ostrą krytyką widzów. Wyimki z tych bardzo emocjonalnych reakcji widzów prezentujemy w tym numerze tygodnika wraz z osobistym listem Wojciecha Jaruzelskiego.
Tabloidowe maniery i cynizm, jaki zobaczyliśmy w programie Morozowskiego i Sekielskiego, przypomina sytuację, w której to nie TVN poluje na kogoś, ale sam jest ofiarą. Kibice piłkarscy wiedzą, o co chodzi. Od dawna hordy kiboli Legii Warszawa obrzucają TVN i jej właścicieli plugawymi obelgami. Nawet po śmierci Jana Wejcherta zdziczały tłum krzyczał: „Jeszcze jeden!”. TVN protestuje przeciwko temu. Ma tu poparcie zarówno większości cywilizowanych kibiców, jak i tych ludzi, którzy a priori odrzucają wszelkie znamiona chamstwa. Nie tylko na stadionach.
Generał po tym niechlubnym programie zyskał nowych zwolenników. Przybyło mu sympatyków i zwolenników. Szkoda tylko, że za taką cenę. A autorzy programu? Dowiedli, że droga od tytułu Dziennikarza Roku do Hieny Roku jest krótka. Też szkoda.

Wydanie: 48/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy