Nie chciałbym być Kasandrą

Nie chciałbym być Kasandrą

Podobno historia z reguły się nie powtarza, a jak się powtórzy, to już tylko jako farsa.
Kiedyś Kuroń i Modzelewski napisali „list do członków partii” i dostali za to po parę lat więzienia. Ostatnio „list do członków partii” napisał eksminister Gowin. Czasy inne, partia adresatka inna, konsekwencje inne. No i przede wszystkim gdzie tam Gowinowi do Kuronia czy Modzelewskiego.
Zgodnie z przewidywaniami, gdy siła Platformy maleje, co widać po ostatnich sondażach, w których przegrywa ona z PiS i nawet premier Tusk wreszcie zobaczył, że ma z kim przegrać, Gowin rusza do boju. Najpierw „list do członków partii”, później konferencja prasowa. Na której obok Gowina zasiada jeszcze bardziej od niego prawicowy i naiwniutki poseł Godson, chyba tylko po to, by mówić Tuskowi to, czego na razie Gowinowi mówić nie wypada. Ale powie, powie jeszcze nie raz, niech tylko sondaże poparcia dla partii politycznych na tyle się ustabilizują, że klęska Platformy w następnych wyborach będzie już oczywista.
Czegóż chcą ci mężowie? Żywiołowy Godson i zadumany nad losami Polski i świata Gowin? „Aby Platforma wróciła do korzeni”, cokolwiek by to miało oznaczać. Uzasadnieniem konieczności powrotu do korzeni jest totalna krytyka PO i rządu Tuska, którego Gowin do niedawna był ministrem. Jednym z najsłabszych. Chyba że rola Gowina w rządzie polegała na tym, że będąc w nim Konradem Wallenrodem zdradzonych przez Tuska ideałów, świadomie temu rządowi szkodził. Jak ten muzyk, który w czasie okupacji grywał w niemieckim kasynie, a po wojnie domagał się uznania za kombatanta, bo przygrywając niemieckim oficerom, fałszował.
Przez cały czas pracy w rządzie Gowin szkodził Platformie. Jego niekompetencja i wyjątkowo nieprzyjazny stosunek do korporacji prawniczych zraziły do Platformy te wpływowe środowiska. Bezmyślna „deregulacja” zraziła taksówkarzy, przewodników miejskich i wiele innych środowisk drobnych przedsiębiorców. Obłuda i konserwatyzm w sprawach obyczajowych zraziły ludzi o liberalnych poglądach i młodzież.
Ale równocześnie, jako członek rządu i członek władz Platformy, Gowin jest odpowiedzialny za to wszystko, co teraz z takim zapałem krytykuje, a co spotyka się z wielkim uznaniem polityków PiS.
Premier udaje, że to lekceważy. Żartuje, że z takimi hasłami Gowin mógłby się ubiegać o przywództwo w innej partii. Tu puszcza oko, wszyscy wiemy w jakiej. Przecież nie w Ruchu Palikota.
Istotnie wewnątrz Platformy, w wyborach na szefa partii, Gowin nie wydaje się dla Tuska zagrożeniem. Wedle jakichś sondaży może liczyć na mniej więcej 6% głosów. Nie wiem, ile procent szans na zwycięstwo nad Pawlakiem dawały sondaże Piechocińskiemu, ale mniejsza o to. Wybory wewnątrz Platformy Gowin zapewne przegra. Co z tego? Krytyka od wewnątrz i tak tracącego poparcie rządu osłabia pozycję Platformy. Spory pokazujące nie wewnątrzpartyjny pluralizm, jak to próbują przedstawiać niektórzy politycy Platformy, ale głęboki podział tej partii, jej wewnętrzne skłócenie, każą się zastanowić nad jej zdolnością do rządzenia. Tak to odbiera społeczeństwo. Może niesłusznie, może to nieprawda, ale na zewnątrz tak to jest odbierane. Jaki jest bilans ostatnich tygodni? Platforma słabnie, a Gowin politycznie jest coraz bliżej PiS. Ideowo bliski był zawsze.
Co będzie dalej? Gowin z Platformy z całą pewnością teraz nie odejdzie. Obecna kondycja Platformy nie pozwala też na wyrzucenie go z partii. Gowin do wyborów partyjnych władz będzie tkwił w Platformie i będzie jej szkodził. Po wyborach – zobaczy. Jeśli wyniki sondaży Platformy będą nadal spadać, Gowin albo spektakularnie opuści tę partię wraz z kilkoma stronnikami, by szukać sojuszników gdzieś w okolicach PJN i razem zapukają do drzwi PiS. Propagandowo dla PiS byłby to sukces ogromny. Albo, gdy spadek wyników sondaży się zatrzyma, Gowin osiągnie z Tuskiem kompromis i ten, wbrew lokalnym działaczom partii, poprze go w staraniach o fotel prezydenta Krakowa. Jako mieszkaniec Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa rozpaczliwie wypatruję trzeciego rozwiązania. Na wszelki wypadek apeluję do prezydenta Jacka Majchrowskiego: „Jacku – musisz!”. Musisz raz jeszcze stanąć w szranki, raz jeszcze kandydować w najbliższych wyborach. Raz jeszcze wygrać! Nie żal by Ci było Krakowa?
Donald Tusk już nie mówi, że Platforma nie ma z kim przegrać. Ma. Komentatorzy polityczni nie mówią już, że PiS „nie ma zdolności koalicyjnej”. Wszyscy dobrze wiedzą, że taką zdolność ma – aż w nadmiarze – PSL.
Koalicja PO-SLD była niemożliwa, bo była nie do przyjęcia dla konserwatystów Platformy, szczególnie dla Gowina. Groziłaby rozpadem tej partii. Ten rozpad dziś następuje z innych powodów, Gowin nie będzie już mógł przeszkodzić takiej koalicji. SLD to wie i jest niemal pewny, że po wyborach taka koalicja powstanie. Z tego powodu lekceważy Ruch Palikota. Sądzę, że to błąd.
Największym zagrożeniem dla Polski jest powrót PiS do władzy. Nie chodzi już o to, że agent Tomek zostanie szefem policji, Macierewicz będzie dowodził specsłużbami, że prokuratura znów będzie zbrojnym ramieniem partii, a szkoły i parafie będą organizować przymusowe pielgrzymki do Smoleńska. Chodzi o coś znacznie gorszego. „Modernizacja Polski” dokonana przez PiS cofnie nas w XIX w., skłóci z sąsiadami, wyizoluje w Europie. Stracimy, już nieodwracalnie, czas i szanse dogonienia świata zachodniego.
Zatrzymać PiS! To jest pierwsze i podstawowe zadanie wszystkich przytomnych i odpowiedzialnych za Polskę sił politycznych. Na tej płaszczyźnie muszą się one porozumieć. Inaczej grozi nam zapaść cywilizacyjna.

Wydanie: 23/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy