Konserwatyzm à la polonaise

Konserwatyzm à la polonaise

Niedawno wpadł mi w ręce dziwny, acz pięknie wydany dokument: „Przesłanie II Światowego Zjazdu Górali Polskich”, datowane „w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Roku Pańskiego MMX”. Mniej zorientowanym w kalendarzu kościelnym wyjaśniam, że Wniebowzięcie przypada na dzień 15 sierpnia.
Rzecz się działa, jakżeby inaczej, w Ludźmierzu na Podhalu, w sąsiedztwie sanktuarium Matki Boskiej Ludźmierskiej, co autorom „Przesłania” dało pretekst do zaznaczenia, że te złote myśli, o których za chwilę, zrodziły się w ich umysłach „u stóp Matki Bożej Ludźmierskiej”.
„Przesłanie” ma tytuł: „Góralszczyzna Polska – czym jest?”. Już samo pisanie przymiotnika polska wielką literą świadczy o tym, że góralszczyzna jest patriotyczna.
Czytamy w „Przesłaniu”: „Stąd przed stu-dwustu-trzystu laty wyszli Polscy Górale, by zakładać kolejne góralskie dziedziny – na surowym korzeniu, więc rozszerzyli Góralszczyznę Polską dołączając do niej wyspy rozsiane w głębi Górnych Węgier, na Bukowinie i w Bośni. Zatem i to jest ojcowizna i też część Ojczyzny, choć poza Polską właściwą”.
W „Historii filozofii po góralsku” ks. Tischner pisał wprawdzie, że „na początku wsędy byli górole, a dopiero potem porobili się Turcy i Zydzi (…), a Grecy to nie byli Grecy, ino górole, co udawali greka. Bo na początku nie było Greków, ino wsędy byli górole”, ale najwyraźniej żartował. Ten żart autorzy przesłania wzięli chyba dosłownie.
Dla porządku tylko wyjaśnię dodatkowo, że Górne Węgry to stara węgierska nazwa Słowacji, dla Słowaków mniej więcej tak miła jak dla Polaków Kraj Nadwiślański.
Dalej następuje krytyka i zakwestionowanie traktatu wersalskiego i jego konsekwencji. „Ale historia, swym bolesnym wyrokiem sprzed równo dziewięćdziesięciu lat sprawiła, że poza granicami Rzeczypospolitej znalazła się i pozostaje również część tego pierwotnego gniazda Górali Polskich, nad Olzą i Popradem właśnie, nad Kisucą i Białą Orawą. Pamiętamy, że Zaolzie, Czadeckie, Orawa i Spisz to ziemie naszego dziedzictwa”.
Zatrzymajmy się na chwilę nad tym fragmentem tego niemądrego, grafomańskiego, hurrapatriotycznego bełkotu.
W tym wskazanym przez „Przesłanie” kierunku próbowano już kiedyś, tuż przed II wojną światową, korygować ów „bolesny wyrok historii”, zajmując Zaolzie, Spisz, Orawę i Jaworzynę, czego dziś raczej się wstydzimy. I to nie tylko my: rozmaite komuchy, postkomuchy, czerwoni i różowi, część liberałów i zapewne Żydów. Nawet śp. Lech Kaczyński, którego testament rzekomo autorzy „Przesłania” wypełniają, za zajęcie Zaolzia swego czasu przeprosił. Zdrowy rdzeń narodu, jak widać, nie tylko się nie wstydzi, nie przeprasza, ale wyraźnie do tego tęskni.
Dalej możemy wyczytać kolejne złote myśli. Autorzy „Przesłania” demaskują, co to takiego tolerancja. Otóż tolerancja „to nic innego, jak milczące przyzwolenie na współistnienie Dobra i Zła. Grzech zaniechania. Na to nie ma naszej zgody!”. No, to żadnej tolerancji nie będzie.
Całość tych poglądów autorzy precyzyjnie nazywają „patriotyzmem i konserwatyzmem”, z których są dumni.
W zjeździe uczestniczyli przedstawiciele władz świeckich i duchownych. Nie odważyli się zwrócić uwagi, że autorzy „Przesłania” patetycznie bredzą, w dodatku bredzą szkodliwie?
Byli liczni przedstawiciele mediów. Nie mieli odwagi, jeśli nie napiętnować, to przynajmniej pouczyć? Choćby delikatnie?
Inny wybitny konserwatysta, poseł Jarosław Gowin, którego z konserwatywnymi góralami łączy, zdaje się, podobny stopień zrozumienia tekstów Tischnera i który zamiast pisać konstytucje dla całej ludzkości, jak mu zalecał znający go od lat prof. Łagowski, dał wywiad „Gazecie Wyborczej”. W wywiadzie ujawnił swe ostatnie spostrzeżenie, że wprawdzie „wypala się paliwo antypisowskie”, ale Platforma i tak wygra najbliższe wybory. Na pytanie dziennikarza odpowiada, że nie wyobraża sobie po wyborach koalicji z SLD, bo byłaby ona „szkodliwa dla Polski” (może jednak dla całej ludzkości? – śmiało, panie pośle!). Co więcej, pan poseł ocenił też SLD jako „typową partię władzy”, niemającą w dodatku „żadnego potencjału do modernizacji kraju”. SLD jawiący się jako typowa partia władzy? Czy coś się panu posłowi nie pomyliło? Kiedy to ostatni raz Sojusz rządził? Jest już przez drugą kadencję w opozycji. Większość dzisiejszych liderów, a nawet posłów SLD w tych czasach, kiedy ich partia rządziła, jeszcze nie uprawiała polityki. Gdzie u nich nawyki partii władzy? Takie nawyki, jakie Platforma ujawnia na co dzień. Arogancja i przekonanie (dziś chyba nieco słabnące), że nie ma z kim przegrać.
Jeśli zaś chodzi o potencjał do modernizacji kraju, to dobrze by było, gdyby poseł Gowin poprosił partyjnego kolegę marszałka Schetynę o ujawnienie zawartości „zamrażarki”, w której – za nic mając regulamin Sejmu – już od ponad pół roku przechowuje projekty ustaw złożonych przez lewicę, w tym projekt dotyczący uporządkowania służb specjalnych i ich uprawnień. W świetle niektórych wystąpień premiera, lekceważących dla praw człowieka i ich obrońców (np. wypowiedzi na temat kastracji chemicznej), można zrozumieć, że poseł Gowin ma za nic wkład lewicy w obronę praw człowieka, manifestujący się np. liczbą stosownych wniosków do Trybunału Konstytucyjnego. Zresztą nie czepiajmy się. Poseł uważa się za filozofa, skoro więc mówi, że „nie widzi w SLD potencjału do modernizacji kraju”, to znaczy, że nie widzi. Nie oznacza to, że tego potencjału nie ma. Wypowiedź ta, by brać ją dosłownie, mówi o stanie świadomości posła, nie o stanie lewicy.
Natomiast potencjał reformatorski poseł dostrzega w PSL i co najważniejsze – w PJN. Tej ostatniej partii, jak przyznaje, kibicuje. Słusznie. Przecież założyciele i liderzy tej partii firmowali wszystko, co się działo pod sztandarem IV RP. Na koniec chcieli uszczęśliwić naród prezydentem Jarosławem Kaczyńskim i nawiasem mówiąc, o mało im się to nie udało. Jakże takim nie kibicować? Jakże nie marzyć o wspólnej z nimi modernizacji kraju?
Swoją drogą modernizacja dokonana przez konserwatystów z Platformy, wspartych przez PJN, a może jeszcze przez tych wspomnianych na wstępie patriotycznie konserwatywnych górali polskich, to musiałby być ciekawy eksperyment. Taki fajny postęp do tyłu. Tylko czy naród naprawdę na to zasłużył?

Wydanie: 6/2011

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy